fot. PAP

Egipcjanie w obronie zagrożonej tożsamości

Od pierwszych manifestacji i starć w Egipcie uczestnicy wydarzeń mieli świadomość skierowanej na nie bacznej uwagi Zachodu, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i ich możliwej reakcji. Pokazała to np. sytuacja Koptów – właśnie ze względu na konieczność liczenia się przez władze z zachodnią opinią w czasie sprawowania rządów przez prezydenta Mohammeda Mursiego Koptowie nie byli niepokojeni. Ale już dwa dni po odsunięciu go od władzy zaczęło się palenie koptyjskich kościołów przez islamistów.

Zagrożeni radykalnym islamizmem

3 lipca 2013 roku, po wielkich marszach protestacyjnych na terenie całego kraju, głównodowodzący armii gen. Abd el-Fatah es-Sisi uroczyście potwierdził trwałą więź wojska z narodem. Następnie patriarcha koptyjski Teodor II zwrócił się do protestujących tłumów z orędziem wytrwania w jedności i nadziei. Przemówił też szajch uczelni muzułmańskiej Al-Azhar, wyrażając życzenie, by zaburzony proces demokratyczny w kraju powrócił na właściwy tor.

Dla Koptów, którzy stanowią 10-20 proc. Egipcjan, zagrożeniem jest radykalny islamizm, nie islam. Niedawno patriarcha egipskich Koptów dziękował publicznie muzułmanom za ochronę ich kościołów w czasie zamieszek.

Tymczasem Mursi, stojący na czele radykalnych islamistów (Bractwa Muzułmańskiego), wykazał całkowite lekceważenie zasad praworządności. Odrzucał też wszelkie propozycje rozmów z opozycją bez warunków wstępnych. W zmaganiach z wojującym islamizmem, zmierzającym do całkowitego poddania społeczeństwa prawu szariatu, szczególną rolę wśród protestujących odgrywa w Egipcie młodzieżowy ruch Tamarrud (Bunt), któremu przewodzi młody Mahmud Badr, żywo reagujący na łamanie zasad demokratycznych – np. na samowolne ogłoszenie przez prezydenta w grudniu 2012 r. nowej konstytucji (znoszącej m.in. wotum nieufności).

Wobec braku możliwości działań parlamentarnych bunt społeczny wyraził się w kwietniu 2013 r. w formie ogólnoegipskiej akcji zbierania podpisów pod żądaniem nowych wyborów, zainicjowanej przez Tamarrud. Już w maju zebrano 15 mln podpisów – a zatem więcej, niż wynosiła liczba głosów oddanych na Mursiego w poprzednich wyborach; w czerwcu zebranych podpisów było już 22 miliony.

Arogancja Mursiego

Sytuację zadrażniały popełniane wciąż przez Mursiego błędy i arogancki sposób załatwiania spraw ważnych dla kraju. Zmarnował negocjowaną od dawna i niemal już uzgodnioną umowę z rządem Etiopii dotyczącą budowy tamy, mającej wpływ na stan wody Nilu („Budujcie, my będziemy ją bombardować!”). Zdecydował też o wysłaniu do Syrii oddziałów wojska dla wsparcia rebeliantów (zbieranych, jak wiadomo, z różnych stron świata) przeciw Baszarowi al-Asadowi. Pamiętajmy, że wojsko jest dla Egipcjan skarbem narodowym, dumą, symbolem niepodległości i ucieleśnieniem postaw patriotycznych. (Tak jak było to i z pewnością będzie znów, oby jak najszybciej, w naszym kraju.)

W czerwcu 2013 r. Egipt raz jeszcze mógł się przekonać o żywotnej treści hasła „wojsko z młodzieżą”. Badr, przywódca ruchu Tamarrud, uzyskał zapewnienie poparcia ze strony armii, jeśli ruch zdecyduje się wyprowadzić ludzi na ulice 30 czerwca, w rocznicę przejęcia rządów przez Mursiego. Tak się stało; liczbę uczestników manifestacji w Kairze tego dnia oceniano na 16 milionów. Z USA Google podawał, na podstawie zdjęć satelitarnych, liczbę 30 milionów.

W ultimatum wysłanym do Bractwa Muzułmańskiego postawiono warunek zmian w składzie rządu, rozszerzenia go o osoby spoza islamistów. Odpowiedź brzmiała: „Spalimy Egipt”. Oddalała ona nadzieje na możliwość rozmów z radykalnymi islamistami u władzy. Przypominała też o precedensie „palenia Kairu” przez tę samą opcję religijno-polityczną po odsunięciu od władzy, w wojskowym zamachu stanu, króla Faruka (1952) i zdelegalizowaniu przez Nassera Bractwa Muzułmańskiego (1954).

Żywe tarcze z kobiet i dzieci

W końcu lipca 2013 r. ekipa Amnesty International dokonała wizji lokalnej wśród sił islamistów okupujących w Kairze plac przy uniwersytecie i jedno ze skrzyżowań; w sprawozdaniu stwierdzono, że grupy te były uzbrojone. Ale fakt używania przez terrorystów z Bractwa chwytanych na ulicy kobiet i dzieci jako żywych tarcz w walkach ulicznych raczej nie przebił się do szerszej opinii publicznej.

W ostatnich dniach sytuacja w dużych miastach się zaognia. Co mogłoby doprowadzić w końcu do podjęcia rozmów, bez eskalacji walk, nadal trudno sobie wyobrazić. Elementem pozytywnym jest natomiast zadziwiająca dojrzałość polityczna wykazywana we wszystkich warstwach społeczeństwa egipskiego, a także – wspomniane na przykładzie ruchu Tamarrud – organizowanie się i rozważne działania patriotycznej młodzieży.

W sobotę rano rozgłośnie w Kairze przekazały doniosłe oświadczenie zwierzchnika Kościoła koptyjskiego, który:
– wyraża poparcie dla działań policji i wojska w walce z terrorystami;
– wyraża przekonanie o zgodnej woli współpracy muzułmanów i Koptów dla dobra Egiptu;
– przestrzega czynniki zewnętrzne przed mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Egiptu;
– wzywa zagraniczne media, by nie podsycały napięć.

Prof. Elżbieta Rekłajtis

Autorka jest pracownikiem Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN. Tekst powstał na podstawie bezpośredniej relacji dr Hali Kamal z Uniwersytetu Kairskiego.

drukuj