fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Ks. prof. P. Bortkiewicz: Umieranie, które 15 lat temu dokonało się na oczach całego świata, było zatrzymaniem całego procesu banalizacji śmierci

Osobisty lekarz Jana Pawła II Renato Buzzonetti stwierdził śmierć o godz. 21.37. Umieranie, które dokonało się 15 lat temu na oczach całego świata, ta niezwykła w dziejach świata śmierć publiczna była zatrzymaniem całego procesu banalizacji śmierci. To była prawdziwa ars moriendi (sztuka umierania). Tak umierali patriarchowie, tak umierali bohaterowie średniowiecza, tak umierali wielcy święci. Ta ars moriendi do dziś dodaje nam sił. Dodaje nam sił i odwagi do życia, dlatego warto do niej wracać – wskazał ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk i wykładowca WSKSiM w Toruniu, w felietonie „Myśląc Ojczyzna” na antenie TV Trwam.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz przypomniał, że mniej więcej do początku XX wieku każdy człowiek, w naturalnej sytuacji, umierał publicznie i jego śmierć  była wydarzeniem publicznym.

– To była śmierć oswojona, ale ta śmierć stała się śmiercią zdziczałą, odwróconą, śmiercią na opak. Opatrzność tej śmierci wyraziła się najpierw w tym, że została ona wygnana ze społeczności. Wygnana w ten sposób, została też wygnana z przestrzeni dyskusji, ankiet socjologicznych, programów telewizyjnych. Przejawem tego nowego, opatrznego spojrzenia na śmierć stała się chociażby rezygnacja z mówienia prawdy umierającemu. Zarazem chory stał się całkowicie uzależniony od otoczenia – mówił etyk.

Kapłan tłumaczył, że taki rodzaj śmierci pojawił się w naszej kulturze z powodu wielu przyczyn.

– Jedną z nich na pewno był upadek modelu tradycyjnego świata. Świata metafizycznego, świata opartego na  ładzie, na istnieniu Boga, który nadawał sens zarówno ludzkiemu życiu, jak i ludzkiej śmierci. Inną przyczyną stał się rozwój i dominacja technologii w nauce. Zatarcie granicy między życiem a śmiercią, przyspieszenie procesu definitywnego zawłaszczenia śmierci przez medycynę – wyjaśnił.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz przeszedł następnie do opisu śmierci Papieża Polaka, która była zaprzeczeniem dotychczasowego postrzegania umierania.

– Wieczorem 1 kwietnia 2005 r. w niektórych stacjach radiowych i telewizyjnych pojawiły się informacje o śmierci Jana Pawła II. Potem przyszła radość z tego, że ta zasłyszana i szybko rozpowszechniana wiadomość medialna jest na szczęście nieprawdziwa. Ale radość trwała krótko. 2 kwietnia, w sobotę  około godz. 15.30, Jan Paweł II bardzo słabym głosem wyszeptał: „Pozwólcie mi iść do Domu Ojca”. To były jego ostatnie słowa.  Utrata sił życiowych następowała nieubłagalnie. Około godz. 19.00 Jan Paweł II zapadł w śpiączkę. Monitor wykazywał postępujący zanik funkcji organizmu. Umierając Ojciec Święty trzymał cały czas za rękę swego osobistego sekretarza ks. abp. Stanisława Dziwisza. W jego otoczeniu było też kilku najbliższych współpracowników. Wreszcie osobisty lekarz Papieża Renato Buzzonetti stwierdził śmierć o godz. 21.37 – kontynuował kapłan.

Felietonista zaznaczył, że śmierć największego z rodu Słowian „zatrzymała cały proces banalizacji śmierci”.

– To umieranie, które dokonało się 15 lat temu na oczach całego świata, ta niezwykła w dziejach świata śmierć publiczna, śmierć oswojona, była zatrzymaniem całego procesu banalizacji śmierci. To była prawdziwa ars moriendi (sztuka umierania). Tak umierali patriarchowie, tak umierali bohaterowie średniowiecza, tak umierali wielcy święci. Ta ars moriendi do dziś dodaje nam sił. Dodaje nam sił i odwagi do życia, dlatego warto do niej wracać – wskazał ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

radiomaryja.pl

drukuj