fot. wikipedia.org

USA gotowe na interwencję w Syrii nawet bez zgody ONZ

USA mają niezbite dowody, że rząd syryjski użył broni chemicznej, zabijając ponad 1400 osób; brak reakcji USA podważyłby ich wiarygodność na świecie – mówił w piątek sekretarz stanu John Kerry.

USA rozważają interwencję nawet bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. „Gwarantowany opór Rosji w jakichkolwiek działaniach Rady Bezpieczeństwa ONZ nie może powstrzymywać świata przed tym, by działał tak, jak powinien” – powiedział Kerry. „Więc powiem wprost: będziemy kontynuować rozmowy z Kongresem, naszymi sojusznikami i przede wszystkim z amerykańskim narodem” – dodał. Przyznał, że po dekadach konfliktów „Amerykanie są zmęczeni wojnami”. „Ale zmęczenie nie może zwalniać nas z odpowiedzialności. Marzenia o pokoju nie zawsze są wystarczające. Historia będzie oceniać nas wszystkich bardzo surowo, jeśli przymkniemy oczy na wykorzystanie przez dyktatora broni masowego rażenia, mimo ostrzeżeń” – oświadczył.

Kerry powiedział, że prezydent Barack Obama podejmie decyzję o ewentualnej interwencji w Syrii „według własnego kalendarza i zgodnie z naszymi wartościami i interesami”. Zapewnił też, że jakiekolwiek możliwe działania USA w sprawie Syrii nie będą przypominać interwencji w Iraku, Afganistanie ani Libii.

Biały Dom opublikował w piątek oparty na wielu źródłach raport wywiadowczy, według którego jest wysoce nieprawdopodobne, by za atak pod Damaszkiem odpowiadała syryjska opozycja. Kerry podkreślił, że USA dokładnie wiedzą kiedy, gdzie i w jakim kierunku wojska Asada skierowały ataki chemiczne 21 sierpnia, „tak by ich ofiarą padła tylko opozycja” na przedmieściach Damaszku. „Wiemy, że przez trzy dni przed atakiem żołnierze reżimu byli w terenie, by go przygotować. Wiemy, że powiedziano im, by założyli maski gazowe” – mówił Kerry.

Powoływał się też na przechwycone przez wywiad fragmenty rozmów telefonicznych między wojskowymi i wysokiej rangi przedstawicielami rządu. Jak dodał, tuż po ataku reżim nie zgodził się na wpuszczenie inspektorów ONZ i przez „cztery dni niszczył dowody”. Zdaniem Kerry’ego eksperci ONZ, którzy w końcu zostali wpuszczeni do Syrii i mają wrócić z misji w sobotę, już niewiele wniosą do ustaleń amerykańskich.

„Mamy wielki szacunek dla ich śledztwa, ale jak uprzedził nas sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun, inspektorzy nie powiedzą, kto tej broni użył, mają tylko potwierdzić, czy była użyta” – powiedział Kerry.

„Pytanie dziś nie dotyczy więc tego, co wiemy (o atakach chemicznych dokonanych w Syrii), ale co świat z tym zrobi” – oświadczył Kerry, przypominając podjętą po I wojnie światowej „obietnicę, że najbardziej ohydna broń nie zostanie ponownie użyta przeciwko bezbronnym ludziom”. Tłumaczył, że brak reakcji na to, co stało się w Syrii, podważyłby wiarygodność USA. „Nasze obawy nie dotyczą tylko jakiejś leżącej daleko za oceanem ziemi. Prócz troski o bezbronnych ludzi chodzi też o wybory, które bezpośrednio dotyczą naszej roli na świecie i naszych interesów” – powiedział. „Liczy się dla nas, kim jesteśmy. Liczy się dla nas nasze przywództwo i nasza wiarygodność na świecie” – dodał szef dyplomacji USA.

PAP

drukuj