Śladami ks. kard. Stefana Wyszyńskiego: Zakopane i Laski

Ks. kard. Stefan Wyszyński był stałym bywalcem domu sióstr urszulanek w Zakopanem. Przybywał tam dwa razy do roku ze względu na swoją chorobę. To tam został przechwycony przez Gestapo. Natomiast Laski, to miejsce, gdzie kapłan – jak wspominała s. Radosława Podgórska – w czasie wojny przez dwa lata służył dzieciom niewidomym, służył siostrom jako kapelan, jak również służył jako kapelan Armii Krajowej, nosząc pseudonim „Radwan III”.

Od połowy lat trzydziestych ks. Stefan Wyszyński stał się bywalcem domu sióstr urszulanek nazywanego domem św. Stanisława w Zakopanem na Jaszczurówce. Znajomość zawarta wówczas z Urszulankami i zwłaszcza z przełożoną tamtejszego domu s. Bernardą Laurentowską owocowała częstymi wizytami w Zakopanem. Zabierała tam czasem nawet swoją siostrę Stanisławę. Owocowała też długoletnią, trwającą ponad 40 lat korespondencją między ks. Stefanem Wyszyńskim, później też Prymasem i s. Bernardą Laurentowską – wspominała s. Małgorzata Krupecka.

To przede wszystkim klimat tego miejsca sprzyjał księdzu kardynałowi, który  chorował na gruźlicę.

W drugiej połowie lat 30-tych ks. Stefan Wyszyński bywał w Zakopanem zwykle dwukrotnie: latem i zimą. Zabierał czasem znajomych z Juventus Christiana albo z Odrodzenia. Spotykał się czasem z ks. Janem Zieją, który z Polesia przywoził kleryków – wyjaśniła s. Małgorzata Krupecka.

Dom sióstr na Jaszczurówce kapłan wybrał też jako swoją kryjówkę przed Gestapo jesienią 1941 roku – kontynuowała siostra zakonna.

Wiemy, że od początku wojny poszukiwany był przez Niemców, przez Gestapo. Najpierw ukrywał się u swojej rodziny pod Warszawą, potem na Lubelszczyźnie w Kozłówce w Pałacu Zamojskich. Kiedy w Kozłówce zaczęło się robić niebezpiecznie i chyba tamtejszy klimat niezbyt mu odpowiadał, we wrześniu 1941 roku napisał do sióstr na Jaszczurówce do Bernardy Laurentowskiej, czy może przyjechać – dodała.

21 października 1941 roku pobyt duchownego w Zakopanem mógł się zakończyć tragicznie, ponieważ został na kilka godzin aresztowany przez Gestapo i zabrany do ich siedziby. Na szczęście Niemcy nie zorientowali się, kogo mają w swoich rękach.

– Jeszcze ich spytałem, czy mam zostać w Zakopanem. Niemiec odpowiedział: „Można zostać”, a tłumacz góral przetłumaczył: „Można zostać, lepiej jechać”. On wiele razy tłumaczył na moją korzyść. Właściwie nie potrzebowałem tłumacza, ale to zawsze ułatwia sytuację, można się namyśleć i można nie mówić po niemiecku  – napisał ks. kard. Stefan Wyszyński we wspomnieniach.

W czerwcu 1942 roku ks. Stefan Wyszyński został wysłany do Lasek pod Warszawą.

Laski to mała miejscowość pomiędzy Warszawą a Puszczą Kampinoską. To tutaj po raz pierwszy przyjechał ks. Stefan Wyszyński na zaproszenie ks. Korniłowicza (…) W czasie wojny przez dwa lata służył dzieciom niewidomym, służył siostrom jako kapelan, jak również służył jako kapelan Armii Krajowej, nosząc pseudonim Radwan III – powiedziała s. Radosława Podgórska.

W Zakładzie dla Niewidomych w Lasakach prowadził wykłady społeczne dla inteligencji, a także działalność konspiracyjną.

– W ciągu mojej pracy w Laskach wśród dziatwy ociemniałej, podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej. Rzecz znamienna – chociaż Zakład przechodził przez bardzo ciężkie chwile obstrzału artyleryjskiego, pacyfikacji Kampinosu itp., nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego różańca – czytamy we wspomnieniach księdza kardynała.

W czasie Powstania Warszawskiego był kapelanem w szpitalu powstańczym w Laskach.

To ks. Stefan Wyszyński nosił na swoich ramionach chore osoby. Pod osłoną nocy sprowadzał je z pól czy z okolicznych łąk. Jak tylko dostawał informację, gdzie ktoś leży, szybko zjawiał się na miejscu. Znalazł m. in. łączniczkę, która nie mogła dojść do płk. Krzyczkowskiego, wówczas dowódcy Armii Krajowej. Szybko przekazała ks. Wyszyńskiemu swój raport, a ten przekazał wiadomość i wrócił po nią. Ta osoba przeżyła, była szczęśliwie matką czwórki dzieci – przypomniała s. Radosława Podgórska.

Ks. kard. Stefan Wyszyński pisał wówczas:

„Miałem wówczas dużo kontaktu z cierpieniem, niedolą i męką ludzką. Pamiętam operację bardzo dzielnego żołnierza, któremu trzeba było odjąć nogę. Powiedział, że zgodzi się na operację pod tym warunkiem, że przez cały czas będę przy nim stał… Długie miesiące pracy w szpitalu powstańczym bardzo wiele mnie nauczyły. To więcej niż uniwersytet, bo to głębokie zrozumienie bliźniego, czego się na ogół z książek nie nauczy. Szacunku dla człowieka nabywa się nie wtedy, gdy widzi się go w pozycji bohaterskiej, ale gdy widzi się człowieka w udręce”.

Gdy II wojna światowa zmierza już ku końcowi, w lutym 1945 roku przyszły ks. Prymas dostaje wezwanie do powrotu do Włocławka. W Laskach rodziły się rekolekcje, przemówienia, przygotowywane konferencje – podkreśliła s. Radosława Podgórska.

– Można powiedzieć, że w Laskach ksiądz Prymas był jakby innym człowiekiem. Jesteśmy przyzwyczajeni do niego, jako do męża stanu wypowiadającego się bardzo autorytatywnie, natomiast wiele osób, naszych przyjaciół wspomina ks. Prymasa i z okresu wojennego, jak i również z okresów powojennych, że u nas w Laskach był po prostu ojcem – dodała.

– „Będziesz miłował” to swoisty testament Sługi Bożego ks. Stefana Wyszyńskiego dla całego dzieła Lasek. Ksiądz Prymas zostawił nam je do kontynuacji dla wszystkich sióstr, dla pracowników świeckich, dla wszystkich naszych przyjaciół. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni jemu za wszelkie towarzyszenie, za ojcostwo  za wszelkie dobro, które otrzymaliśmy przez jego posługę – podsumowała s. Radosława Podgórska posługująca w Laskach.

Tekst powstał na podstawie programu TV Trwam „Wyszyński – historia”

radiomaryja.pl/TV Trwam

drukuj