fot. flickr.com

Ewangelia na XXVIII Niedzielę zwykłą

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”. On Mu odpowiedział: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może być zbawiony?” Jezus popatrzył na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”. Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym”.

Mk 10, 17-30

* * *

Na półkach w księgarniach – zarówno tych tradycyjnych, stacjonarnych, jak i w księgarniach oferujących możliwość zakupu książek online – znaleźć można mnóstwo pozycji, które opisać by można jednym wspólnym tytułem: „Jak dobrze przeżyć swoje życie?”. I choć każdy z autorów podaje „niezawodny” przepis na dobre i udane życie, na osiągnięcie sukcesu, to jednak miarę owego sukcesu bądź też udanego życia wciąż stanowić będą kryteria właściwe doczesności. Bo raczej żaden z tego rodzaju poradników nie stawia sobie za cel opisania drogi do sukcesu mierzonego kryteriami nadprzyrodzonymi, niemożliwego do jakiegokolwiek oszacowania w życiu doczesnym.

Naturalne jest to, że szukamy sposobów na udane życie, bo przecież mamy je tylko jedno. Mając na karku ileś tam przeżytych lat, mamy świadomość dokonanych złych wyborów, niewłaściwych decyzji czy porażek, których się zwyczajnie wstydzimy. I każdemu z nas chodzi, by uniknąć podobnych błędów w przyszłości i faktycznie – na ile to jeszcze możliwe – dobrze przeżyć swoje życie.

Człowiek, o którym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, zdaje się stać przed tym samym problemem. Jak sam przyznaje, robił, co mógł, aby osiągnąć życie wieczne, ale jednocześnie ma świadomość, że może i powinien zrobić więcej. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mk 10, 21) – mówi do Niego Jezus, spoglądając na niego z miłością. Słowa Syna Bożego okazują się być w przypadku tego człowieka ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny (Hbr 4, 12) i dotykają tego, co okazuje się być korzeniem niezadowolenia owego mężczyzny, czyli nadmiernego przywiązania do swojego stanu posiadania, zapewniającego mu względne poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Wolał zostać przy swoim, niż iść w nieznane z Chrystusem.

Można by postawić sobie pytanie o to, co jest moim „bogactwem”, które nie pozwala mi pójść za Chrystusem? Co jest tym nadmiernym bagażem, który nie pozwala mi przecisnąć się przez ucho igielne? Może to jest jakiś grzech, który trzyma mnie w ryzach albo z którym po prostu mi dobrze, bo czyni życie łatwiejszym…? Może to jakaś toksyczna relacja, z kimś, na kim mi zależy, choć z drugiej strony ten ktoś ogranicza moją wolność, uzależnia mnie w jakiś sposób od siebie…? Może to jakiś strach przed nieznanym, przed odmiennością – jakkolwiek rozumianą – ludzi, których Bóg planuje postawić na mojej drodze…? A może paradoksalnie w pójściu za Chrystusem ogranicza mnie moja wykrzywiona pobożność, ubrana w wygodną formę dającą poczucie spełnienia przed Bogiem i uspokojenia swojego sumienia, podsuwająca jednocześnie słowa: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości…? Co jest owym czynnikiem, który przeszkadza mi w tym, by pójść za Chrystusem, dobrze przeżyć swoje życie i w rezultacie osiągnąć zbawienie?

Wyjście z własnej wygody jest podstawowym warunkiem pójścia za Chrystusem, włączenia się w szeroko rozumianą misję ewangelizacyjną Kościoła, do czego wszyscy jesteśmy wezwani – przypomina nam papież Franciszek (por. EG, 20). Trzeba wyjść przede wszystkim z własnej wygody – cokolwiek nam ją daje – i pójść za Chrystusem, głosząc swoim życiem Ewangelię. Zgodnie z Jezusową obietnicą, stokroć więcej otrzyma każdy, kto się na to zdecyduje.

Szukając zatem odpowiedzi na to egzystencjalne pytanie: „Jak dobrze przeżyć swoje życie?”, trzeba najpierw zidentyfikować to wszystko, co nam przeszkadza wyjściu z własnej wygody. Nie bójmy się oddać tego wszystkiego Chrystusowi, który w zamian obiecuje nam stokroć więcej w perspektywie doczesnej i życie wieczne w przyszłości.

 

o. Arkadiusz Buszka CSsR
slowo.redemptor.pl

drukuj