fot. https://pixabay.com

W. Jaszczur o oddaleniu przez TSUE skargi ws. „pakietu mobilności”: W tej sytuacji można podjąć inne kroki, bardziej skuteczne i konstruktywne. Mamy przecież swoich europarlamentarzystów

Wyrok TSUE oddalił skargę ws. „pakietu mobilności”, ale przynajmniej stwierdził nieważność obowiązku powrotu pojazdów do bazy co osiem tygodni, co jest dobre. Kłóciło się to przecież z Zielonym Ładem w sprawie redukcji emisji spalin o 10 procent. Dlaczego oddalił skargę? Tego nie wiemy, ale przecież w tej sytuacji można podjąć inne kroki, bardziej skuteczne, konstruktywne. Mamy przecież swoich europarlamentarzystów w Parlamencie Europejskim. Nie można się kłócić o wszystko, ale w tej sytuacji – jak i wielu innych – jeśli chodzi o interes przewoźnika, rolnika można się zjednoczyć. Przecież można zgłosić nowy projekt ustawy, zmianę „pakietu mobilności”, zmianę Zielonego Ładu i niekorzystnych przepisów – mówił Waldemar Jaszczur, prezes Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

„Pakiet mobilności” został przyjęty przez Unię Europejską w 2020 roku i miał on na celu poprawę warunków pracy kierowców. Nakłada on nowe obowiązki na firmy posiadające flotę ciężarówek i zajmujące się transportem towarów w Europie.

W mojej ocenie i nie tylko „pakiet mobilności” w zasadzie poza pewnymi wyjątkami jest całkowicie do wyrzucenia. Przepisy, które weszły w 2020 roku i nowelizacja w 2022 roku nałożyły niesamowite obowiązki na międzynarodowych przewoźników, którzy świadczą usługi na terenie Unii Europejskiej. Dla wielu z nas było to ogromnym zaskoczeniem. Większość była nieprzygotowana do sprostania tego typu wymogom. W związku z powyższym przewoźnicy uważają, że te przepisy są złe. One były głównie wprowadzone przeciwko określonym państwom, takim jak np. Polska – wyjaśnił Waldemar Jaszczur.

Gość Radia Maryja wskazał co budzi największe kontrowersje.

Niektóre zapisy są dla nas nie do zaakceptowania. Na przykład „pakiet mobilności” nakłada na nas obowiązek wymiany tachografów na tachografy inteligentne drugiej generacji. Do końca roku każdy przewoźnik musi dostosować się do przepisu. Koszt wymiany jednego tachografu to ok. 4 tys. złotych. W obecnej sytuacji, kiedy branża jest w głębokim kryzysie, wiele firm nie radzi sobie z obecną sytuacją, niektórych już nie ma, wiele firm jest w trakcie restrukturyzacji (wiadomo, czym to się kończy – upadkiem). Nie rozumiemy tego przepisu. Skoro UE wymaga, to niech da na to pieniądze. Nas nie stać na to, żeby dzisiaj wymieniać tachografy – podkreślił prezes Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu.

Dodał jednocześnie, że Niemcy zabezpieczyli w tej kwestii swoich przewoźników.

Tam każdy przewoźnik dostaje na tachograf ok. dwa-trzy tysiące euro na samochód, ale nie więcej niż 30 tysięcy euro na firmę. Takie kraje jak Niemcy sprostały tym wymaganiom i tam przewoźnik nie musi się o to martwić – akcentował gość Radia Maryja.

Waldemar Jaszczur wykazał jeszcze inne ważne wady tego pakietu.

Jest coś takiego, jak dobra reputacja. Proszę sobie wyobrazić, jak łatwo można ją stracić. Utrata dobrej reputacji skutkuje cofnięciem licencji. Jeżeli przewoźnik traci licencje, to z automatu nie może prowadzić swojej działalności. Przy obciążeniach typu leasingi, kredyty, co może zrobić przewoźnik? Nic! Kolejną wadą jest to, że w ocenie ustawodawcy, czyli Komisji Europejskiej, największym wykroczeniem jest brak badania technicznego pojazdu. To się w głowie nikomu nie mieści. Każdy człowiek jest istotą omylną, każdy z nas czegoś codziennie zapomina. Proszę sobie wyobrazić, że wyjeżdża samochód i właściciel zapomniał o badaniu cyklicznym, które np. skończyło się wczoraj (nie miesiąc, nie rok temu) i dzisiaj zatrzymuje go kontrola, co wiąże się ze wszczęciem procedur, cofnięcia dobrej reputacji, a w dalszej kolejności cofnięciem licencji. Na to nie ma odwołania – zaznaczył prezes Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wydanym w piątek wyroku oddalił skargi siedmiu krajów, w tym Polski, na unijne przepisy tzw. pakietu mobilności, które dotyczą kierowców ciężarówek [czytaj więcej].

W tamtym roku protestowaliśmy na trzech granicach polsko-ukraińskich. Po co? Po to, żeby nie przedłużano w tym roku liberalizacyjnej umowy między Polską a Ukrainą. Co się stało? Przedłużono tę umowę, w wyniku czego pogrąża się polska branża transportowa. Ukraińskie firmy jeżdżą po naszym kraju bez zezwoleń, przewożą ładunki, których nie wolno, a polski przewoźnik traci, bo nie może konkurować z ukraińskim przewoźnikiem, którego nie dotyczy żaden „pakiet mobilności”, nie musi płacić płacy minimalnej, a my musimy. Ukraiński przewoźnik nie musi się logować na platformie IMI, a europejski przewoźnik musi, bo jeżeli nie zrobi zgłoszenia, w momencie zatrzymania ma nałożoną ogromną karę rzędu kilku tysięcy euro. Wyrok TSUE oddalił skargę ws. „pakietu mobilności”, ale przynajmniej stwierdził nieważność obowiązku powrotu pojazdów do bazy co osiem tygodni, co jest dobre. Kłóciło się to przecież z Zielonym Ładem w sprawie redukcji emisji spalin o 10 procent. Dlaczego oddalił skargę? Tego nie wiemy, ale przecież w tej sytuacji można podjąć inne kroki, bardziej skuteczne, konstruktywne. Mamy przecież swoich europarlamentarzystów w Parlamencie Europejskim. Nie można się kłócić o wszystko, ale w tej sytuacji – jak i wielu innych – jeśli chodzi o interes przewoźnika, rolnika można się zjednoczyć. Przecież można zgłosić nowy projekt ustawy, zmianę „pakietu mobilności”, zmianę Zielonego Ładu i niekorzystnych przepisów – stwierdził międzynarodowy przewoźnik.

Całą rozmowę z Waldemarem Jaszczurem można odsłuchać [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj