Węgry: Konflikty i konsolidacja

Rząd Viktora Orbána dotarł właśnie do półmetka kadencji: rząd ten został sformowany po przełomowym zwycięstwie odniesionym w kwietniu 2010 roku, które zaowocowało uzyskaniem bezprecedensowej większości 2/3 w parlamencie; najbliższe wybory przypadają na wiosnę 2014 roku. Bezprecedensowe to trafne określenie nie tylko zwycięstwa z 2010 roku, ale także dwóch lat, które po nim nastąpiły. 

Centroprawicowy rząd złożony z partii Fidesz i Chrześcijańskich Demokratów uchwalił nową konstytucję oraz kilkaset nowych ustaw i poprawek. Prowadzona przez niego „konserwatywna rewolucja” (o której pisałem kilka miesięcy temu w „Naszym Dzienniku”) może być postrzegana jako bezprecedensowy w postkomunistycznej historii Węgier proces reformatorski, mający na celu eliminację wad systemu ustanowionego w 1990 roku. Przyjęto już reformy w ordynacji wyborczej, wymiarze sprawiedliwości, systemie medialnym i emerytalnym, systemie szkolnictwa publicznego i wyższego, związkach wyznaniowych, systemie podatkowym, prawie pracy i w wielu innych obszarach, zaś obecnie rząd tworzy i dopracowuje nowe struktury.

Wzmocnienie klasy średniej
W tym samym czasie podjęto również bezprecedensowe kroki w ramach polityki gospodarczej. Głównym celem było wzmocnienie klasy średniej: ludzi, którzy mają pracę i wychowują dzieci i prawdopodobnie, od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku, muszą ponosić ogromne koszty obsługi zadłużenia. Bezprecedensowe kroki oznaczały nałożenie podatku kryzysowego na sektor finansowy i inne gałęzie przemysłu usługowego; możliwość spłaty na preferencyjnych warunkach kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w obcej walucie; działania w kierunku odzyskania niektórych przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym, jak na przykład wodociągów miejskich sprywatyzowanych przez lewicowe rządy na bardzo niekorzystnych warunkach; gruntowną rewizję „reformy emerytalnej” z lat 90., w ramach której wprowadzono jeden państwowy i jeden prywatny, dobrowolny filar.

Konflikt z Komisją Europejską
Te i inne kroki skutkowały – że znów użyję tego słowa – bezprecedensowymi konfliktami z Komisją Europejską, Europejskim Bankiem Centralnym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Radą Europy, międzynarodowymi firmami i rządami, które za nimi stoją. Konflikty miały podłoże polityczne, ponieważ przeciwnicy rządu Fideszu kwestionowali takie zasady, jak „wolność prasy” czy „mechanizmy gwarantujące demokratyczność władzy”. W wielu wypadkach dyskusje prowadzone w zagranicznych gazetach charakteryzował brak stosownej wiedzy lub stronniczość podawanych informacji, zaczerpniętych od lewicowych węgierskich polityków i intelektualistów. Debaty na forum Parlamentu Europejskiego ujawniły wyraźne podziały polityczne – konserwatywni parlamentarzyści udzielali Węgrom wsparcia, podczas gdy socjaliści, Zieloni i liberałowie przypuszczali niesłabnące ataki.
W przemówieniu do parlamentu premier Viktor Orbán podsumował ten proces następująco: „Chcieliśmy, aby banki i wielkie firmy wzięły na swoje barki część obciążeń; chcieliśmy ratować z pułapki zadłużenia ludzi zmagających się z kredytami zaciągniętymi w obcej walucie i wprowadzić znaczne ulgi podatkowe, aby pomimo kryzysów wzmocnić klasę średnią. W ten sposób wywołaliśmy wielką międzynarodową wrzawę (…) i naraziliśmy się na nieustanne ataki”. Premier podkreślił jednak, że „inne kraje stopniowo przejmowały nasze rozwiązania” – na przykład podatek bankowy, który jest obecnie wprowadzany w kolejnych krajach UE. Jak zauważył premier Orbán, „kulminacyjny moment debaty nadszedł, gdy UE niesprawiedliwie zamroziła część funduszy spójności dla Węgier. Debata zakończyła się dziesięć dni temu, gdy gospodarczy i finansowi przywódcy Europy wyrazili uznanie dla osiągnięć Węgier na przestrzeni dwóch ubiegłych lat”. Premier odniósł się w ten sposób do decyzji Ecofinu [Rady ds. gospodarczych i finansowych – przyp. tłum.] z 22 czerwca o odmrożeniu funduszy spójności. Jego zdaniem, jest to dowód na to, że droga, którą obrały Węgry, chociaż różna od europejskiej, okazała się dla nas korzystna i słuszna.
Wyraźnie widać, że od marca 2012 roku polityczne ataki na rząd Orbána znacznie straciły na sile, a to z kilku powodów. Po pierwsze, styczniowy „pokojowy marsz” i prorządowy wiec w narodowe święto Węgier (15 marca) – w którym wzięło udział kilka tysięcy zwolenników z Polski – pokazały, że ataki nie osłabiają rządu, wręcz przeciwnie – nawet osoby krytycznie nastawione do pewnych rozwiązań chciały zademonstrować swoje poparcie dla „patriotycznego” Orbána. Ponadto w przypadku Austrii jasne stało się, że przedstawianie rządu węgierskiego w samych ciemnych barwach szkodziło jej własnym interesom, ponieważ austriackie banki były silnie zaangażowane w węgierski rynek.

95 proc. reform obronionych
Z drugiej jednak strony sam rząd poczynił wiele kroków w celu przeprowadzenia konsolidacji zarówno na scenie międzynarodowej, jak i w kraju. Na przykład prawo o banku centralnym, które stało się zarzewiem konfliktu z UE i MFW, zostało poprawione w taki sposób, aby zapewnić niezależność banku i utorować drogę do negocjacji z wyżej wymienionymi organizacjami w sprawie otwarcia zapobiegawczej linii kredytowej. Nowy przewodniczący parlamentarnego klubu Fidesz Antal Rogán podkreśla konsolidację i naprawę błędów spowodowanych przyspieszonym trybem prac legislacyjnych prowadzonych przez pierwsze dwa lata. W niedawnym wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Die Welt” przewodniczący stwierdził, że „zadaniem na drugą połowę kadencji rządu jest nie tylko przekonanie do własnych pomysłów, ale także naprawienie własnych błędów. (…) Nie mam zamiaru zaprzeczać, że w ciągu minionych dwóch lat węgierski parlament i rząd nie popełniały błędów. (…) W niektórych przypadkach nie było dostatecznie dużo czasu na koordynację. To wyjaśnia część krytyki ze strony Europy i tę krytykę należy uwzględnić”. Opierając się na tym samym sposobie myślenia, obecny prezydent Węgier János çder – w przeciwieństwie do swojego poprzednika Pála Schmitta, który ustąpił ze stanowiska w następstwie skandalu plagiatowego w kwietniu – bez wahania odsyła do parlamentu ustawy zawierające uchybienia, m.in. proceduralne.
Sądzę, że dla organizacji międzynarodowych posunięcia rządu Orbána stały się idealną okazją do pokazania siły i wysłania sygnału ostrzegawczego dla innych rządów, które też mogłyby się skusić na „nieortodoksyjne” rozwiązania. To wyjaśnia zaciętość ataków, którą obserwowaliśmy podczas pierwszej połowy kadencji rządu Orbána. Wydaje mi się jednak, że obecnie Komisja Europejska i MFW bardzo chętnie „zamknęłyby sprawę Węgier” i zajęły się innymi, dużo ważniejszymi i fundamentalnymi problemami, takimi jak Grecja i Hiszpania. Ustępstwa, na które zgodziły się Węgry (na przykład w sprawie banku centralnego, ale także w kwestii niektórych zapisów w prawie medialnym i reformy wymiaru sprawiedliwości), oznaczały, że wspomniane organizacje mogły ogłosić sukces w „zdyscyplinowaniu” Orbána, podczas gdy Orbánowi udało się de facto obronić 95 proc. wprowadzonych reform. Jest to wielki sukces i wierzę, że przez tę „bitwę o suwerenność” rząd Orbána wejdzie na karty historii nie tylko węgierskiej, lecz także europejskiej.

Reforma a gospodarka
Na chwilę obecną pytanie brzmi: jak zadziałają nowe systemy administracji publicznej, ochrony zdrowia i inne, czy podjęte zmiany okażą się warte wysiłków i sporów. Jest to kolejny powód, dla którego drugą połowę kadencji powinna charakteryzować bardziej ugodowa postawa. Jednak nawet zmiany systemowe mogą zupełnie stracić na znaczeniu, jeśli pogorszy się sytuacja ekonomiczna społeczeństwa, jeśli ludzie stracą pracę. Stopa bezrobocia utrzymuje się na stałym poziomie ok. 11 proc., a od momentu uformowania rządu liczba osób zatrudnionych wzrosła o kilkadziesiąt tysięcy. Powodem tego są jednak rządowe programy robót publicznych, ponieważ sektor prywatny nie wykazuje obecnie znaczącego wzrostu. W tym roku węgierski PKB prawdopodobnie spadnie lub w najlepszym przypadku utrzyma się na tym samym poziomie, a to może zagrażać pewnej liczbie miejsc pracy. Aby tego uniknąć, premier Orbán zaprezentował 2 kwietnia Plan Działań na rzecz Ochrony Miejsc Pracy. Plan ten wskazuje na to, że rząd chce wspierać niższą klasę średnią obok wyższej klasy średniej, która do tej pory była głównym beneficjentem podatku liniowego wprowadzonego w 2011 roku. Wyżej wymieniony program wpisuje się również w dotychczasowy kierunek polityki gospodarczej, ponieważ obniżki podatków zostaną sfinansowane wpływami z podatków od transakcji finansowych.

Ochrona miejsc pracy
Opisywany plan przewiduje obniżenie składek na ubezpieczenie społeczne o 50 proc. w przypadku pracowników w wieku poniżej 25 i powyżej 55 lat oraz pracowników niewykwalifikowanych. W przypadku dwóch innych grup – osób trwale bezrobotnych oraz matek powracających z urlopów macierzyńskich – składka na ubezpieczenie społeczne będzie zniesiona na dwa lata, a w trzecim roku będzie wynosić 50 proc. obecnej stawki. Kolejnym krokiem jest wprowadzenie uproszczonego opodatkowania mikro- i małych przedsiębiorstw. Mikroprzedsiębiorcy o dochodach nieprzekraczających rocznie 6 mln forintów (ok. 83 tys. zł) mogą zamiast obecnych obciążeń (podatku od osób prawnych, fizycznych i różnych składek) wybrać opłacanie jednego podatku w wysokości 50 tys. forintów (750 zł) w przypadku przedsiębiorcy prowadzącego wyłącznie firmę lub 25 tys. forintów (375 zł), jeśli jest to jego praca dodatkowa. Firmy zatrudniające nie więcej niż 25 pracowników zapłacą 16-procentowy podatek zamiast wszystkich innych dotychczasowych podatków dochodowych i składek ubezpieczeniowych nakładanych na wynagrodzenia. Podstawę opodatkowania będzie stanowił dochód powiększony o sumę kosztów wynagrodzenia pracownika. Należy również podkreślić, że firmy osiągające dochód ze sprzedaży mniejszy niż 500 tys. euro będą musiały zapłacić VAT dopiero w chwili otrzymania zapłaty za dostarczone towary lub usługi.
Powodzenie tego planu ma kluczowe znaczenie w utrzymaniu i umocnieniu powszechnego poparcia dla Fideszu. Spoglądając na wyniki sondaży, widzimy, że Fidesz pozostaje najpopularniejszą partią, jednak to poparcie znacznie stopniało od 2010 roku, kiedy jej wynik był najlepszy. Według najnowszego sondażu przeprowadzonego w czerwcu przez Nézopont Intézet Fidesz cieszy się 28-procentowym poparciem ogółu respondentów, w porównaniu z ponad 40-procentowym latem 2011 roku. Socjaliści uzyskali 16 proc., zdecydowanie prawicowy Jobbik – 9 procent. Jednak odsetek osób niezdecydowanych lub niegłosujących jest nadal bardzo wysoki i od kilku miesięcy oscyluje wokół 40 procent. To oznacza, że jeśli w nadchodzącym czasie Fideszowi uda się zrealizować plany i uniknąć poważniejszych konfliktów, to bez problemu wygra wybory w 2014 roku, nawet bez potrzeby zawiązywania koalicji – a znalezienie partnerów do niej mogłoby okazać się bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.
tłum. Piotr Broniecki

drukuj