fot. TVP/wpolityce.pl

W piątek kolejne przesłuchanie ws. niemieckiego serialu oczerniającego żołnierzy AK

Krakowski sąd ma przesłuchać w piątek m.in. przedstawiciela Światowego Związku Żołnierzy AK w procesie o naruszenie dóbr osobistych przeciwko twórcom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. We wtorek zeznania złożył jeden z producentów niemieckiego serialu. Za powstanie obrazu odpowiada niemiecka telewizja ZDF oraz wytwórnia UFA Fiction.

Proces wytoczył 92-letni żołnierz AK Zbigniew Radłowski oraz Światowy Związek Żołnierzy AK. Według powodów w serialu znalazły się sceny, które mają dowodzić, że AK rzekomo była współwinna zbrodni na osobach narodowości żydowskiej. Niemcy są tam z kolei przedstawieni jako ofiary II wojny światowej. Producenci niemieckiego serialu zasłaniają się jednak wolnością artystyczną.

Mec. Agnieszka Zdanowska ze stowarzyszenia Patria Nostra podkreśla, że wszelka wolność artystyczna tworzenia powinna służyć prawdzie.

Granicą wolności tworzenia powinna być prawda rozumiana jako zgodność rzeczywistości z rozumem, czyli oparcie się o fakty, które są powszechnie znane, a których stan faktyczny został w tej chwili doprowadzony do takiego momentu, w którym tę oczywistą oczywistość -fakty powszechnie znane, które nigdy nie były negowane, bo są one po prostu prawdą – w tej chwili trzeba bronić i stawiać tezy dowodowe na obronę historii, która jest znana i oczywista – wskazuje mec. Zdanowska.

W złożonym pozwie powodowie domagają się przeprosin we wszystkich telewizjach, w których film był emitowany. Ponadto chcą poprzedzenia pierwszej emisji w pozostałych telewizjach, do których go sprzedano, informacją historyczną ze stwierdzeniem, że jedynymi winnymi Holokaustu byli Niemcy.

Powodowie chcą także usunięcia z filmu znaku graficznego AK na biało-czerwonych opaskach noszonych przez aktorów i zapłaty 25 tys. zł.

RIRM

drukuj