[TYLKO U NAS] O. A. Pruś CSsR posługujący w Rosji: Pośród nadziei i marzeń jest to, że nasza katolicka wspólnota w Togliatti będzie się rozrastać

Pośród nadziei i marzeń jest to, że uda się nam z Bożą pomocą i wsparciem dobrych ludzi ukończyć dzieło budowy kościoła i że nasza wspólnota katolicka w Togliatti będzie się rozrastać. Takimi znakami, że jest to możliwe i się dzieje, są choćby ostatnie przypadki, gdzie pojawiły się dorosłe już osoby, by prosić o chrzest czy inne sakramenty i włączają się one aktywnie w życie parafii –  mówił o. Artur Pruś CSsR, redemptorysta na co dzień posługujący w rosyjskim mieście Togliatti, w rozmowie z portalem Radia Maryja.  

***

Portal radiomaryja.pl: Dlaczego wybrał Ojciec Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela? Jaka jest historia Ojca powołania do posługi kapłańskiej wśród redemptorystów?  

O. Artur Pruś CSsR: Gdybym nie został redemptorystą, to nie byłbym też misjonarzem w Togliatti. Dlaczego wybrałem zgromadzenie redemptorystów? To trochę tak, jak z miłością: jeśli kogoś poznajesz i widzisz sens w tej relacji, to z tego może zrodzić się miłość. Ja, choć pochodzę z parafii diecezjalnej, od dziecka miałem styczność z redemptorystami – bliskość Tuchowa, pielgrzymki na Wielki Odpust Tuchowski, coroczne rekolekcje parafialne czy też misje prowadzone przez redemptorystów. To, co spowodowało, że zapragnąłem być taki jak oni, jak ci ojcowie, którzy przyjeżdżają do mojej parafii, to przede wszystkim sposób, w jaki głoszą Słowo Boże i jak podchodzą do człowieka. To wszystko przez lata, kiedy redemptoryści głosili rekolekcje w mojej parafii, do mnie docierało i też zapragnąłem być takim kapłanem – misjonarzem.

 

Jak trafił Ojciec na misje w Rosji?

Od moich święceń kapłańskich mija w tym roku siedem lat. Jako neoprezbiter zostałem posłany do Gliwic i tam, można powiedzieć, „uczyłem się” bycia kapłanem, duszpasterzem. To były piękne trzy lata oddane pracy dla tych, pośród których byłem tam postawiony, a szczególnie młodzieży, oazie, ministrantom i wszystkim grupom, którymi się zajmowałem. Po trzech latach przyszedł czas pożegnania i zostałem posłany do Tuchowa, w charakterze duszpasterza powołań. To również było dla mnie piękne doświadczenie, tym bardziej, że troska o powołania zawsze była i jest dla mnie jednym z priorytetów. Bardzo mi na tym zależy, by Zgromadzenie się rozwijało i wzrastało. Tutaj również dane mi było trzy kolejne lata mojej posługi. Z tego okresu również jest wiele miłych wspomnień, a największą radością są młodzi, których przez ten czas spotkałem i którzy rozeznali swoje powołanie (wielu z nich do naszego Zgromadzenia). Tak minął kolejny etap w moim życiu.

W końcu, w czerwcu 2019 r., przyszedł czas na zmiany. Od o. Prowincjała już nieco wcześniej dowiedziałem się, że „szykuje się dla mnie inne zadanie”. W kwietniu, podczas pobytu w Tuchowie, zapytał mnie czy byłbym gotów iść na misje np. do Rosji. Nie powiem, że się nie zawahałem, ale miałem czas na odpowiedź i przemodliłem sprawę. Po dwóch dniach ze spokojem odpowiedziałem: „Oto ja, poślij mnie…”. Przecież jestem misjonarzem – redemptorystą, a moim zadaniem jest głosić Obfite Odkupienie ubogim i opuszczonym. Jeśli tam są ludzie, do których przeze mnie ma dotrzeć Słowo Boże, Dobra Nowina o Obfitym Odkupieniu to idę. I poszedłem… Wiedziałem już, że do Rosji, ale jeszcze nie wiedziałem dokładnie gdzie. Potem okazało się, że będę w Togliatti.

 

I stało się – postawił Ojciec pierwsze kroki na rosyjskiej ziemi. Jakie były pierwsze wrażenia?  

Togliatti to pięknie położone, nad Wołgą, ponad 700 tys. miasto. Nigdy wcześniej w Rosji nie byłem i różne miałem wyobrażenia, ale jak już przyjechałem na miejsce i zobaczyłem miasto i okolice, to pomyślałem: „Prawie jak u nas…”.

Zobaczyłem duże sklepy i centra handlowe. Jedna pewna różnica między Polską czy Europą, ogólnie mówiąc jest. Budynki nieco biedniejsze, trochę inaczej się żyje. Zaraz obok tych wielkich sklepów straganiki i place targowe, na których można kupić prawie wszystko i po mniejszej cenie i które „są otwarte” codziennie. Pomimo małego zaskoczenia, szybko poczułem się jak u siebie, bo bardzo życzliwie zostałem przyjęty przez miejscowych ludzi, parafian.

Jak na co dzień wyglądają misje w Togliatti?

Gdy wyjeżdżałem, dowiedziałem się, że budujemy tutaj kościół. Jako redemptoryści posługujemy w Togliatti od 2004 r, a w 2012 zaczęła się budowa kościoła, którą podjął ówczesny proboszcz, nasz współbrat o. Artur Wilczek. Jeszcze dużo pracy przed nami, na razie modlimy się w małej, drewnianej kaplicy, zbudowanej jeszcze w 90-tych latach z pomocą niemieckich katolików, obok której powstaje nowa świątynia. Im dłużej tutaj jestem, to widzę potrzebę dokończenia tego dzieła. Kiedy przyjechałem, to, rzecz jasna, nie było dla mnie zdziwieniem, że większość ludzi to prawosławni i w samym mieście jest dużo cerkwi. Ale po pewnym czasie pracy tutaj i jak już poznałem okolicę, zauważyłem, że jest też wielu muzułman, którzy też mają swoje ośrodki kultu. Na szczęście relacje między wyznawcami poszczególnych religii są dobre i nie ma przeszkód w wyznawaniu i praktykowaniu wiary.

Przekonałem się też, że odległości, jakie ludzie pokonują, by być na Eucharystii, są ogromne. Dla przykładu, do naszej parafii należy oddalona od Togliatti o około 50 km wioska Powołżskij, z której ludzie co tydzień dojeżdżają na Eucharystię. Jednak, aby też być bliżej nich, raz w miesiącu, w ostatnią niedzielę miesiąca, to my jedziemy do Powołżska, gdzie w mieszkaniu, udostępnianym prze mamę jednego z ministrantów, odprawiamy Mszę dla około 35 osób. Pocieszające jest to, że zawsze ci ludzie są obecni w kościele, ale kiedy przeliczymy, ile czasu zajmuje dojazd do kościoła, to naprawdę można podziwiać ich wiarę. Tym, którzy mają samochód, wystarczy godzina, ale inni, dojeżdżający miejscową komunikacją, potrzebują prawie dwóch godzin, żeby dotrzeć na Mszę św. Dekanat, w którym jesteśmy, zaczyna się przy granicy z Ukrainą, ma rozpiętość około 1500 km, i należy do niego osiem parafii. Łatwo więc policzyć, jakie są średnie odległości między kościołami katolickimi.

Poza codziennym odprawianiem Mszy św., posługą sakramentalną (odwiedziny chorych w każdy pierwszy piątek miesiąca) i budową kościoła, co tydzień organizujemy przy kościele katechezę dla poszczególnych grup: dzieci, młodzieży i dorosłych. Podczas tych katechez podejmujemy tematy, przez które staramy się budować i umacniać naszą wiarę oraz wspólnotę. Mamy też w naszej parafii różne grupy duszpasterskie: ministrantów, grupę dzieci i młodzieżową, Żywy Różaniec oraz Matki w modlitwie.

W każde wakacje i okresy wolne od zajęć szkolnych organizujemy dla dzieci i młodzieży tzw. „kanikuły z Bogam” (каникулы с Богом), czyli „wakacje z Bogiem”. Uczestnicy przyjeżdżają do nas i wraz z siostrami nazaretankami (które po kilku latach przerwy, we wrześniu 2019 r powróciły do Togliatti i pomagają nam w duszpasterstwie), organizujemy gry, zabawy i katechezy dla nich. Dzieci z pomocą sióstr Anny i Beaty przygotowują się do I Komunii św. a w Boże Narodzenie przedstawiły „Jasełka”, czyli opowieść o Bożym Narodzeniu. Warto dodać, że rolę Świętej Rodziny zagrało tu młode małżeństwo wraz z ich nowonarodzonym dzieckiem. Z młodzieżą staramy się aktywnie brać udział we wszystkich spotkaniach na poziomie dekanalnym, diecezjalnym czy też ogólnokrajowym.

Przeżywamy obecnie okres Wielkiego Postu. Czy w tym czasie parafianie również włączają się w prowadzone przez Ojca inicjatywy?

W Wielkim Poście udało się nam przygotować i przedstawić dla parafian piękną Drogę Krzyżową, a potem przygotowaliśmy palmy na Niedzielę Palmową, dochód ze sprzedaży których chcieliśmy przeznaczyć na nasze potrzeby, ale niestety „koronawirus nieco pokrzyżował nam plany”.  Jest więc z kim i dla kogo służyć i pracować, choć patrząc z perspektywy Polski, to nasza parafia jest maleńka pod względem liczby ludzi, bo liczy niespełna 200 osób.

Czy pojawiają się trudności w posłudze misyjnej w Rosji?

Wraz z o. Zenonem Gieńcem, który od wakacji jest tutaj proboszczem, staramy się robić co w naszej mocy, żeby dokończyć dzieło budowy kościoła św. Jana Pawła II i jak najlepiej służyć ludziom, dla których tu jesteśmy. Jest to dla nas niemałe wyzwanie, wciąż szukamy środków poprzez różne projekty i prośby wysyłane do różnych instytucji i diecezji na świecie, a także przez niedziele misyjne, które organizujemy podczas pobytów w Polsce. Dla mnie osobiście pewną trudnością jest konieczność ciągłego odnawiania wizy, ponieważ na razie nie mogę otrzymać wizy na dłużej niż trzy miesiące. Więc co trzy miesiące zjeżdżam na jakiś czas do Polski, by znów otrzymać zaproszenie i wyrobić kolejną trzymiesięczną wizę. Staram się jednak za każdym razem dobrze wykorzystać ten czas, by dzieląc się podczas różnych spotkań świadectwem powołania misyjnego i posługi w Rosji, pozyskiwać środki i sponsorów, by wspomóc naszą posługę w Togliatti.

Jednak na pewno pojawiają się także radosne chwile…

Pośród nadziei i marzeń jest to, że uda się nam z Bożą pomocą i wsparciem dobrych ludzi ukończyć dzieło budowy kościoła i że nasza wspólnota katolicka w Togliatti będzie się rozrastać. Takimi znakami, że jest to możliwe i dzieje się, są choćby ostatnie przypadki, gdzie pojawiły się dorosłe już osoby, by prosić o chrzest czy inne sakramenty i włączają się one aktywnie w życie parafii. Nawet w święta Bożego Narodzenia o. Zenon ochrzcił jedną panią, która od roku poprzez spotkania i katechezę do tego się przygotowywała. Bogu niech będą dzięki za te momenty i ludzi, których możemy do Niego przez sakramenty przyprowadzić. Jestem szczęśliwy i Bogu dziękuję za dar powołania do zgromadzenia redemptorystów i za powołanie misyjne, jakim mnie obdarzył.

A jak wygląda sytuacja w Ojca parafii teraz, w dobie pandemii koronawirusa?

Teraz u nas sytuacja się zaostrzyła. Już od dwóch tygodni dzieci i młodzież nie chodzą do szkół, a nauczyciele organizują dla nich w miarę możliwości nauczanie online (podobnie jak w Polsce). Od tygodnia nie pracują też żadne zakłady ani sklepy, poza tymi, które muszą funkcjonować, sklepami spożywczymi i aptekami. Przez tuby ogłaszają, że jest kwarantanna i ostry zakaz wychodzenia poza swój rejon (tzn. do 100 m w okolicy domu), z wyłączeniem konieczności zakupów spożywczych, apteki czy wyprowadzenia psa. Nie można też przemieszczać się na dłuższe dystanse samochodem, chyba że ma się specjalne pozwolenie. Kara za przekroczenie bardzo wysoka, bo 15000 rubli, czyli wysokość najniższego możliwego wynagrodzenia miesięcznego za pracę. Z o. Zenonem przenieśliśmy się na budowę, żeby nie dojeżdżać do kościoła (bo to by się nie udało – mieszkanie jest prawie 5 km od nas). Od niedzieli organizuję transmisje online przez youtube dla parafian i tak jakoś próbujemy sobie w obliczu tego wirusa radzić. Polecam siebie, o. Zenona i siostry, naszą posługę w Togliatii i Rosji Waszej modlitwie. Proszę też o modlitwę za powołania, by nigdy nie brakło młodych, odważnych oraz pełnych Bożego zapału misjonarzy i głosicieli Obfitego Odkupienia.

Więcej informacji o misjach ojców redemptorystów prowadzonych w Togliatti [tutaj]

 

radiomaryja.pl

drukuj