Walka buldogów politycznych w PO trwa

Sobotnia Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej ujawniła olbrzymie problemy wewnętrzne, przed jakimi stanął Donald Tusk. Otóż najważniejsze wybory w PO, czyli wybór zarządu partii, nie odbyły się pod znakiem jedności wewnętrznej.

Donald Tusk, jak można się było spodziewać, nie widział w miejsca we władzach swojego ugrupowania dla Grzegorza Schetyny. Tymczasem poseł Andrzej Halicki, niejako wbrew woli premiera, zgłosił Schetynę jako kandydata na wiceprzewodniczącego partii. Ma to niezwykle wymowne znaczenie. Cały wysiłek wykasowania Schetyny z szefostwa śląskiej Platformy był nakierowany na realne wyeliminowanie go z władz PO.

Ponieważ system zarządzania partią jest wodzowski, niesubordynacja Halickiego musi być definiowana jako wyraz buntu. Tak więc wielki wysiłek nakierowany na ugruntowanie wodzowskiej pozycji Tuska do końca się nie powiódł. I nic nie szkodzi, że Schetyna wiceprzewodniczącym nie został i że nie dostał się również do zarządu PO. Nie po to Tusk wyeliminował Jarosława Gowina, nie po to w regionalnych wyborach eliminował ludzi Schetyny, nie po to dyscyplinował wszystkich buntujących się działaczy, by teraz ktoś w świetle kamer próbował wyciągać Schetynę z politycznego grobu. Podział głosów w sprawie wyboru do zarządu partii byłego śląskiego barona Platformy pokazuje, że Tusk nie osiągnął monolitu i jedynowładztwa.

I niewiele tutaj pomogły nawoływania Tuska, że lider może być tylko jeden i że wzmocnienie lidera to wzmacnianie partii. Zaklinanie rzeczywistości przez premiera w obecności kamer odsłania mimo wszystko jego słabość. Na jaw wyszedł totalnie wodzowski sposób zarządzania partią, co odnotowali z niekłamanym niesmakiem nawet komentatorzy przychylni Platformie.

Wydaje się, że tzw. afery zegarkowe, finansowe i nagraniowe w PO to poniekąd wymiana ciosów w partii. Wielu twierdzi, że wielkie śledztwo w sprawie korupcji co do cyfryzacji ministerstw to sygnał ostrzegawczy dla Schetyny, że jeśli się nie wycofa, jest dostateczna ilość możliwości, aby jego samego i jego ludzi pogrążyć politycznie. Schetyna się jednak nie wycofał, startując w wyborach na wiceprzewodniczącego i dał sygnał tak swoim zwolennikom, jak i Tuskowi, że walka trwa. W wyborach do zarządu PO Schetyna dostał 147 głosów i jest to mimo wszystko wymowne, gdyż na bazie tego poparcia Schetyna może kontynuować walkę wewnątrz ugrupowania. Mimo utrzymania wodzostwa Tuska, monolit wbrew opiniom mediów głównego nurtu, nie jest taki oczywisty.

Jaki będzie dalszy przebieg zdarzeń? Wciąż istnieje prawdopodobieństwo, że Platforma wpadnie w kołowrót ujawnianych afer podobny do skandali w stylu afery Rywina z czasów rządów Leszka Millera i SLD. Analitycy nie mają wątpliwości, że taka sytuacja może wyniszczyć Platformę.

Schetyna wbrew pozorom nie musi się jedynie opierać na tych, którzy głosowali na niego w sprawie wiceprzewodniczącego. Nikt nie ukrywa, że ośrodek prezydencki Bronisława Komorowskiego o wiele przychylniej spogląda na Schetynę niż na Tuska. To wsparcie ma fundamentalne znaczenie, gdyż Platforma będzie prawdopodobnie zmuszona poprzeć Komorowskiego w rozgrywce o prezydenturę, a ludzie Schetyny mogą się coraz bardziej gromadzić wokół prezydenta, szukając tam nie tylko wsparcia politycznego, ale i stanowisk, które miałyby im zrekompensować straty wynikające z czystek, które Tusk z pewnością może w różnych instytucjach przeprowadzić. Zatem mimo wzmocnienia wodzostwa Tuska wynik wyborów do zarządu PO może być jego pyrrusowym zwycięstwem.

Najnowszy wpis prof. Mieczysława Ryby opublikowany na blogAID

drukuj