fot. PAP/EPA

USA – Bezpieczeństwo tematem rozmów prezydenta Nigerii

Prezydent Barak Obama przyjmie dziś w Białym Domu nowego prezydenta Nigerii Muhammadu Buhariego. Waszyngton, który z optymizmem przyjął jego elekcję, ma ogłosić nową pomoc w walce z ugrupowaniem Boko Haram, ale nie tak znaczącą, na jaką liczy Abudża.

Termin wizyty nie jest przypadkowy. Buhari odwiedzi Biały Dom na kilka dni przed podróżą prezydenta USA do Etiopii i Kenii, z której pochodził ojciec Obamy. Będzie to czwarta podróż Obamy do Afryki. Ponieważ Obama nie zatrzyma się w Nigerii, administracja USA uznała za wskazane, by wcześniej przyjąć Buhariego w Waszyngtonie.

„Administracja uznała, że nie należy zwlekać z okazaniem uznania dla osiągnięć procesu demokratycznego i woli wyrażonej przez mieszkańców Nigerii” – powiedział w PBS były ambasador USA w kilku afrykańskich krajach Johnnie Carson, który do niedawna służył też jako asystent sekretarza stanu ds. Afryki.

72-letni Buhari, były generał i wojskowy dyktator z lat 1983-85, objął urząd prezydenta w maju, po uznanych za historyczne, bo stosunkowo wolnych i uczciwych wyborach. Po raz pierwszy w 55-letniej historii tego liczącego prawie 200 mln osób kraju zwyciężył przywódca opozycji. Buhari pokonał urzędującego od 2010 prezydenta Goodlucka Jonathana, obiecując m.in. rozgromienie dzihadystów z Boko Haram. Ale od tego czasu ta zmilitaryzowana organizacja islamskich ekstremistów zwiększyła ataki, terroryzując zwłaszcza płn-wsch. Nigerię (od początku lipca zamordowali prawie pół tysiąca osób).

Zapowiadając wizytę rzecznik Białego Domu Josh Earnest powiedział w piątek, że ma ona „podkreślić zobowiązanie USA do wzmocnienia i rozszerzenia partnerstwa z nowym rządem Nigerii”. Problemy bezpieczeństwa Nigerii mają być wśród głównych tematów rozmów obu przywódców.

Dotychczas współpraca wojskowa USA z Nigerią była ograniczona w związku z istniejącym w prawie USA zakazem udzielania pomocy wojskowej krajom, które łamią prawa człowieka, o co regularnie była oskarżana nigeryjska armia. Amnesty International oskarżała ją o to, że w wojnie z Boko Haram dopuszcza się zbrodni na ludności cywilnej. Według raportów AI tysiące więźniów ginie w Nigerii od tortur, z powodu chorób, głodu, a także w wyniku samowolnych egzekucji, przeprowadzanych przez wojsko.

W związku z tymi zarzutami USA wycofały się ze sprzedaży Nigerii helikopterów bojowych, czym Goodluck tłumaczył niepowodzenia w walce z Boko Haram.

Buhari, który zwolnił niedawno szefów wywiadu i służb specjalnych, liczy, że USA zwiększą teraz wsparcie wojskowe dla jego rządu. Oczekuje się, że podczas jego wizyty w Waszyngtonie Amerykanie ogłoszą plany nowych szkoleń oraz przekazania dodatkowego sprzętu. Niemniej jednak, jak napisał „Foreign Policy” powołując się na źródła w administracji, nie ma planów, by dostarczyć Nigerii drony zwiadowcze lub inną pomoc wojskową na wielka skalę. I to nie tylko z powodu złej reputacji nigeryjskiego wojska, ale dlatego, że Boko Haram nie jest tak ważnym priorytetem dla USA jak zagrożenie ze strony dżihadystycznego Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie czy organizacji terrorystycznych powiązanych z Al-Kaidą.

„Boko Haram zabił tysiące ludzi w ramach walki z myślą o obaleniu rządu Nigerii i zbudowaniu państwa islamskiego, ale nie przeprowadził ataków na cele na Zachodzie” – zauważył „FP”. W ubiegłym roku, w ramach poszukiwań porwanych przez dżihadystów 219 uczennic, USA wysłały do Nigerii drony, ale szybko zostały one przesunięte do innych bardziej priorytetowych misji. Amerykańcy dowódcy, kierujący operacjami w Iraku i Syrii często narzekają na niewystarczającą liczbę uzbrojonych oraz zwiadowczych dronów.

Zamiast dronów do Nigerii mają natomiast trafić w najbliższych miesiącach dwa samoloty Cessna do celów zwiadowczych, by wzmocnić zdolności wywiadowcze nowych regionalnych sił, które są przygotowywane do walki z Boko Haram. Pod koniec lipca do wojny z dżihadystami ruszyć ma tworzona przez Nigerię, Niger, Czad i Kamerun wspólna, 10-tysięczna armia.

Jak zapowiedział Biały Dom, Obama i Buhari będę też rozmawiać o konieczności przeprowadzenia ekonomiczno-polityczne reform w Nigerii, które – jak podkreślono w komunikacie – „pozwolą uwolnić jej potencjał jako lidera w regionie”.

Choć zyski z przebogatych złóż ropy naftowej czynią Nigerię statystycznie najbogatszym krajem kontynentu, to jednak od początków swojego niepodległego istnienia Nigeria uważana jest za państwo upadłe. Kraj, rządzony przez wojskowych tyranów lub skorumpowanych polityków, wstrząsany zamachami stanu, narodowościowymi i religijnymi rozruchami, był fatalnie zarządzany i grabiony przez kolejne polityczne elity, którym udawało się przejmować władzę.

Ubiegając się o wygraną w wiosennych wyborach prezydenckich, Buhari obiecywał, że położy temu kres, co powtórzył, składając prezydencką przysięgę 29 maja. Ale analitycy nie mają wątpliwości, że trudno będzie mu przeprowadzić obiecaną „wielką zmianę”. Zwłaszcza, że bardzo spadły dochody kraju w związku ze spadkiem ceny ropy.

„Myślę, że musimy uznać, że (Buhari) wie, czego chce dokonać; jest bardzo jednoznaczny, jeśli chodzi o swą doktrynę. To, co musimy zrobić jako przyjaciele, to naprawdę wesprzeć go w jego wysiłkach, aby mu się udało” – powiedział podczas niedawnej debaty w Brooking Institution specjalny doradca Obamy ds. Afryki Grant Harris.

PAP

drukuj