fot. youtube.com

W. Gadowski: Cała nadzieja w tym, że szantaż eurokratów wobec Polski i kilku innych krajów zakończy się w 2019 roku, gdy odbędą się wybory do PE

Cała nadzieja w tym, że proces szantażu ze strony eurokratów wobec Polski, Węgier i kilku innych krajów, szczególnie Europy Środkowej, zakończy się w 2019 roku, kiedy odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Jak wskazują wszelkie nastroje w różnych państwach członkowskich Unii Europejskiej, przyniosą istotne przemeblowanie polityczne PE – mówił w swoim „Komentarzu tygodnia” red. Witold Gadowski.

Kraje postkolonialne szybciej przeszły od rządów motłochu do epoki rządów motłochoelit, które zostały zadekretowane w momencie przemian – wskazywał Witold Gadowski.

Dziś mamy w Polsce sowietoelity, motłochoelity, które same zadekretowały, że są elitami i przez długi czas udawało im się jechać na grzbiecie polskiego konia. „Dojedź polskie państwo niemiłosiernie” – bo znakiem rozpoznawczym motłochoelit, który odróżnia ich od elit w rozumieniu arystotelesowskim, ale także tradycyjnym, jest to, że motłochoelity lubią żyć, pić i bawić się na koszt cudzy, za pieniądze publiczne. To odróżnia motłocholity od elit prawdziwych, których jest coraz mniej w świecie w ogóle – akcentował autor „Komentarza tygodnia”.

Obecnie w Polsce trwa bunt przedstawicieli motłochoelit przeciwko stopniowemu zabieraniu im przywilejów, chociaż część nowej władzy zdążyła wejść w ich skład – zaznaczył dziennikarz.

Motłochoelity w Polsce zbuntowały się przeciwko temu, że po 2015 roku stopniowo i bardzo nieodważnie odbiera się im kolejne przywileje, bardzo nieporadnie. Często ta nowa władza, PiS-owska władza, jest inkorporowana w skład istniejących już motłochoelit i sama przejawia predylekcje do bycia motłochoelitą. Patrzę jednak na to w sposób idealistyczny i mam nadzieję, że jeszcze jądro, coraz mniejsze, coraz mniej emitujące swoje promienie, jest zdrowe i dąży do odsunięcia motłochoelity od władzy i uwolnienia społeczeństwa do takiego normalnego procesu rozwoju, jakim jest wykształcenie prawdziwej elity. Prawdziwa elita to ludzie, którzy potrafią działać pro publico bono, mają parę groszy i nie muszą żyć na koszt społeczny i kierują się zasadami, wykształconymi przez cywilizację, ponieważ te zasady znają – podkreślił redaktor.

Publicysta zwrócił uwagę, że w Europie motłochoelity wykształciły się po 1968 roku. Przejawiają one solidarność mniejszości – dodał.

 – Wszystkie mniejszości są bardzo solidarne i bardzo się popierają. Solidarność motłochoelity też jest dosyć duża, ponieważ motłochoelita ma świadomość swojej tymczasowości, swojej intelektualnej szczupłości, tego, że bezprawnie okupuje miejsce, w którym w tej chwili przyszło jej zasiadać i że przyjdą kiedyś ci, którym się to miejsce naprawdę należy i pogonią tych Timmermansów, Verhofstadtów, Junckerów i Tusków tam, gdzie ich prawdziwe miejsce – wyjaśnił Witold Gadowski.

Polska jako kraj nie ma polityków cechujących się odpowiednią charyzmą, ale pozostaje mieć nadzieję, że po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego dojdzie do dużych zmian personalnych w tym gremium i do władzy dojdą konserwatyści – mówił autor „Komentarza tygodnia”.

Nie mamy polityków obdarzonych nie tylko erudycją, ale też pewną szczątkową chociażby charyzmą, którzy potrafiliby powiedzieć Europie „Stop”, że nie w tym kierunku kontynent zmierza, w którym zmierzać powinien. Cała nadzieja w tym, że proces szantażu ze strony eurokratów wobec Polski, Węgier i kilku innych krajów, szczególnie Europy Środkowej, zakończy się w 2019 roku, kiedy odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Jak wskazują wszelkie nastroje w różnych państwach członkowskich Unii Europejskiej, przyniosą istotne przemeblowanie polityczne PE. Mam nadzieję, że te wybory nie będą sfałszowane i że rzeczywiście konserwatyści dojdą do głosu i troszeczkę skorygują to, co zostało ideologicznie wypaczone przez eurokratów w motłochoelity – podkreślił redaktor.

Dziennikarz odniósł się również do aktu wandalizmu, do którego doszło w Warszawie. Sprawcy pomazali sprayem budynki kościelne: ogrodzenie budynku Kurii Archidiecezji Warszawskiej, dom parafialny przy warszawskiej archikatedrze świętego Jana Chrzciciela i budynek Kurii Warszawsko-Praskiej.

Nie można tego towarzystwa pozamykać, tak jak zwykłych wandali i chuliganów, bo one działają politycznie? Wysmarowały sprayem to samo, co smarują kibice i tak samo wulgarnie, a o działaniach policji jakoś nic nie słychać. Nie to, żebym przesadnie stawał w obronie kurialistów warszawskich, bo oni sobie znakomicie dają radę beze mnie, ale przyszła mi do głowy taka refleksja, że gdyby tak wymalowano bożnicę – nie daj Boże – ależ by się podniósł rwetes. Albo Muzeum Polin gdyby tak wysmarowano – ależ by się „Aj waj!” rozległo! – podsumował publicysta.

RIRM

drukuj