fot. wikipedia.org

Chiny podejrzane o hakerski atak na USA

Dyrektor wywiadu USA James Clapper oświadczył, że Chiny są głównym podejrzanym o hakerski atak na jedną z amerykańskich agend rządowych, w wyniku którego wykradzione zostały dane milionów Amerykanów – informuje w czwartek „Wall Street Journal”.

Jak pisze Reuters, wypowiedź Clappera w pewnym sensie odbiega od linii administracji Baracka Obamy, która unika publicznego wskazywania na Pekin, nawet jeśli przedstawiciele władz prywatnie mówią, że za atakiem stały Chiny.

Właściwie Chińczykom należą się wyrazy uznania za to, co zrobili, biorąc pod uwagę trudności, z jakimi wiązał się ten atak – powiedział Clapper.

Rządowa agencja ds. personelu (Office of Personnel Management – OPM) przyznała w tym miesiącu, że hakerzy wykradli dane 4,2 mln obecnych i byłych pracowników federalnych. Niektóre media twierdziły nawet, że wykradzione mogły zostać dane aż 18 milionów Amerykanów.

OMP przechowuje dane o wszystkich pracownikach federalnych, sprawdza też osoby, które ubiegają się o dostęp do tajnych informacji. Osoby te m.in. podają w ankiecie, czy w przeszłości miały problemy z alkoholem i narkotykami, czy chorowały psychicznie, były zatrzymane przez policję lub ogłaszały bankructwo. W formularzach podaje się też dane kontaktowe członków rodziny oraz znajomych.

Według „Wall Street Journal” Clapper tłumaczył, że w sytuacji, kiedy USA nie grożą odpowiedzią na hakerskie ataki, Waszyngton musi skoncentrować się na działaniach obronnych. Ostrzegł, że rząd USA i firmy amerykańskie będą celami hakerskich ataków, dopóki politycy nie zajmą się problemem „braku środków odstraszania”.

Stojąc przed komisją Kongresu USA, szefowa OPM Katherine Archuleta wskazywała, że jej agencja blokuje miesięcznie 10 mln cyberataków na swoją sieć komputerową. Akcentowała, że włamanie hakerów do systemu jest wynikiem ciągnących się od kilku dekad zaniedbań bezpieczeństwa komputerowego.

PAP/RIRM

drukuj