„Spróbuj pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

Do zagadek frapujących całą ludzkość i każdego człowieka myślącego z osobna, należy pytanie: dlaczego intelekt ustępuje przed brutalną siłą. Przecież inteligencja to zdolność dostosowania się do zmieniających się warunków otoczenia. Czy rozliczni myśliciele skazywani na milczenie od starożytności do naszych czasów byli i są mniej inteligentni od swoich ciężko myślących katów? Czy wielka mnogość ludów, których kultury stały na poziomie nieogarnionym przez likwidujące je doszczętnie barbarzyńskie hordy stała na niższym poziomie intelektualnym niż zwycięska dzicz? Gdzie tkwił błąd? Dlaczego ludziom o wysokim ilorazie inteligencji tejże inteligencji nie wystarczy, aby nie paść ofiarą prymitywa odurzonego alkoholem, narkotykami, czy też żądzą pieniądza i władzy? Dlaczego narodom o ponad przeciętnym nasyceniu intelektualistami tak łatwo przychodzi oddawać młode pokolenie na wychowanie zwyrodnialcom i popełniać tym samym zbiorowe samobójstwo? Proste wytłumaczenie, pozornie inteligentne, a tym samym – prostackie, wynika z logiki strachu: inteligentny konformista boi się dyktatury ciemniaków i idzie na kolaborację. Wie, że to ohydny konformizm, ale musi za wszelką cenę – zwykle cenę wartości – ratować siebie i rodzinę. Kiedy konformiście naplują w twarz, powie, że pada deszcz. Kiedy tego zażądają, a nawet z własnej woli, ostentacyjnie i gorliwie będzie chwalić tyrana, tak długo, aż sam uwierzy, że godne pogardy i kary zbrodnie dyktatury, są bezspornym sukcesem, a każdy, kto myśli inaczej, musi zostać unicestwiony. Dostosowując się do otoczenia poprzez mechanizm mimikry, konformista ma nadzieję, że topór na niego nie spadnie, bo machający nim oprawca jest zbyt mało inteligentny, aby przeniknąć prawdziwą motywację do nagłej zmiany skóry. Albo też zdaje sobie sprawę, że właśnie podłe zaprzaństwo jest w cenie i inteligentnie stara się wygrać wyścig szczurów do stosu padliny zdradzonych wartości, przy którym tyran rozdaje nagrody dla najbardziej zasłużonych zdrajców. Tak czy owak zaprzaństwo i zdrada jako sprytna metoda unikania trudnego dialogu z lokomotywą i tak skończy się tym samym co położenie się na torach. Tyle, że kosztem tożsamości ratuje się życie na czas jakiś, zależny od kaprysu tyrana. Z perspektywy niewielu minionych dekad dokładnie widać jakim to partiom i którym to politykom Polska zawdzięcza społeczne przyzwolenie a nawet pochwałę dla jawnej zdrady i zaprzaństwa, choćby w odniesieniu do lojalności wobec zdradzonego ugrupowania politycznego, wybranego wcześniej zupełnie przecież dobrowolnie, maksymalnie wykorzystanego, a następnie porzuconego i oplutego w ramach wkupywania się w łaski konkurencji. Rządy takich polityków nie mogły nie zadusić więzi, na których opiera się egzystencja każdej jednostki w społeczeństwie. Na przykład solidarności. Solidarności tych, co mają wszystko, z tymi, z którymi trzeba się podzielić, bo nie mają niczego. Z przywoływanych tu i ówdzie badań ma wynikać, że polskie dzieci biją światowe rekordy otyłości. Zapewne polskie dzieci puchną z głodu! Bo właśnie straszna hańba głodu dzieci w Polsce, kraju ludzi niemal bezdzietnych, do niedawna spichlerzu Europy chełpiącej się najwyższym rozwojem cywilizacyjnym, tuż za granicą Niemiec, które wyciągnęły największe zyski ze stworzonej przez siebie unijnej hydry jest zjawiskiem wręcz niemożliwym do wyobrażenia, a jednak rzeczywistym, a przy tym zawinionym przez konkretnych polityków znanych z imienia i nazwiska. A także ich mocodawców.
Inne więzi społeczne, które pogruchotał walec pochwały zdrady wartości, to np. graniczące z pewnością przekonanie, że lekarz, sędzia, nauczyciel, inżynier, a także inni wykonujący zawody zaufania publicznego pełnią swoje obowiązki zgodnie z kodeksem etyki zawodowej, dzięki czemu dobra pacjentów, stron w rozprawie sądowej, uczniów i ich rodzin, użytowników drogi, mostu, budynku i pasa startowego dla samolotów są dobrze zabezpieczone. Trudno sobie wyobrazić jak szybko doszło do zastąpienia myślenia pełnych godności profesjonalistów logiką żuli spod monopolowego, którzy za butelkę wódki sprzedadzą własną matkę, czy córkę. Za upadkiem etyki zawodowej idą topiące wszystko załganą stronniczością fale decyzji, projektów, opinii, prognoz, ekspertyz, protokołów i wyroków na zamówienie. Wspólny jednolity rynek Unii Europejskiej staje się coraz bardziej sceną komedii błędów i pomyłek będących w istocie tragifarsą, biorąc pod uwagę nie tylko odwleczone w czasie skutki spożycia szerokiego asortymentów środków spożywczych od kilkunastu lat do dziś dnia solonych odpadem z fabryki chlorku winylu, a także zdrowotne efekty spożycia garmażerki zawierającej niedeklarowane składniki pochodzenia zwierzęcego, lecz także, choć nie przede wszystkim, ostre skutki (włącznie ze śmiertelnymi) zatrucia niemiecką Escherichia coli, czy też czeskimi wyrobami spirytusowymi. O ile Niemcy i Czesi zatruli siebie samych i Europę z winy działających na wielką bądź małą skalę przestępców kryminalnych, o tyle Polacy i inni odbiorcy naszej żywności ponoszą skutki braku profesjonalizmu osób urzędowych, odpowiedzialnych u nas za bezpieczeństwo żywności. Ryba psuje się od głowy. Kto odpowiadając za system HACPP w zakładzie przetwórstwa spożywczego, dowiaduje się, że funkcjonariusz państwowy z najwyższego szczebla swojej rodzinie by nie podał, tego co inni muszą zjeść, bo zdaniem tegoż funkcjonariusza konsumenci polskiej żywności nie mają prawa wiedzieć co jedzą, to choćby ścigały go wyrzuty sumienia, na pewno nie położy się rejtanem, gdy dostrzeże jakiekolwiek zagrożenie. Co on może, biedny szaraczek, skoro taki dygnitarz, jak premier bagatelizuje nikłe ilości trucizn, kolejny minister rolnictwa bez badań wie, że Polska jako rzetelny producent żywności jest czysta jak łza, a główny lekarz weterynarii z góry zakłada, że pokątna konina zdrowiu konsumenta nie szkodzi. W tej sytuacji trudno się dziwić, że lekarze inspekcji weterynaryjnej i technolodzy żywności nie potrafią odróżnić koniny od wołowiny wwożonej do zakładów z notorycznie zatajanej listy producentów odpowiedzialnych za łamanie sanitarnych przepisów unijnych tyleż skomplikowanych, co nieskutecznych

Kończący 7. marca 2013 r. drugą kadencję, prezydent Republiki Czeskiej prof. Wacław Klaus, wybitny i mężny intelektualista, przerastający mu współczesnych, też prezydentów, w sposób dla nich nieogarniony, żegnając Ojca Świętego Benedykta XVI oświadczeniem z 12. lutego 2013 r. tak napisał o naszym papieżu: „…Należał do małej liczby przywódców nowoczesnego świata, którzy się nie wozili na taniej uniwersalnej fali postępowości. Był świadom niebezpieczeństw wynikających z utraty tradycyjnych wartości, z rozpadu instytucji rodziny i państwa narodowego i z karkołomnego projektu europejskiej integracji i wiedział jak to okazać. Był często atakowany przez media, co ja bardzo dobrze rozumiałem. Przez swój względnie krótki pontyfikatu papież Benedykt XVI pozostawił swój wyraźny ślad na świecie. Jego rezygnację uznaję za symboliczny udział w znakach końca epoki, w której ostrzeżenia przed przed kierunkiem obranym przez współczesny świat brzmiały jeszcze głośno…” (…„Patřil k nevelkému počtu osobností současného světa, kteří se nevezli na laciné vlně všeobecného pokrokářství. Uvědomoval si nebezpečí plynoucí ze ztráty tradičních hodnot, nebezpečí plynoucí z rozpadající se instituce rodiny a národního státu i z překotného evropského integračního projektu a uměl to dát najevo. Byl proto často mediálně atakován – čemuž jsem také velmi dobře rozuměl. Papež Benedikt XVI. za svůj relativně krátký pontifikát zanechal ve světě výraznou stopu. Jeho rezignaci považuji za symbolickou součást příznaků konce epochy, v níž varovné hlasy nad směřováním současného světa ještě zněly nahlas….” całość oświadczenia) napisał prezydent Klaus.

Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj