fot. Wojciech Seweryn

Urwane billingi prezydenta

Sąd odrzucił zażalenie na umorzenie sprawy włamania do telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej.

– Rozstrzygnięcie prokuratury umarzające to postępowanie jest jak najbardziej prawidłowe – uznała sędzia Aneta Obszyńska-Małecka z Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście.

– Postępowanie dowodowe zostało wyczerpane – powiedziała, zaznaczając, że dodatkowe działania śledcze nie przyniosłyby nowych ustaleń.

Sędzia podkreśliła, że jedynym dowodem mogącym świadczyć o ingerencji w telefon prezydencki jest zapis billingu, a także zeznania dwóch świadków. Jednak w ocenie sądu przeczą im opinie biegłych. – Opinia biegłego Dariusza G. jest jasna i wyczerpująca – stwierdziła Małecka. Uznał on, że zapis billingu oznacza, iż były to przekierowania warunkowe. Z kolei część z nich ma charakter pomyłki.

Pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego w tej sprawie mecenas Piotr Pszczółkowski wskazał w sądzie, że zapis billingu odnotowuje 11 zapisów. Między 10 a 11 kwietnia. Pierwszy ma miejsce o 10.46 czasu polskiego oraz 10.57 i jest odnotowany jako przekierowanie w roamingu, potem o 12.46 rozmowa i odbiór w roamingu. Następnie o 13.26 rozmowa przekierowana, podobnie jak o 14.25. Z kolei o 16.24 rozmowa odebrana w roamingu. Kolejne zapisy pochodzą już z 11 kwietnia. I tak o 10.19 rozmowa przekierowana, o 12.18 rozmowa odebrana.

Przedstawiciel operatora stwierdził, że zapis o odebranych rozmowach to wynik błędu. Postanowienie sądu jest prawomocne. Mecenas Pszczółkowski domagał się zwrotu sprawy do prokuratury. W jego ocenie, nie przeprowadzono jego wniosków dowodowych, w szczególności nie zbadano billingów innych ofiar katastrofy, nie wyjaśniono też sprzeczności w zeznaniach świadków. – To śledztwo nie miało szczęścia od początku – mówi adwokat. Do jego wydzielenia doszło za późno, kiedy „wygasły możliwości techniczne” ustalenia na przyklad, czy telefon był używany po 11 kwietnia, ponieważ operator telefoniczny nie miał z tego okresu billingów. – Może i dalej to trwało, ale tego się nie dowiemy, ponieważ prokuratura nie zażądała w odpowiednim czasie billingów od operatora telefonicznego – zwraca uwagę mecenas.

Pszczółkowski podkreślił w sądzie, że użytkowanie telefonu prezydenckiego po katastrofie przez osoby trzecie jest „wysoce uprawdopodobnione” billingiem. Odnotowuje on próby połączenia krótko po katastrofie, potem jest przerwa w logowaniu się aparatu, czyli jest on wyłączony, a po południu 10 kwietnia ponownie jest zalogowany do rosyjskiej sieci, co by wskazywało na jego „włączenie przez osobę trzecią”. – Te dane są wygenerowane w dokumencie, nie można tak tego zostawić – argumentował Pszczółkowski.

Prawnik zwracał uwagę, że biegły wyznaczony przez prokuraturę mimo uszkodzeń telefonu potrafił uzyskać z niego historię połączeń, zawartość skrzynki adresowej i treść SMS-ów. – Jeżeli w Polsce mimo uszkodzeń tego dokonano, to ktoś mógł tego dokonać i po katastrofie – uważa adwokat. Pszczółkowski zwracał uwagę, że pomoc prawna z Rosji nie odpowiedziała na żadne pytania i należało ją ponowić.

Przypomniał zeznania świadków, np. Cezarego K., który szczegółowo wskazywał, że kiedy kilkakrotnie dzwonił na numer telefonu prezydenckiego, najpierw była przerwa w jego funkcjonowaniu, a potem aparat ponownie działał. Poza tym są zeznania córki i zięcia, którzy również dzwonili, a ich prób połączenia nie ma odnotowanych w billingach.

Według prokuratora Marcina Górskiego z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zgromadzone dowody w sprawie świadczą o tym, że nastąpiło jedynie automatyczne przekierowanie na pocztę głosową. Śledczy wskazał, że ma wątpliwości co do zeznań świadka Cezarego K.

Przyznał jednocześnie, że nie udało się wyjaśnić braku części połączeń. – Tak jest, tego wyjaśnić się nie udało, że nie wszystkie połączenia są odbite w billingach – stwierdził Górski. Przywołał jednak zeznania ekspertów z Centertela, że mogło to się stać na skutek dużego ruchu. Dodał, że świadkowie wskazywali także na możliwe błędy ze strony operatora, co mogło znaleźć odzwierciedlenie w billingach.

Śledztwo w sprawie włamania do prezydenckiego telefonu zostało umorzone w październiku ubiegłego roku. Prokuratura uzasadnia swoją decyzję tym, że w oparciu o informacje uzyskane od „PTK Centertel sp. z o.o. ustalono, iż te zapisy wskazujące na wykonywanie połączeń z telefonu śp. Prezydenta były to w rzeczywistości zapisy automatycznego przekierowania połączeń przychodzących z Polski na pocztę głosową ww. telefonu”. – Na podstawie całości zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego ustalono, iż nikt po katastrofie samolotu telefonu śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie używał i nie wykonywał żadnych połączeń – mówił prok. Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

drukuj