Waloryzacja rent i emerytur budzi niepokój

Mam nadzieję, że uda się zmienić konstytucję i na stałe wprowadzić kwotową waloryzację rent i emerytur – powiedział minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zdaniem ludowców taka zmiana spowoduje zmniejszenie dysproporcji między najwyższymi i najniższymi świadczeniami.

Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ Solidarność, mówi, że pomysł ten niesie ze sobą pewne zagrożenie.

– Oczywiście najniżej uposażeni emeryci dostaliby troszeczkę więcej pieniędzy, natomiast odbyłoby się to kosztem innych ubezpieczonych. Tak jak się opowiadaliśmy do tej pory, pieniędzy w systemie musi być więcej. Najniższe emerytury muszą być radykalnie podnoszone, ale nie może się to odbywać kosztem innych ubezpieczonych, przecież tak naprawdę nasze emerytury nie wynikają tylko i wyłącznie z tego, że jesteśmy ubezpieczeni, ale także z kwot, które były tam odkładane z zarobków. Ta nasza aktywność zawodowa jest różna, osiągaliśmy dochody różnej wysokości, składki płaciliśmy, a kwotowa waloryzacja niestety, ale będzie równała w dół – mówi Marek Lewandowski.

Obecnie renty i emerytury są waloryzowane o wskaźnik inflacji i 20 proc. realnego wzrostu płac. Minister Kosiniak-Kamysz wielokrotnie mówił, że chciałby, aby emerytury i renty były waloryzowane w różnym stopniu, w zależności od wysokości emerytury. Kwestia wysokości emerytur pojawia się także w kontekście afery taśmowej.

Na temat systemu emerytalnego rozmawiali biznesmen Piotr Wawrzynowicz oraz wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. Pierwszy z nich mówił, używając niecenzuralnych słów, że za 30 lat system emerytalny będzie kompletnie rozwalony i nie będzie istniał w takim sensie, jak dzisiaj istnieje.Wszyscy będziemy otrzymywać emeryturę 700 zł, 900, 1200, czyli taką, żeby przeżyć – mówi Wawrzynowicz.

RIRM

drukuj