fot. pixabay.com

[Jestem w Kościele] Obojętność gorsza niż ateizm

Czasami wydaje nam się, że najgorszą alternatywą dla wiary jest zdeklarowany ateizm, zwłaszcza jego wojująca odmiana. Tymczasem wbrew pozorom dużo groźniejsza może być obojętność religijna. Objawiać się może ona choćby całkowitą ignorancją w kwestii wiary, postawą „wierzący, ale niepraktykujący” czy sprowadzeniem religii wyłącznie do sprawy prywatnej. U źródeł tego rodzaju stanowiska leży obojętność wobec prawdy.

Postawa duchowej obojętności jest krytykowana na kartach Pisma Świętego. W Apokalipsie, w listach do siedmiu Kościołów znajduje się takie oto napomnienie: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”. Polskie tłumaczenie jest tu złagodzone, bo dosłownie jest tu mowa o zwymiotowaniu. O. prof. Jacek Salij komentuje ten fragment w następujący sposób: „Być letnim to kochać Boga miłością, która jest Mu wstrętna, miłością byle jaką, połowiczną, która nawet nie próbuje osiągnąć miary <<całego serca, wszystkich sił i wszystkich myśli>>”.

Czy nie jest to w zasadzie najbardziej rozpowszechniona postawa? Biorąc na tapet Polskę, ostatnie statystyki pokazują, że regularnie praktykujące osoby to 29 proc. społeczeństwa (z czego tylko połowa przyjmuje Komunię Świętą). Tymczasem na podstawie danych z Narodowego Spisu Powszechnego 71 proc. Polaków przyznaje się do katolicyzmu. Zatem można powiedzieć, że przeszło 40 proc. to osoby, które mniej lub bardziej wpisują się w definicję ludzi obojętnych. Tak wygląda sytuacja w ponoć najbardziej religijnym kraju w Europie, więc co dopiero w innych państwach.

Tak więc to obojętność (biblijna letniość), a nie ateizm, jest największym wyzwaniem dla Kościoła. Warto uświadomić sobie, że ateizm (rozumiany jako negacja Boga) w skali świata jest i zawsze był postawą mniejszościową. Nic w tym dziwnego, jeśli nie będziemy usiłować zakrzyczeć niewygodnego faktu, iż człowiek z natury jest osobą religijną, a niewiara jest postawą wtórną względem wiary. Należy dokonać jednak rozróżnienia na ateizm teoretyczny i praktyczny. Obojętność, którą tu rozważamy, ściśle łączy się zwłaszcza z tym drugim. Jak czytamy na stronie Laboratorium Wolności Religijnej: „Ateizm praktyczny jest postawą człowieka, który żyje tak, jakby Boga nie było, unikając wielkich pytań o przyczyny i cel swojego istnienia i nie uznając egzystencjalnych związków z Bogiem. Ateizm ten nie musi negować istnienia Boga, bowiem problem istnienia bądź nieistnienia Boga jest poza zasięgiem jego zainteresowań”.

Obojętność często idzie w parze z brakiem myślenia. Ks. abp Fulton Sheen mawiał, że nawet herezje wymagają myślenia, choć oczywiście błędnego. Tymczasem nasze czasy charakteryzują się plagą bezmyślności. Amerykański kaznodzieja w swoim dziele pt. „Nowe stare błędy” zauważył, że jedynie 10 proc. ludzi myśli samodzielnie, a za znaczną część pozostałych myślą dziennikarze i felietoniści (ufam, że nie dotyczy to moich czytelników). Kapitulacja człowieka wobec najważniejszych egzystencjalnych pytań jest więc gorsza niż nawet błądzenie w poszukiwaniu odpowiedzi.

A zatem niebezpieczeństwo takiej postawy wynika przede wszystkim z braku determinacji w poszukiwaniu prawdy. Nie bez powodu najwięksi teologowie naszych czasów jako jedno z najważniejszych wyzwań dla współczesnego chrześcijaństwa uznawali przywrócenie prymatu prawdy. Bowiem jak powiedziała św. Teresa Benedykta od Krzyża – kto szuka prawdy, ten szuka Boga, choćby o tym nawet nie wiedział.

Wojciech Grzywacz

drukuj