Plastikowe tarcze

Z prof. Grzegorzem Kucharczykiem z Instytutu Historii PAN rozmawia Anna Ambroziak.

Za nami kolejna, 223. rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja. Czy jej idee są dziś aktualne?

– Trudno byłoby doszukać się pewnych analogii. Sam pomysł skonstruowania Konstytucji 3 maja był w swej istocie inny od tego, co obserwujemy teraz. Przede wszystkim autorzy Konstytucji z 1791 r. wychodzili z założenia, że musimy polegać na samych sobie. Że musimy szukać zabezpieczenia we własnym państwie. Temu była podporządkowana choćby myśl zmiany ustroju państwa na monarchię dziedziczną. Kierowano się pewną hierarchią wartości. Nieprzypadkowo artykuł 1 Konstytucji mówił o tym, że religią wiodącą w Polsce jest katolicyzm. W myśl Konstytucji apostazja była karana. Przy czym gwarantowano wolność innych wyznań. Trudno jest porównywać idee Konstytucji z 1791 roku z czasami obecnymi.

Mam na myśli choćby ową ważną kwestię bezpieczeństwa – twórcy Konstytucji majowej szukali go w porządku społecznym – jego obrońcami, obrońcami swobód narodowych są wszyscy obywatele. Najsilniejszą tarczą obronną państwa jest wojsko. A więc, konkludując: bezpieczeństwo, interesy kraju zależą od jego obywateli. Dziś szukamy go nie u siebie, ale poza Polską. Przyjazd amerykańskich żołnierzy do Polski traktowany jest jak swoista tarcza bezpieczeństwa. Myślenie jest ukierunkowane na to, by bezpieczeństwa szukać u innych.

Ale alianse polityczne i militarne nie są wymysłem naszych czasów.

– Oczywiście. Ale powinny być zachowane pewne proporcje, czyli najpierw umacniamy własne państwo, dbamy o jego interesy, a dopiero w dalszej kolejności szukamy sojuszników. Żeby zawierać alianse, trzeba być silnym, tymczasem jaką my mamy armię – 100 tysięcy żołnierzy? Jaka jest nasza gospodarka, co się dzieje z naszą kulturą, edukacją?

Zamysłem Konstytucji 3 maja było stwierdzenie, że zabezpieczeniem państwa jest sama Polska. Konstruowanie takich postulatów i ich realizacja leży w gestii polskiego parlamentu i rządu.

Kiedy jednak patrzymy na sytuację obecną, ten postulat właściwie nie jest realizowany. Spora część naszego społeczeństwa dała sobie wmówić, że właściwy porządek może nam zagwarantować urzędnik z Brukseli.

Same propozycje nie wystarczą – trzeba jeszcze umieć je wprowadzić w życie. Do tego trzeba i chęci, i umiejętności. Czy nasze elity polityczne są w stanie to zrobić?

– Tu wkraczamy na poziom dyskusji o poziomie naszego parlamentaryzmu. Doskonałą tego egzemplifikacją była ostatnio dyskusja nad uchwałą upamiętniającą Ojca Świętego Jana Pawła II czy choćby sam fakt, że problemem dla części posłów jest sama obecność krzyża na sali obrad. Obserwując to wszystko – te przepychanki słowne, często wręcz kalumnie, szukanie interesów własnych lub partyjnych, niski poziom merytoryczny dyskusji – widać, że niestety, dla części polskich posłów i senatorów interesy państwa i społeczeństwa nie są priorytetem, schodzą na plan dalszy. Doskonałym tego przykładem jest choćby to, że Rada Ministrów zgodziła się na ratyfikację Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. To działanie na szkodę, a nie pożytek Rzeczpospolitej.

Jej zwolennicy mówią, że Konwencja zbliża nas do Europy, w myśl słów prezydenta: nie ma wolności bez nowoczesności.

– Jest pewna zasada ewangeliczna, która mówi, że czyny przemawiają lepiej niż słowa. Twórcy Konstytucji 3 maja nowoczesność rozumieli jako zasadniczą przemianę ustroju politycznego Rzeczypospolitej. Polska stała się monarchią parlamentarną, rozszerzano przywileje na pewne grupy społeczne. Owo rozumienie nowoczesności nie wykluczało jednak pewnej łączności z tradycją. W jej preambule użyto sformułowania: „W imię Boga, w Trójcy Świętej Jedynego”. To kwestia zasadnicza – odwołanie się do wartości podstawowych, nieprzemijających. Kiedy patrzymy na preambułę obecnej Ustawy Zasadniczej, to oczywiście jest tam odwołanie do Boga, ale jest ono traktowane jako jedna z opcji; mówi się o osobach wierzących, jak i niewierzących, nie ma tam wprost odniesienia do Boga jako bytu osobowego, któremu my, Naród Polski, oddajemy wszystko.

W 1791 r., mimo dużych wpływów tendencji oświeceniowych, twórcy Konstytucji byli na tyle realistami, że wiedzieli, iż bez odniesienia do Boga Stwórcy wszelkie inne postulaty okażą się martwe. To była nowoczesność, ale nowoczesność oparta nie tylko na słowach, ale oparta na konkretach, na wartościach nieprzemijających.

Część polityków wysuwa postulat noweli Konstytucji, chodzi o wprowadzenie okręgów jednomandatowych, likwidację Senatu, ograniczenie liczby posłów. Zmiany są potrzebne?

– Moim zdaniem tak. Jeśli chodzi o ograniczenie liczby posłów – przykład węgierski pokazuje, że można to zrobić. Polsce tak liczny parlament jest niepotrzebny. Moim zdaniem, Senat powinien zostać, w historii polskiego parlamentaryzmu zawsze była izba wyższa. Zasadniczo trzeba było zacząć od zmiany preambuły. A potem rozważać wszystko inne.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj