fot. PAP/EPA

USA: Pierwsze 100 dni prezydentury J. Bidena pod znakiem walki z pandemią

Walka z pandemią COVID-19, w tym głównie program szczepień, zdominowała pierwsze 100 dni prezydentury Joe Bidena. Wśród innych priorytetów nowej administracji USA jest ochrona klimatu oraz wzmacnianie wartości demokratycznych w obliczu zaciętej rywalizacji z Chinami.

Pierwsze 100 dni stanowią ważną cezurę dla amerykańskich prezydentów – to czas ocen i podsumowań ich pierwszych decyzji w Białym Domu oraz budowania na tej podstawie przewidywań jak może wyglądać dalsza polityka. To w tym okresie Franklin Delano Roosevelt położył podwaliny pod Nowy Ład, program wielkich reform ekonomicznych, którego celem było przeciwdziałanie skutkom wielkiego kryzysu z lat 1929-1933.

Ze względu na to jak mocnym wstrząsem dla amerykańskiej gospodarki była pandemia nie brak porównań do lat 30. XX wieku. W okresie kryzysu Joe Biden opowiada się za szeroką interwencją rządu – podpisał wart 2 biliony dolarów pakiet na czas COVID-19 i proponuje kolejne, przewidujące wsparcie dla amerykańskich rodzin oraz rozbudowę infrastruktury.

„Teoria skapywania (ang. trickle-down economics, której owoce wzrostu stopniowo skapują – PAP) nigdy nie działała” – przyznał w środę w Kongresie prezydent w deklaracji mającej na celu odcięcie się od polityki gospodarczej przychylnej najbogatszym.

Zwracając uwagę na narastające w pandemii nierówności, wzywał do opodatkowania największych koncernów.

Do wyjścia z kryzysu konieczne jest całkowite otwarcie gospodarki, możliwe jedynie przy opanowaniu sytuacji epidemicznej. Z walki z koronawirusem Joe Biden uczynił główny punkt swojej kampanii, a także pierwszych dni w Waszyngtonie. Objąwszy najwyższy urząd w państwie Demokrata szybko podjął działania, m.in. wprowadzając obowiązek noszenia maseczek w trakcie podróży międzystanowych czy pośrednicząc w rozmowach między firmami farmaceutycznymi.

Za rządów 78-letniego Demokraty z Delaware znacznie przyspieszył program szczepień – Joe Biden obiecywał wpierw 100, a później 200 milionów zastrzyków w 100 dni swojej prezydentury. Obietnice te zostały spełnione. Ponad połowa dorosłych Amerykanów otrzymało już co najmniej jedną dawkę preparatu przeciwko COVID-19. W Stanach Zjednoczonych życie powoli zaczyna przypominać to sprzed epidemii, a nowe wytyczne władz głoszą, że osoby zaszczepione nie muszą zakładać maseczek na świeżym powietrzu.

Za walkę z epidemią gospodarz Białego Domu zbiera u elektoratu wysokie noty – w sondażu Politico z końca kwietnia pozytywnie ocenia go na tym polu 67 procent ankietowanych. Najgorzej postrzegana jest natomiast jego polityka imigracyjna.

Przyczynia się do tego najwyższa od 15 lat liczba migrantów na granicy USA i Meksyku, którzy – według Republikanów – przyciągani są liberalnymi deklaracjami Joe Bidena. Problem dotyczy szczególnie nieletnich, którzy trzymani są w przepełnionych tymczasowych ośrodkach. Do sprawy oddelegowana została wiceprezydent USA, Kamala Harris, która do tej pory nie dokonała przełomu i apeluje o cierpliwość. Biały Dom nadzieje wiąże ze współpracą z władzami państw Ameryki Środkowej.

W pierwsze 100 dni swej prezydentury Joe Biden podpisał 42 rozporządzenia wykonawcze. Jak wylicza portal radia NPR, Demokrata zmienił aż 62 decyzje podjęte przez swego poprzednika, Donalda Trumpa. Wśród nich jest m.in. wstrzymanie procesu wycofywania USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i powrót Stanów Zjednoczonych do paryskiego porozumienia klimatycznego.

Ochrona klimatu to jeden z priorytetów nowej administracji, która zamierza przewodzić światowym wysiłkom w tym zakresie. Właśnie temu służyć miał wirtualny szczyt światowych przywódców zorganizowany w drugiej połowie kwietnia z inicjatywy Białego Domu. W jego trakcie USA zobowiązały się do ograniczenia o 50-52 proc. emisji gazów cieplarnianych w stosunku do poziomu z roku 2005.

W „zielonej polityce” władze USA mają nadzieję na koordynację działań z Chinami, największym emitentem gazów cieplarnianych na świecie. To jedno z nielicznych pól współpracy między państwami. Joe Biden z niepokojem patrzy na wzrost znaczenia Chin, postrzegając rywalizację Waszyngtonu z Pekinem w kontekście starcia demokracji z autorytaryzmem. Marcowy szczyt szefów dyplomacji ChRL i USA w Anchorage na Alasce nie zakończył się poprawą relacji; strony nie szczędziły sobie oskarżeń. Biały Dom deklaruje, że nie zamierza zaprzestać upominania się o prawa Ujgurów oraz wspierania wojskowego Tajwanu.

Między innymi w świetle rywalizacji z Chinami przedstawiciele nowej administracji USA regularnie powtarzają deklaracje o konieczności obrony wartości demokratycznych w świecie. W ocenie Joe Bidena zagraża im także Rosja i jej prezydent Władimir Putin, którego amerykański przywódca nazwał „zabójcą”. USA stanowczo potępiają koncentrację rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą i deklarują swoje poparcie dla władz w Kijowie.

Mimo to Joe Biden nie ukrywa, że widzi pola do współpracy z Kremlem, tam gdzie jest „wspólny interes” i zaproponował Władimirowi Putinowi spotkanie poza granicami USA i Rosji. Wrogie działania Moskwy mają się jednak spotykać ze zdecydowaną odpowiedzią Waszyngtonu i za taką Biały Dom uznaje ogłoszony w kwietniu szeroki pakiet sankcji, m.in. za cyberataki oraz ingerowanie w proces wyboczy. Jednocześnie Departament Stanu USA nie poszerzył sankcji wobec gazociągu Nord Stream 2 o firmy europejskie, o co apelują w Kongresie i Republikanie i Demokraci.

Oficjalnie Departament Stanu „kontynuuje sprawdzanie podmiotów zaangażowanych w działalność potencjalnie podlegającą sankcjom”; nieoficjalnie w Waszyngtonie mówi się o negocjacjach z Berlinem. Sekretarz stanu USA Antony Blinken jest zwolennikiem ocieplenia po prezydenturze Trumpa relacji transatlantyckich, w tym z RFN oraz całościowo z Unią Europejską.

PAP

drukuj