W sprawie ludobójstwa

Być może nie ma już powodu wracać do pewnego sporu, który w sposób niepoważny zamącił atmosferę polityczną przed smutną rocznicą 70-lecia najazdu sowieckiego na Polskę, jednak temat jest na tyle złożony i głęboki, że warto się nad nim pochylić. Kiedy wiadomości o okrucieństwach wojny rozpętanej przez Hitlera i o nieludzkim postępowaniu Niemców na terenach okupowanych zaczęły niepokoić światową opinię, przywódcy wielu państw formułowali postulaty mające na celu uaktywnienie jakichś instancji karnych pomagających w przywróceniu światu porządku opartego na sprawiedliwości.

Nie jest dziwne, że w toku trwania wojny głos na ten temat zabierali prezydent Franklin Delano Roosevelt lub Winston Churchill. Bardziej interesujące jest, że gromkim głosem przemówił minister Wiaczesław Mołotow, choć jest zrozumiałe, że w jesieni 1941 roku miał wiele powodów, by pogniewać się na Niemców, z którymi jeszcze tak niedawno zacieśniał przyjaźń, podpisując z ministrem Joachimem Ribbentropem układ mający na celu zlikwidowanie Polski. 27 listopada 1941 r. Mołotow przesłał rządom alianckim notę, w której napisał (między innymi): „Rząd Radziecki posiada dane co do wielu faktów systematycznej brutalności i okrucieństw popełnianych przez rząd niemiecki na żołnierzach i dowódcach Czerwonej Armii, którzy dostali się do niewoli. Zdarzyło się świeżo wiele wypadków okrucieństw, które przybrały szczególnie jaskrawe formy, jeszcze raz w ten sposób demaskując władze wojskowe niemieckie i rząd niemiecki jako bandę opryszków, którzy lekceważą sobie wszelkie zasady międzynarodowego prawa i ludzkiej moralności”1. Jest interesujące, że minister Mołotow nie ucieka się do terminologii marksistowskiej, lecz odwołuje się do kategorii przyjętych w światowej kulturze. W kolejnej nocie przesłanej rządom alianckim 6 stycznia 1942 r. Mołotow pisze: „Obfity materiał dokumentacyjny w posiadaniu Rządu Radzieckiego wskazuje, że rabowanie i niszczenie własności ludności cywilnej połączone było z szeroko zakrojoną akcją bestialstw i masowych mordów. Miało to miejsce na wszystkich terytoriach, które dostały się pod but niemieckiego najeźdźcy. Nieodparte dowody wskazują, że system rabunku i krwawego terroru wobec spokojnej ludności okupowanych miast i wsi nie jest wynikiem nadużyć czy indywidualnych wybryków poszczególnych niemieckich żołnierzy i oficerów, lecz stanowi zdecydowany, wyraźnie określony system, planowany i forsowany przez rząd niemiecki i niemieckie naczelne dowództwo, które rozmyślnie podnieca najbrutalniejsze instynkty wśród żołnierzy i oficerów swej armii” (Prawo Norymberskie, s. 84-85).
To mały fragment tej noty. Cały długi tekst świadczy, że nawet człowiek tak mocno zaprzedany ideologii leninowskiej i marksistowskiej zachował zdolność widzenia rzeczy w kategoriach moralnych, umie zło nazwać złem, krzywdę krzywdą, okrucieństwo okrucieństwem. Brakuje tylko jednego: żeby zobaczył te same grzechy po stronie Armii Czerwonej, kiedy dokonała najazdu na Polskę w roku 1920 i następnie w 1939 roku 17 września. Razi ta dziwna ślepota umysłu dostrzegająca zło jedynie po stronie przeciwnika i ta przerażająca hipokryzja widoczna w twierdzeniu, że „walka o wyzwolenie prowadzona przez Związek Radziecki jest walką o prawa i swobody nie tylko narodów Związku Radzieckiego, lecz o prawa i swobody wszystkich miłujących pokój narodów całego świata” (PN, s. 85). Jest to osławiona „etyka Kalego”, według której złem jest to, co robi ten drugi, ale Kali zawsze robi dobrze, choćby robił to samo. Taka etyka jest nieodłączna od filozofii marksistowskiej, w której nie ma niezależnych zasad moralnych, lecz tylko dialektyka walki klasowej czy ideologicznej. Kierunek walki jest czynnikiem nadrzędnym w stosunku do konkretnej sytuacji człowieka czy grupy. Konieczność odniesienia zwycięstwa w totalnej rewolucji (którą oszukańczo nazwano „budowaniem pokoju”) powoduje, że de facto panuje zasada „cel uświęca środki”. Raz tym środkiem jest przyjaźń z Hitlerem, drugi raz jest nim walka z Hitlerem. Ale nawet w sytuacji walki są momenty, kiedy Stalin zostawia Hitlerowi wolną rękę, aby zdusić narodowe powstanie, jakie wybuchło w Warszawie w sierpniu 1944 roku. Zamiast pomóc Polakom, którzy chcą się wyzwolić spod okupacji niemieckiej, Stalin poprzez wstrzymanie ofensywy pomaga Hitlerowi w zniszczeniu Warszawy, a potem, po „wyzwoleniu”, Armia Czerwona będzie czynić wszystko, by zdusić resztki działań patriotycznych najlepszych Polaków, którzy nie chcieli się pogodzić z okupacją sowiecką. A Katyń, Charków, Miednoje, Kołyma i dziesiątki łagrów, półtora miliona zesłańców i mord setek tysięcy patriotów, którzy mogli się okazać „niebezpieczni” dla ustroju… Wiele by o tym pisać. Ale tutaj chcę tylko syntetycznie ująć problem.

Wołanie o Trybunał

Szereg wypowiedzi mężów stanu państw zachodnich postulowało stworzenie jakiejś instancji, jakiegoś trybunału i jakiejś podstawy jurydycznej dla zdefiniowania i osądzenia zbrodni wojennych, które – w odróżnieniu od poprzedniej historii – ukazały nowe oblicze, bardziej przerażające, bardziej stanowczo domagającej się kary. Początkowo myślano, by nawiązać do przedwojennych konwencji zakazujących zbrodni wojennych. Ale rozmiar obecnych zbrodni przerósł ramy tamtych ustaleń. Zaczęły się pojawiać nowe sformułowania oprócz tradycyjnych „zbrodni wojennych”; próbowano zdefiniować „zbrodnię przeciw ludzkości”, niezależnie od sumy wszystkich zbrodni przeciw pokojowi, a także pojawiła się nowa kategoria, mianowicie zbrodnia „ludobójstwa”, która z trudnością zdobywała uznanie ekspertów.
1 listopada 1943 r. ogłoszono w Moskwie tak zwaną Deklarację Moskiewską, złożoną przez prezydenta Roosevelta, Winstona Churchilla i Stalina (PN, s. 101-103). Na ustaleniach zawartych w tej Deklaracji opiera się utworzenie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Do Deklaracji nawiązywała też Komisja Narodów Zjednoczonych dla Spraw Zbrodni Wojennych (PN, s. 103). W kilka dni po ogłoszeniu tej Deklaracji Stalin w ostrych słowach potępił barbarzyństwa niemieckie i zapewnił: „Nasz naród nie przebaczy niemieckim potworom ich odrażających zbrodni; wymierzymy sprawiedliwość niemieckim zbrodniarzom” (PN, s. 104-105). Tak więc w części przebudzone sumienie dostrzega rolę sprawiedliwości, która nie pokrywa się z narzuceniem dialektycznego ładu rewolucyjnego. W wypowiedziach wielu polityków idea sprawiedliwości kojarzy się z potrzebą wymierzenia kary zbrodniarzom.

W poszukiwaniu nowych formuł

Na tym tle interesujące jest krystalizowanie się nowych pojęć prawnych. W piśmie prezydenta Roosevelta do Kongresu z 12 czerwca 1944 r. znajduje się pierwsze oświadczenie dotyczące ludobójstwa. Czytamy tam, że „Niemcy celowo, świadomie i metodycznie zmierzają do wytępienia całych narodów, a przede wszystkim Żydów, że akcja ta jest w pełnym toku i że jeżeli nie nastąpi szybka klęska Niemiec, akcja ta obejmie także inne narody” (PN, s. 109). W owym oświadczeniu Roosevelt stwierdził także, że: „Zdaniem naszym, niesprowokowane mordowanie niewinnych ludzi jedynie z powodu ich przynależności do pewnej rasy, religii lub wyznania, pewnych politycznych poglądów jest najgorszą możliwie zbrodnią.(…)W miarę, jak zbliża się chwila ostatecznej klęski hitlerowskiej potęgi, trwa i rośnie furia ich obłąkanej żądzy wytępienia rasy żydowskiej w Europie. Jest to tylko część ich planu, bo mordują oni też wiele grup ludów chrześcijańskich. Wiedząc, że przegrali wojnę, hitlerowcy zdecydowani są wypełnić swój program masowej eksterminacji…” (PN, s. 109-110).
Po różnych pertraktacjach i formalnych przygotowaniach „8 sierpnia 1945 roku powstał pierwszy w historii świata Międzynarodowy Trybunał i Kodeks Karny” (PN s. 202). Oprócz pojęć ściśle prawnych w dyskusjach w ramach prac Trybunału pojawiają się pojęcia filozoficzne należące do odwiecznej tradycji kultury europejskiej, takie jak „ius gentium” lub „moralne poczucie ludzkości” (PN, s. 255). Dochodzą do głosu także „ogólne zasady sprawiedliwości” (PN, s. 263), co będzie miało pewne znaczenie dla dalszego rozwoju prawa międzynarodowego. Okazuje się, że prawo bez filozofii nie może się rozwijać.

Pogłębienie podstawowych pojęć

Pewne znaczenie dla rozwoju tego prawa miało zdefiniowanie pojęcia „zbrodni przeciw ludzkości”, które znalazło bogate zastosowanie w dziedzinie przestępstw popełnionych w czasie II wojny światowej. Autorzy „Prawa Norymberskiego” piszą: „Z chwilą, gdy do świadomości świata doszedł ogrom zbrodni, jakie faszyści popełnili na obywatelach państw neutralnych, apatrydach oraz na własnych obywatelach z powodu ich przynależności do określonych grup narodowościowych, rasowych, religijnych, lub ze względu na ich przekonania polityczne, kwestia ukarania winnych popełnienia takich czynów stała się w opinii publicznej niezwykle aktualna. Na tę opinię wpłynęła w wielkiej mierze sprawa prześladowania księży oraz wyniszczenia Żydów w Niemczech oraz w krajach z nimi sprzymierzonych – w sposób, który nie ma precedensu w historii nowożytnej” (PN, s. 288). Nie wszyscy prawnicy akceptowali pojęcie zbrodni przeciw ludzkości (na przykład niektórzy Anglosasi), ale „ujawnienie potwornych zbrodni niemieckich w Belsen, Buchenwald, Dachau, Mauthausen, Ravensbrueck, Oświęcimiu i na Majdanku przekonało opinię publiczną, że nie można stosować do metod faszystowskich dawnych sztywnych pojęć prawnych” (PN, s. 297). Ludzkość zaczęła rozumieć, że pewne działania uderzają w człowieka jako człowieka, to jest atakują jego człowieczeństwo i tym się odróżnia skala zbrodni niemieckich od „zwykłych” przestępstw wojennych. Dlatego 12 czerwca 1944 roku prezydent Roosevelt „w imię ludzkości” (in the name of humanity) wzywa do ukarania przestępców i do obrony niewinnych ludzi (PN, s. 298-299). W tym duchu także sędzia Jackson mówi o „sumieniu naszego narodu”, o „prawach ludzkości” i o „dyktatach publicznego sumienia” i o pewnej niepisanej tradycji „sprawiedliwości” (PN, s. 302). W tym kontekście pojawia się pojęcie „crimen laesae humanitatis” (PN, s. 304). W dyskusjach nad problemem zła „przeciw ludzkości” autorzy widzą potrzebę zapytania „o źródło zła, które zrodziło te czyny przestępcze” (PN, s. 309). Jest to już wyraźny ukłon w kierunku filozofii, nie tylko filozofii prawa, ale i filozofii moralności. Autorzy widzą to źródło zła w przymierzu państwa z filozofią, a raczej ideologią, która przyjęła postać światopoglądu implikującego wiele płaszczyzn dyskryminacji (PN, s. 310). To wyjaśnienie nie jest wystarczająco precyzyjne, ale pokazuje trafnie kierunek prowadzący myśl do rozwiązania. Jak wiemy, pełniejsze rozwiązanie tego problemu znajduje się w encyklikach papieskich i w ogóle w społecznej nauce Kościoła.

Potrójny cel wojny Hitlera

Główny oskarżyciel z ramienia Stanów Zjednoczonych stwierdził: „Patrzymy na powyższe zbrodnie przeciw ludzkości jako na urzeczywistnienie jednolitego nazistowskiego planu i omówimy je zgodnie z klasyfikacją dokonaną przez generała von Fritsche”. W aktach poniemieckich został znaleziony dokument, który pod numerem 1947-PS przedłożono jako dowód w sprawie. Dokument ten spisany przez Fritscha 11 grudnia 1938 roku zawiera cele niemieckiej kliki militarnej: „Wkrótce po pierwszej wojnie światowej doszedłem do przekonania, że po to, aby Niemcy stały się znowu potężne, musimy wygrać trzy bitwy:
1) – walkę z klasą robotniczą – tę Hitler wygrał;
2) – walkę z Kościołem katolickim, może lepiej się wyrażając – z ultramontanizmem;
3) – walkę z Żydami” (PN, s. 313).
W akcie oskarżenia stwierdzono następnie, że „partia narodowo-socjalistyczna stała się wraz ze wszystkimi przybudówkami organizacyjnymi elementem łączącym oskarżonych i jednoczących je z innymi spiskowcami. Stała się również instrumentem do wykonania celów i zadań spisku. Każdy z oskarżonych stał się członkiem partii narodowo-socjalistycznej oraz spisku, świadomym jego celów i zadań jako współuczestnik do tego spisku w dalszym stadium jego rozwoju” (PN, s. 388). Równocześnie w Statucie wyrażono zasadę: „Odpowiedzialność za uczestnictwo w organizacji przestępczej jest „delictum sui generis”” (PN, s. 410).
Jest interesujące, że po Norymberdze prawnicy nie rozwijali dalej pojęcia „zbrodni przeciw ludzkości” (PN, s. 427). Autorzy zwracają uwagę na to, że źródłem pogwałcenia praw ludzkości są pewne ideologie, które z góry przekreślają zasadę równouprawnienia człowieka. Z pewnych uwarunkowań historycznych wynikło zapewne to, że autorzy dostrzegli to zło ideologiczne jedynie w faszyzmie. Nie dostrzegli równocześnie tych samych właściwości ideologii po stronie komunizmu, który jest źródłem zbrodni przeciw ludzkości w nie mniejszym stopniu niż faszyzm. Jest to interesujące, ponieważ autorzy rozumieją uniwersalne znaczenie podstawowych pojęć prawnych i moralnych i wiedzą, że „naruszenie zasady równości ochrony wszystkich ludzi przez dyspozycje prawa karnego gwałci powszechne poczucie moralne. W obecnym bowiem etapie historycznym zasada ta stała się już uniwersalna” (PN, s. 474). Brak zwrócenia uwagi na wołające o pomstę do nieba krzywdy wyrządzone ludzkości przez komunizm jest słabą stroną cytowanego opracowania. Jednak poważniejszy problem tkwi w samej strukturze procesu norymberskiego, który zajął się jedną grupą przestępców, tą pokonaną, natomiast pozostawił w spokoju drugą grupę sprawców niebagatelnych zbrodni, pozwalając im nawet zasiadać na ławie sędziowskiej i oskarżycielskiej. Sytuacja ta jest obciążona głęboką niesprawiedliwością, która rzuca cień na cały układ powojennych stosunków międzynarodowych.
Oczywiście jest już jakimś sukcesem, że „w Norymberdze doszło do formalnego stwierdzenia, że istnieją zbrodnie przeciw ludzkości” (PN, s. 512). Pewną kontynuacją tego procesu było powzięcie uchwały przez Ogólne Zgromadzenie Narodów Zjednoczonych dotyczącej definicji zbrodni ludobójstwa.
Nastąpiło to 11 grudnia 1946 roku (PN, s. 527). Stwierdzono, że ludobójstwo polega na zaprzeczeniu prawa do istnienia całych grup ludzkich (tamże).

Uściślenie pojęcia ludobójstwa

Pojęcie ludobójstwa zostało po raz pierwszy sformułowane przez Rafała Lemkina. Według jego definicji, „ludobójstwo stanowi zbrodnię niszczenia grup narodowych, rasowych, religijnych”. Przestępstwo zachodzi nie dopiero wtedy, kiedy następuje faktyczne zniszczenie takiej grupy, lecz już wtedy, kiedy zostaje powzięty plan takiego zniszczenia i również podjęto działania zmierzające w tym kierunku (PN, s. 528). Pojęcie ludobójstwa wykazuje bliską analogię do pojęcia zbrodni przeciw ludzkości i według autorów, „zbrodnia ludobójstwa stanowi kwalifikowaną formę zbrodni przeciw ludzkości” (PN, s. 532). Omawiane przestępstwo może mieć postać ludobójstwa fizycznego (masowe mordy, egzekucje itd.), także formę ludobójstwa biologicznego (ograniczenie urodzin, sterylizacja, aborcja przymusowa itd.), a także postać ludobójstwa kulturowego (niszczenie kultury danej grupy, narzucenie przymusowego wychowania ideologicznego itd.). Ta trzecia postać ludobójstwa nie jest dla wszystkich przekonująca (PN, s. 540-541). Jednak ta forma jest systematycznie stosowana przez komunizm, niezależnie od wykorzystania formy fizycznego i biologicznego niszczenia grup.
W tym stanie rzeczy jest konieczne, aby powstał nowy Trybunał Międzynarodowy do osądzenia zbrodni komunistycznych. Choć może nie da się posadzić na ławie oskarżonych aktualnych przestępców komunistycznych, świat ma prawo usłyszeć pełną prawdę o komunizmie, tak jak usłyszał tę prawdę o hitleryzmie. Upomnienia zawarte w encyklice „Divini redemptoris” (O bezbożnym komunizmie) Piusa XI są nadal aktualne. Unaoczniając okropne zbrodnie komunizmu dokonane w Rosji, Meksyku i Hiszpanii, Papież ostrzegał wszystkie narody, by nie dopuściły do siebie tej zarazy. A to łatwo może się stać, jeśli społeczeństwa uwierzą w kłamliwą propagandę komunistycznych partii. Papież bierze pod uwagę nie tylko skutki doczesne, ale przede wszystkim to, co najważniejsze: „Na to właśnie patrzymy obecnie z bólem najdotkliwszym: po raz pierwszy bowiem w dziejach ludzkości jesteśmy świadkami starannie i planowo przygotowanego buntu przeciw „wszystkiemu, co zowią Bogiem” (2 Tes 2, 4). Bo komunizm jest z natury swej antyreligijny” („Divini redemptoris” nr 22). Nie oszukujmy się pozorami tego, co u nas się nazywa „demokracją”. Trzeba dokładnie zbadać, jak dalece całe życie polityczne, społeczne i kulturalne jest spenetrowane i sterowane przez ludzi, którzy nadal czerpią natchnienie z idei Lenina czy Stalina, a może nadal są sterowani przez tajne mafie międzynarodowe o genezie komunistycznej. Trzeba wybrać taki Sejm, w którym już nie będzie żadnych tajnych agentów sowieckiej międzynarodówki ani łagodnych, „nawróconych” na demokrację komunistów. Komuniści gotowi są nawrócić się na cokolwiek, by pod tą maską uprawiać swój zdradziecki proceder. Przed ich przewrotną taktyką przestrzega Pius XI we wspomnianej encyklice (nr 57). Jest o czym myśleć. Trzeba wyciągnąć naukę z naszej historii, aby nie musieć jej jeszcze raz przeżywać na nowo.


Ks. prof. Jerzy Bajda

*****************************************************

1 Cytowane według: Dr Tadeusz Cyprian i dr Jerzy Rawicki, Prawo Norymberskie. Bilans i perspektywy, Warszawa-Kraków 1948, s. 83.
drukuj