fot. PAP/EPA

Zbliża się koniec Ursuli von der Leyen na stanowisku przewodniczącej Komisji Europejskiej?

Prawicowa strona Parlamentu Europejskiego chce odwołania szefowej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen. Pod wnioskiem o wotum nieufności podpisali się europosłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji. Politycy zarzucają Niemce między innymi nadużycia związane z tak zwaną aferą Pfizergate.

Na początku lipca Parlament Europejski zajmie się wnioskiem o odwołanie szefowej Komisji Europejskiej. Przygotował go rumuński europoseł, Gheorghe Piperea.

„Przewodnicząca Komisji Europejskiej jest niezdolna do kierowania Unią Europejską” – wskazał Gheorghe Piperea.

Gheorghe Piperea jest członkiem opozycyjnej partii „sojusz na rzecz Jedności Rumunów”. Formacji przewodniczy George Simion, który nieznacznie przegrał w wyborach prezydenckich w Rumunii.

W to głosowanie nielegalnie ingerowała Bruksela – przypomniał dr Tomasz Teluk.

– Von der Leyen miesza się w sprawy wielu krajów. Także w Rumunii mieliśmy przypadek bardzo silnej ingerencji instytucji unijnych, które doprowadziły do unieważnienia wyborów prezydenckich – mówił dr Tomasz Teluk.

Główne zarzuty formułowane pod adresem Ursuli von der Leyen dotyczą nieprawidłowości przy zakupie szczepionek przeciw COVID-19 firmy Pfizer – chodzi o kontrakty o wartości ponad dwudziestu miliardów euro.

Wniosek poparli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należą europosłowie PiS, frakcja Europa Suwerennych Narodów oraz Patrioci za Europą, do której należy Konfederacja – podkreślił jej rzecznik, Michał Nieznański.

– Popieramy to, co jest w tym wniosku i domagaliśmy się tego w polskim państwie, czyli rozliczenia za nielegalnie kupowane szczepionki, za tak zwaną Pfizergate – oznajmił Michał Nieznański, rzecznik Konfederacji.

Ursula von der Leyen jest też oskarżana przez prawicowych europosłów o nielegalną ingerencję w wybory krajowe i cenzurę mediów społecznościowych. Europoseł PiS, Bogdan Rzońca, wymienił też inne argumenty za odwołaniem przewodniczącej Komisji Europejskiej.

– Nie zmieniła swojego nastawienia do Zielonego Ładu, migrantów, Mercosuru, ciągnie UE w katastrofę gospodarczą – powiedział europoseł Bogdan Rzońca.

Co ciekawe, wniosek o odwołanie poparli też niektórzy europosłowie z EPL – frakcji Ursuli von der Leyen.

– Między nimi też jest spór, bo największa frakcja w Parlamencie Europejskim – EPL – już zaczyna odczuwać te ciężary, które KE nałożyła na UE – zaakcentował europoseł Bogdan Rzońca.

Najnowszym przykładem ingerowania w suwerenność państw przez przewodniczącą Komisji Europejskiej są jej nawoływania do odwołania zakazu organizacji tzw. parady równości w Budapeszcie.

 „Chcę wyrazić moje pełne wsparcie i solidarność z budapesztańską Paradą Równości i społecznością LGBTQI” – mówiła Ursula von der Leyen.

Na wpis odpowiedział premier Węgier, Viktor Orban.

„Wzywam Komisję Europejską, aby powstrzymała się od ingerencji w sprawy egzekwowania prawa w państwach członkowskich, gdyż nie ma do tego żadnego prawa” – wskazał Viktor Orban.

Szefowa KE łamie fundamentalne zasady UE – zauważył poseł PiS, Marcin Horała.

– Nam wszystkim mówiono np. podczas referendum nad traktatem akcesyjnym nad przystąpieniem do Unii, że Unia w sprawy światopoglądowe w ogóle nie ingeruje – mówił pos. Marcin Horała.

Szanse na przyjęcie wniosku są niewielkie, ale takich działań może być więcej.

– Wniosek AUR opiera się na polityce covidowej, a ja bym chciała swój wniosek właśnie oprzeć na polityce migracyjnej – podsumowała Ewa Zajączkowska-Hernik, europoseł Konfederacji, na antenie Radia Zet.

Prawicowi politycy zauważyli, że już same wnioski wpływają zarówno na osłabienie politycznej pozycji szefowej KE, jak i poważną dyskusję na temat jej działań.

TV Trwam News

drukuj