fot. ACN Polska

Cud Nabila. Bejrut niczym Betlejem 2 tys. lat temu

Trzeba postrzegać rzeczywistość szczęśliwymi oczami Dzieciątka Jezus. Doceniać każdą sekundę naszego życia i każdego człowieka. A w chwili tragedii, skupiać się na światełku w tunelu, które niczym betlejemska gwiazda prowadzi nas bezpiecznie inną, lepszą drogą, choć ta wydaje się bardzo trudna – wskazuje ACN Polska, przytaczając historię libańskiej rodziny, w której tuż po wybuchu w Bejrucie urodził się syn.

Za moment będziemy przeżywać kolejne Święta Bożego Narodzenia. To wspaniały, rodzinny czas, który w dobie pandemii jeszcze mocniej nas nastraja. Jednak w związku z zaistniałą sytuacją, te Święta będziemy musieli przeżywać w mniejszym gronie. Może ten czas dany jest nam po to, aby powrócić do źródła Bożonarodzeniowego. Aby zrozumieć, co jest naprawdę ważne. I nie jest to ani pięknie ubrana choinka wraz ze świąteczną dekoracją, ani smakowite dania, które podkreślają kulinarnie ten wyjątkowy czas. To raczej obecność tych, których zwyczajnie kochamy, którzy tworzą naszą rzeczywistość, i którzy są nie do zastąpienia. To właśnie jest kontekst Bożego Narodzenia.

Jak mówił Papież Franciszek: „Obchodzenie Bożego Narodzenia to przyjęcie na ziemi niespodzianek Nieba. Nie można żyć «przyziemnie», kiedy Niebo przyniosło na świat swoje nowości. Boże Narodzenie rozpoczyna nową erę, w której życia się nie programuje, ale się daje; gdzie już nie żyje się dla siebie, według własnych upodobań, ale dla Boga i z Bogiem, ponieważ od Bożego Narodzenia Bóg jest Bogiem-z-nami. Przeżywać Boże Narodzenie to dać się wstrząsnąć Jego zaskakującą nowością. Narodziny Jezusa nie zapewniają uspokajającego ciepła w kominku, ale boski dreszcz, który wstrząsa historią. Boże Narodzenie to zwycięstwo pokory nad arogancją, prostoty na obfitością, milczenia na zgiełkiem, modlitwy nad «moim czasem», Boga, nad moim «ja»”. Potrzeba więc innego spojrzenia na siebie, świat i Boga. Czasami Bóg daje nam znaki, dzięki którym zaczynamy dostrzegać, co jest naprawdę ważne.

Takiego patrzenia uczy wyjątkowa historia pewnej libańskiej rodziny.

4 sierpnia 2020 roku powinien być najszczęśliwszym dniem w życiu młodego libańskiego Jad, ponieważ w szpitalu „San Georg” (“św. Jerzego”) jego żona Christelle urodziła pierwszego syna Nabila. Ale szczęście trwało tylko 15 minut. Następnie, o godz. 18.07 w 13 hangarze pobliskiego portu w Bejrucie wybuchło 2750 ton azotanu amonu. Ponad 200 osób zginęło, a ponad 6500 zostało rannych.

„Wszystko leciało w powietrzu. Myślałem, że wybuchła wojna. Moja pierwsza myśl dotyczyła żony i dziecka. To był cud. Kiedy widzę kołyskę, w której leżał Nabil, mogę tylko podziękować Bogu. Stała pod wybitym oknem, pełna połamanych kawałków, które wbiły się w narzutę jak małe lance. Ale Nabilowi nic się nie stało. Nic” – mówi 32-letni nauczyciel w wywiadzie dla ACN Polska.

Jad wziął w ramiona zdrowe dziecko – i był zdumiony. Tak musiało być wtedy, w stajni w Betlejem, około 300 kilometrów na południe od Bejrutu, kiedy Józef patrzył na Nowo Narodzone Dziecko. Wtedy, dobre dwa tysiące lat temu, Bóg chronił także to Dziecko. Ale szpital prawosławny św. Jerzego, najstarszy i jeden z trzech największych w kraju, został całkowicie zniszczony. Christelle musiała zostać przetransportowana wraz z Nabilem do innego szpitala oddalonego o 80 kilometrów. Dla młodego ojca były to trudne, wymagające chwile. Zmieniły jego życie. Jak to było w przypadku Józefa, kiedy po objawieniu się anioła we śnie wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i przeniósł się do Egiptu (por. Mt 2, 14).

„Eksplozja zmieniła moje życie” – powiedział Jad na spotkaniu z PKWP w Bejrucie.

Mimo wszystkich trudności pracował i walczył, aby móc budować ten kraj, który kocha. „Ale”, dodaje z konsternacją, „aby zostać, potrzebujemy bezpieczeństwa i poczucia, że ktoś o nas, chrześcijan, się troszczy. Czujemy się samotni, opuszczeni, poddani”. Trudno uwierzyć w zniszczenie. 300 000 osób zostało bezpośrednio dotkniętych tragedią; większość z nich to chrześcijanie, ponieważ eksplozja dotknęła głównie dzielnice chrześcijańskie.

Wielu zastanawia się, jak przetrwać zimę. Tutaj także Bejrut przypomina Betlejem, gdzie w Boże Narodzenie nie było gospody dla Boga. Kryzys społeczny, gospodarczy i polityczny pogrążył kraj w nędzy. Pośród tych wszystkich ciemności Jad codziennie wspomina cud narodzin swojego pierworodnego.

„Raz po raz powtarzam dziecku: żyjesz, bo Chrystus cię zbawił. Twoja matka i ja byliśmy ranni, ale ty nie masz nawet zadrapania. Nigdy tego nie zapomnij! Jezus był z tobą w tej chwili. Nie lękajcie się, On zawsze będzie z wami” – zaznacza.

Mędrcy ze Wschodu przynieśli dziecku w Betlejem złoto, kadzidło i mirrę. Czego Jad chce dla swojego dziecka? Młody ojciec odpowiedział bez wahania: „Pokoju, bezpieczeństwa – i siły do niesienia krzyża Chrystusa. Ponieważ bycie blisko Chrystusa oznacza wzięcie Jego krzyża. Mój syn żyje tak od 15-tej minuty swojego życia, a my, chrześcijanie w Libanie, wiemy o tym aż za dobrze. Przeżyliśmy wojny i prześladowania. Żyjemy, ponieważ mamy misję do wypełnienia. Mamy świadczyć o Chrystusie. To pomaga nam nieść krzyż codzienności”.

Trzeba jak Jad, zacząć inaczej postrzegać rzeczywistość. Widzieć ją szczęśliwymi oczami Dzieciątka Jezus. Doceniać każdą sekundę naszego życia i każdego człowieka. A w chwili tragedii, skupiać się na światełku w tunelu, które niczym betlejemska gwiazda prowadzi nas bezpiecznie inną, lepszą drogą, choć ta wydaje się bardzo trudna. Może właśnie dlatego ten rok był tak wyjątkowy i wyjątkowe Święta. To wszystko uczy nas wielkiej pokory do życia, które jest wielkim cudem, zamkniętym w małej historii.

 

ks. dr Andrzej Paś, Angelika Tabor, ACN Polska

drukuj