fot. flickr

Węgierski rząd o decyzji komisji PE: siły proimigranckie przeciwne ochronie granic

Proimigranccy europosłowie nie chcą, by w Komisji Europejskiej zasiadał człowiek, który zamknął węgierskie granice przed imigrantami – tak zinterpretował w poniedziałek węgierski rząd decyzję komisji prawnej Parlamentu Europejskiego w sprawie Laszlo Trocsanyiego.

Węgierskie Centrum Informacyjne Rządu (CIR) oznajmiło, że kandydat na komisarza ds. sąsiedztwa i rozszerzenia Laszlo Trocsanyi jako minister sprawiedliwości pomagał obronić Węgry przed migracją, ale proimigranccy europosłowie nie mogą znieść myśli, by w nowej Komisji Europejskiej zasiadał człowiek, który zamknął węgierskie granice przed imigrantami.

Była to reakcja na fakt, że komisja prawna PE potwierdziła w poniedziałek, iż kandydaci na komisarzy Rovana Plumb z Rumunii i Trocsanyi nie są w stanie wykonywać swoich funkcji ze względu na nierozwiązywalne konflikty interesów.

Węgierski CIR ocenił, że „grzechem” Trocsanyiego jest to, że pomógł rządowi obronić Węgry przed migracją i z jego pomocą powstały przepisy prawne, dzięki którym nikt nie może wjechać na terytorium kraju bez dokumentów i niezgodnie z przepisami.

Według CIR-u zwolennicy imigracji chcieliby, aby granice zostały otwarte przed imigrantami, tak jak lewicowy rząd włoski otworzył przed nimi porty.

Sam Trocsanyi w oświadczeniu napisał, że decyzja komisji prawnej wzbudziła w nim zdumienie.

„Jawna niesprawiedliwość, całkowity brak przejrzystości, ewidentne i umyślne naruszenie ducha traktatów i regulaminu wewnętrznego Parlamentu Europejskiego oraz nieprzestrzeganie podstawowych zasad i wartości demokracji przywodzi na myśl czasy, o których sądziłem, że już nie wrócą” – napisał Laszlo Trocsanyi.

Oznajmił, że decyzja komisji to „zbieranina kłamstw oraz niepoprawnie wyrwanych z kontekstu i tendencyjnie wyszperanych faktów”. Zapowiedział, że gdy prawnika spotyka krzywda, nie ma on innego wyboru, jak rozważyć bronienie się przed „właściwym sądem”.

Ponowne zajęcie się tą sprawą przez komisję prawną to efekt rozmowy przyszłej przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen z przewodniczącym PE Davidem Sassolim, po której ten ostatni zapowiedział zwrócenie się o wyjaśnienia do komisji prawnej europarlamentu w sprawie statusu obojga kandydatów.

W ubiegłym tygodniu komisja ta wskazała na występowanie konfliktu interesów i przerzucała na Komisję Europejską odpowiedzialność, co dalej zrobić z tą sprawą, wskazując, że powinna być ona rozwiązana. W efekcie von der Leyen nie podjęła żadnej decyzji.

W poniedziałek do południa niewiele się w tej sprawie zmieniło.

„Przewodnicząca von der Leyen czeka na list od przewodniczącego PE z decyzją zawierającą oczywiście rekomendacje w sprawie tego, jak rozwiązać sprawę zgodnie z procedurami PE” – powiedziała na konferencji prasowej w Brukseli rzeczniczka KE Mina Andreewa.

Źródło z otoczenia nowej przewodniczącej przekazało, że chodzi o odpowiednią podstawę prawną, skonsolidowane stanowisko PE, a nie tylko komisji prawnej, by podjąć dalsze kroki.

PAP

drukuj