Jezus w Wieczerniku i w Ogrójcu

Drugie kazanie pasyjne wygłoszone w katedrze świdnickiej w czasie nabożeństwa Gorzkich Żali



Wstęp



Przeżywamy drugie w tym Wielkim Poście nabożeństwo Gorzkich Żali. Jesteśmy ponownie w obecności Pana Jezusa, patrzącego na nas w milczeniu z białej Hostii. Jesteśmy tu z Jezusem jakby na nowej Górze Tabor. Przed Najświętszą Obecnością jesteśmy skłonni powtórzyć słowa św. Piotra, wypowiedziane na Górze Przemienienia: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy…” (Mt 17,4). Panie przy Tobie jest nasze miejsce, Panie dobrze nam z Tobą być!.

Przed tygodniem, w pierwszym w kazaniu pasyjnym, zastanawialiśmy się nad sensem rozważania męki Chrystusa; pytaliśmy, czego Pan Jezus od nas oczekuje, gdy gromadzimy na rozmyślanie Jego męki i śmierci? Dzisiaj, w drugim pasyjnym rozważaniu, rozpoczniemy drogę za cierpiącym Jezusem. Droga ta rozpoczęła się w Wieczerniku i prowadziła poprzez Ogrójec, pojmanie, sąd, wyrok śmierci aż na Golgotę. Dzisiaj udamy się do Wieczernika a potem do Ogrodu Getsemani, do miejsc, gdzie zaczęła się ostatnia doba ziemskiego życia Jezusa. Patrząc na eucharystycznego Chrystusa, będziemy pytać, jakie mają odniesienia Jego zbawcze wydarzenia z drogi cierpienia do naszego codziennego życia.

1. Jezus z uczniami na Ostatniej Wieczerzy



Jezus przybył wraz z uczniami do Jerozolimy na ostatnie święto Paschy, inaczej zwane świętem Przaśników. Żydzi obchodzili je każdego roku na pamiątkę cudownego wyjścia z niewoli egipskiej. Istotną częścią tego święta było zabicie i spożywanie baranka oraz wychwalanie Boga za cudowne wybawienie narodu z niewoli. Pan Jezus wiedział, że w czasie tego ostatniego w Jego ziemskim życiu święta, On sam stanie się barankiem paschalnym, że zawiśnie na drzewie Krzyża, że sam siebie złoży w ofierze swojemu Ojcu, że Jego krew zastąpi krew wielu zabijanych baranków. Zanim to dokonało się w piątek na Krzyżu, Jezus chciał spożyć pożegnalną wieczerzę ze swoimi uczniami. Apostołowie sami Go zapytali: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?”(Mt 26,17). Akceptując tę prośbę, Jezus wysłał dwóch uczniów z poleceniem, żeby w określonym domu i miejscu mogli przygotować owo spotkanie. Gdy nastał wieczór zajął miejsce u stołu z dwunastoma uczniami. Spotkanie zaczęło się dramatycznie. Gdy tylko zaczęli spożywać wieczerzę, Jezus powiedział: „Zaprawdę powiadam wam: jeden z wam Mnie wyda” (Mt 26,21) i po chwili dodał bardzo bolesne słowa: „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mt 26,24). Chodziło tu o Judasza, który był na początku wieczerzy. Jezus w tych gorzkich słowach odsłonił dramat i brzydotę zdrady, zdrady prawdy, zdrady miłości i przyjaźni.

Świadomość nadchodzącej zdrady nie odwiodła Jezusa od gestów miłości wobec uczniów. W czasie trwającej wieczerzy Jezus wziął chleb, odmówił błogosławieństwo i dał go uczniom mówiąc: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” (Mt 26,26b). Podał Apostołom chleb paschalny, a równocześnie ustanowił sakrament swego Ciała, które zostanie wydane na śmierć krzyżową. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: „Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,26-28). Chrystus podał uczniom kielich paschalnego wina, a równocześnie ustanowił sakrament swojej Krwi, która zostanie przelana w ofierze „za wielu”, za wszystkich. W Wieczerniku także miało miejsce umycie nóg Apostołom, by wiedzieli, że sprawowanie Eucharystii winno zawsze łączyć się ze służbą bliźnim. W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus wypowiedział także Modlitwę Arcykapłańską, w której prosił swego Ojca o jedność wśród swoich wyznawców. Ogłosił także nowe przykazanie miłości. Było to przekazanie duchowego testamentu przed swoim aresztowaniem, procesem i śmiercią.

To szczególne wydarzenie z Wieczernika, poprzedzające mękę Chrystusa, szerzej komentujemy każdego roku w Wielki Czwartek oraz w uroczystość Bożego Ciała. Dziękujemy wtedy za wielki dar bezkrwawej ofiary, którą spełniamy na pamiątkę tamtej Ostatniej Wieczerzy i Ofiary Krzyża. Dziękujemy za pokarm Jego Ciała, za Jego obecność wśród nas, która trwa także w tej chwili naszej modlitwy, gdy spoglądamy i adorujemy białą Hostię, żywą obecność naszego Zbawiciela wśród nas.

Wydarzenie z Wieczernika komentował wielokrotnie Sługa Boży Jan Paweł II. Całe jego życie było eucharystyczne. Odszedł od nas do wieczności w ogłoszonym przez siebie Roku Eucharystii. W jednym ze swoich kazań powiedział: „Kiedy Apostołowie po ostatniej wieczerzy wychodzą w stronę Góry Oliwnej, wszyscy niosą w sobie tę Wielką Tajemnicę, która dokonała się w Wieczerniku… Są oni pierwszymi wśród tych, których potem nazywano Christo -foroi- niosący Chrystusa. Tak nazywano uczestników Eucharystii. Z uczestnictwa tego sakramentu wychodzili, niosąc w sobie Chrystusa, niosąc w sobie Boga wcielonego. Z Nim w sercu szli pomiędzy ludzi”.

Gdy patrzymy na Apostołów, po wyjściu z Jezusem z Wieczernika, musimy zauważyć, że uczniowie w dużej części zawiedli Mistrza. Ich przyjaźń z Jezusem pokonał strach. Z pewnością i my jesteśmy w wielu przypadkach podobni do pierwszych uczniów, bo oto wychodzimy z naszych świątyń z Chrystusem w sercu, po przyjęciu Komunii Świętej, a potem nie świadczymy o miłości, uciekamy spod krzyża, schodzimy z drogi cierpienia naszych przyjaciół, jak zeszli tamci uczniowie po Ostatniej Wieczerzy. Trzeba nam patrzeć na tego jednego, który nie stchórzył, nie uciekł, ale doszedł do końca drogi Jezusa, stając się naocznym świadkiem Jego śmierci. Przez to zaświadczył, że prawdziwa miłość jest możliwa, że jest możliwa wierność aż do końca.

2. Modlitwa i trwoga konania w Ogrójcu



Po zakończonej ostatniej wieczerzy Chrystus udał się z Apostołami do ogrodu Getsemani, nazywanego także Ogrodem Oliwnym. Ogród ten jest do dziś zachowany. Są w nim do dziś stare drzewa oliwne z pokręconymi konarami. Być może, że niektóre z nich były świadkami modlitwy Jezusa. W centrum ogrodu wznosi się bazylika narodów, w której znajduje się skała, na której – wedle tradycji – modlił się Jezus przed swoją męką. W Ewangelii św. Mateusza tak jest przedstawiona owa modlitwa: „Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do uczniów: Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch uczniów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: I odszedłszy nieco do przodu, padł na twarz i modlił się tymi słowami: . Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: . Powtórnie odszedł i tak się modlił: Potem wrócił i zastał ich śpiących. Bo oczy ich były zmorzone snem. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, wypowiadając te same słowa. Potem przyszedł do uczniów i rzekł do nich: ” (Mt 26,36-46).

Ojciec św. Jan Paweł II w Liście Apostolskim „Novo millennio ineunte” tak skomentował to wydarzenie: „Stoi nam przed oczyma przejmująca scena konania Jezusa w Ogrójcu. Jezus, przygnębiony wizją oczekującej Go próby, stojąc samotnie przed obliczem Boga przyzywa Go jak zawsze imieniem wyrażającym czułość i poufałość: „Abba, Ojcze”. Prosi Go, aby oddalił od Niego – jeśli to możliwe – kielich cierpienia (por. Mk 14,36). Jak się jednak wydaje, Ojciec nie chce wysłuchać prośby Syna. Aby na nowo ukazać człowiekowi oblicze Ojca, Jezus musiał nie tylko przyjąć ludzkie oblicze, ale obarczyć się nawet „obliczem” grzechu. „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21).

W jednej parafii na Dolnym Śląsku (Tarnów k. Ząbkowic) u siedemnastoletniej dziewczyny lekarze wykryli chorobę nowotworową – raka kości. Zaczęła się wielka walka o życie Patrycji. W ratowanie licealistki włączyło się wiele osób: rodzice, lekarze z pobliskiego szpitala, krewni, sąsiedzi, także miejscowy ksiądz proboszcz i ks. dziekan. Podjęto wielką modlitwę. Po kilku miesiącach Patrycja zmarła. Okazało się, że wola ludzi była inna od woli Pana Boga. Nikt z ludzi nie stracił przez tę śmierć wiary, ale jak się okazało – po śmierci osiemnastolatki, wydarzyło się wiele dobra. Przede wszystkim przybliżył się do Kościoła ojciec dziecka. Zaangażował się z wielkim sercem w życie parafii. Włączył się w remont Kościoła. Dziś jest pierwszy w kolejce do pomocy innym. Choroba i śmierć zmieniły oblicze klasy, grono koleżanek i kolegów, z którymi uczyła się Patrycja. Okazało się, że mimo tak trudnego doświadczenia, z tego cierpienia i bólu wyrosło wiele dobra.

A ileż dobra wynikło z cierpienia i śmierci Chrystusa?. Ogrójec zaświadcza, że Jezus wprawdzie lękał się śmierci. Był bowiem prawdziwym człowiekiem. Jednakże przyjął wolę Ojca za swoją i przez dobrowolną śmierć ocalił rodzaj ludzki od śmierci wiecznej.

3. Pojmanie Jezusa



Postąpmy w naszej drodze za cierpiącym Jezusem jeszcze krok naprzód. W ewangelicznym opisie Meki czytamy: „Gdy On jeszcze mówił, oto nadszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im znak: Ten, którego pocałuję, to właśnie On; Jego pochwyćcie>. Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: , i pocałował Go. A Jezus rzekł do Niego: Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego:

W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: . Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli” (Mt 26,47-56).

W tym fragmencie męki Chrystusa naszą uwagę zatrzymujemy na zdradzie Judasza. Judasz to nieszczęśliwy, przegrany człowiek. Odpowiedział na przyjaźń zdradą. Za marne pieniądze, za 30 srebrników wydał Tego, kto powołał go do grona najbliższych uczniów. Judasz, tak jak inni Apostołowie, był powołany przez Jezusa. Był taki dzień, w którym usłyszał Jezusowe słowa „Pójdź za Mną”. Musiała być taka chwila, chociaż w Ewangelii nie została ona odnotowana; musiała być, bowiem Mistrz powiedział do wszystkich Apostołów: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał (J 15,16). Judasz złożył na Jezusie pocałunek zdrady. Jezus nazwał go jeszcze przyjacielem, bo za takiego go uważał, mimo, że ten więcej cenił srebrniki niż przyjaźń z Nim: „Przyjacielu, po coś przyszedł?. Zdrada Judasza była prototypem następnych zdrad, które ludzie czynili w historii. Zdarzały się najczęściej zdrady prawdy i miłości. Zawsze to były jakieś zdrady człowieka, bo za prawdą i miłością stoi jakiś człowiek, a ostatecznie stoi Bóg. Zdradzano prawdę. Za judaszowe srebrniki. składano fałszywe świadectwa, pisano kłamliwe książki, zakłamywano historię, szerzono fałszywe ideologie i utopie. W czasach systemów totalitarystycznych nie było pieniędzy na budowę szkół, szpitali, dróg, ale były pieniądze dla kłamców. Jakże często zdradzano miłość, przyjaźń. Ta zdrada trwa. Widzimy jak i dzisiaj w życiu publicznym są sprzedawane funkcje za pieniądze. Sprzedawana jest prawda, przyjaźń. Zdarzają się zdrady w małżeństwie, w kapłaństwie, w gronie kolegów, koleżanek.

Nie idźmy nigdy drogą Judasza.

Zakończenie



Spoglądamy na koniec naszej refleksji znowu na Pana Jezusa. Po dzisiejszej medytacji mówimy: Chryste, dziękujemy za dar Eucharystii. Dziękujemy za Twoją modlitwę w Ogrojcu. Dziękujemy za wezwanie nas do modlitwy i do czuwania. W naszej modlitwie chcemy powtarzać za Tobą do naszego Ojca Pana: „Wszakże nie jako ja chcę, ale jako Ty”, Chcemy wolę Pana Boga czynić naszą wolą.

Panie Jezu, powtarzamy słowa uwielbienia, które przed chwilą odśpiewaliśmy: „Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony, dla nas zelżony, wszystek skrwawiony!. Bądź uwielbiony! Bądź wysławiony!. Boże nieskończony” Amen.

Bp Ignacy Dec

 

drukuj