fot. Monika Bilska

Wzrasta liczba tzw. aborcji  w Polsce

Blisko 1080 nienarodzonych dzieci zostało zabitych w polskich szpitalach w ubiegłym roku. Tak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia. Rok wcześniej było ich 1057. W zdecydowanej większości przyczyną była tzw. przesłanka eugeniczna upośledzenie lub choroba dziecka poczętego.

Takich dzieci jak Thomas mogłoby być więcej, gdyby tylko dano im szansę.

Chłopiec urodził się w 22 tygodniu ciąży, czyli wtedy, kiedy w Polsce można zgodnie z prawem zabić dziecko podejrzewane o niepełnosprawność. Niestety wiele takich dzieci jak Thomas ginie w polskich szpitalach. Z roku na rok rośnie liczba tzw. aborcji.

Według danych Ministerstwa Zdrowia, w ostatnim roku ponad tysiąc nienarodzonych dzieci zostało zamordowanych w łonach swoich matek ze względu na podejrzenie upośledzenia czy choroby. W niewielu przypadkach, bo 25, doszło do zabicia dziecka poczętego w wyniku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety. Liczby te zatrważają – podkreśliła działaczka pro-life Teresa Sutowicz.

„Tak naprawdę bierze się to stąd, że te kobiety nie dostają odpowiedniej pomocy. Ponieważ nie jest łatwo urodzić takie dziecko, dlatego kobieta z automatu powinna otrzymać odpowiednią pomoc do tego, żeby sobie z wychowaniem tego dziecka poradzić” – mówiła Teresa Sutowicz.

Obecnie obowiązująca ustawa z 1993 r. zezwala na zabicie nienarodzonego dziecka w trzech przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo upośledzenia lub nieuleczalnej choroby dziecka oraz gdy ciąża powstała w wyniku przestępstwa. Tymczasem w polskim ustawodawstwie wciąż brakuje przepisów, które całkowicie chroniłyby ludzkie życie od poczęcia, o co apelują liczne ruchy pro-life.

„Mamy państwowe szpitale, które to w większości wykonują te mordercze usługi i trzeba jasno powiedzieć, możemy wprowadzić prawo, które będzie chroniło życie od poczęcia aż do śmierci” – powiedział Krzysztof Szokalski, filozof.

Do Sejmu trafiło już kilka projektów ustaw w tej sprawie, jednak 4 lata rządów Zjednoczonej Prawicy nie wystarczyły, by się nimi należycie zająć.

„Takie dwa projekty zostały złożone, one są w tej chwili w zamrażalkach. PiS wystraszył się czarnych marszy i sprzeciwu środowisk liberalnolewicowych i nie podejmuje ich” – zaznaczył Wojciech Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Ostatni projekt, który utknął w Sejmie, to obywatelski projekt „Zatrzymaj Aborcję”, pod którym podpisało się 800 tys. Polek i Polaków. Projekt ten został zepchnięty w lipcu ub.r. do specjalnej podkomisji, projektem od tego czasu ani razu się nie zajęła. Przewodniczący podkomisji, poseł PiS Grzegorz Matusiak potwierdził, że projektem nie zajęto się ze względu na naciski środowisk liberalno-lewicowych.

„To robiła opozycja, która dzisiaj stara się każdy moment, który jest właściwie polityczny, wykorzystywać i oni uważają, że ta ustawa też jest jakimś takim przedmiotem, czy argumentem do walki politycznej. Jest mi z tego powodu przykro i mogę tylko przeprosić tych, którzy się podpisywali, bo ja też się podpisywałem pod tym projektem” – podkreślił Grzegorz Matusiak.

Być może Prawo i Sprawiedliwość czeka na większość konstytucyjną, choć ta jest niepotrzebna, by wprowadzić dobrą zmianę także w ochronie życia. Okazją do debaty będzie nadchodząca kampania wyborcza.

„Myślę, że to nie jest żaden temat zastępczy w nadchodzącej kampanii, tylko to jest realna sprawa, którą trzeba wreszcie się zająć” – mówił Jacek Konczał, obrońca życia z Gdańska.

Czy jednak rządzący zajmą się sprawą ochrony ludzkiego życia? Wątpliwości co do tego miał Jacek Kotula z Fundacji Pro – Prawo do Życia.

„Chcą patrzeć tylko na słupki, na wyniki poparcia, a boją się, że kilka procent takich obojętnych katolików odeszłoby od nich, jeśli wprowadziliby całkowitą obronę ludzkiego życia” – dodał Jacek Kotula.

Jedyne, czym Zjednoczona Prawica przysłużyła się dla ochrony życia, to bez wątpienia ograniczenie dostępu do pigułki wczesnoporonnej. Za rządów koalicji PO-PSL mógł ją kupić niemal każdy, nawet dzieci w wieku 15 lat – obecnie jest sprzedawana na receptę.

TV Trwam News/RIRM

drukuj