[TYLKO U NAS] Red. S. Karczewski o wyroku ws. fałszywych oskarżeń wobec księdza: Sąd Apelacyjny uznał fałszywość tych zarzutów, odrzucił wyrok sądu I instancji, uznając, że pan M. Lisiński jest oszustem, a jego oskarżenie było fałszywe

Marek Lisiński nie był ofiarą księdza pedofila, za którą się podawał, próbując w ten sposób po raz kolejny nieuczciwie wyłudzić pieniądze. Wyrok jest prawomocny. Myślę, że na tym sprawa się nie zakończy, ponieważ teraz oskarżany ksiądz musi się domagać zadośćuczynienia – powiedział Sebastian Karczewski, publicysta, w sobotnim wydaniu „Polskiego punktu widzenia” na antenie TV Trwam.

11 października br. zapadł prawomocny wyrok w sprawie jednego z założycieli Fundacji „Nie lękajcie się”, który niesłusznie oskarżał duchownego o molestowanie. Jednak w mediach nie pojawiło się wiele informacji na temat procesu, w przeciwieństwie do nagłaśniania niepotwierdzonych zarzutów wobec kapłana.

– Sąd Apelacyjny uznał fałszywość tych zarzutów, odrzucił wyrok sądu I instancji, uznając, że pan Marek Lisiński jest oszustem, a jego oskarżenie było fałszywe. Marek Lisiński nie był ofiarą księdza pedofila, za którą się podawał, próbując w ten sposób po raz kolejny nieuczciwie wyłudzić pieniądze. Wyrok jest prawomocny. Myślę, że na tym sprawa się nie zakończy, ponieważ teraz oskarżany ksiądz musi się domagać zadośćuczynienia – zaznaczył redaktor.

Gość TV Trwam wyraził nadzieję na to, że duchowny podejmie odpowiednie kroki zmierzające do sprawiedliwości. Jak się okazało, został on niesłusznie oskarżony o poważne przestępstwo, przez co ucierpiało jego dobre imię oraz autorytet.

– Myślę, że ksiądz będzie walczył o swoje dobre imię, ponieważ jest to zbyt poważna sprawa. Przypomnę, że pan Marek Lisiński był tzw. gwiazdą i twarzą walki z pedofilią w Polsce. Nieprawdziwe informacje o rzekomym molestowaniu były nagminnie przedstawiane społeczeństwu, natomiast o wyroku jest cisza – podkreślił publicysta.

Oburzenie wywołuje również fakt, że w 2019 roku Marek Lisiński był wspierany przez wpływowe media w Polsce, które po ogłoszonym wyroku nie odniosły się do sprawy.

– Myślę, że tutaj nie będzie tematu – podobnie jak w przypadku innych oskarżeń. Kierujemy zarzuty pod czyimś adresem i kiedy okazują się prawdziwe, to je nagłaśniamy. Jednak, gdy oskarżenie okazuje się fałszywe, zapada cisza. Wielokrotnie dużo wcześniej rozmawiałem z dziennikarzami, którzy wiedzieli, że Marek Lisiński jest oszustem, a mimo to nikt w tej sprawie nie zabierał głosu. Nie spodziewam się, że ta sprawa będzie nagłośniona, ponieważ ten wyrok nie pasuje do ogólnej narracji – ocenił red. Sebastian Karczewski.

Gość programu „Polski punkt widzenia” zwrócił uwagę, że podobnych spraw w Polsce jest więcej. Wielu księży jest niesłusznie oskarżanych o wykorzystywanie seksualne dzieci. Jednak po udowodnieniu swojej niewinności często cały czas zostają groźnymi przestępcami w oczach opinii publicznej.

– Problemem jest to, że przy tego typu oskarżeniu kapłan zostaje sam. Nawet władze duchowne w wielu diecezjach przyjmują stronę oskarżenia. Później, kiedy okazuje się, że oskarżenie było fałszywe, to działa się zgodnie z regułą, by nie rozdrapywać sprawy. Często odbieram telefony od księży i biskupów, którzy mówią, że dzwonią, ponieważ nie mają się do kogo zwrócić z tym problemem. W mojej ocenie jest to dowód na to, że ten system nie działa prawidłowo. Przez to, w tego rodzaju sprawach, wyrządzamy księżom krzywdę – powiedział publicysta.

Redaktor odniósł się do słów ks. bp. Ireneusza Pękalskiego, biskupa pomocniczego archidiecezji łódzkiej, który podczas wizyty ad limina apostolorum powiedział, że ksiądz fałszywie oskarżony zostaje sam.

„Powinniśmy – my wszyscy, także i biskupi – wykazać więcej empatii tzn. być bliżej tych księży, tych osób, wspomagać ich także swoim dobrym słowem i nie czynić tego tylko prywatnie, ale i w sposób publiczny. Bo bardzo często oni w sposób publiczny zostali fałszywie oskarżeni, a potem nikt publicznie w ich obronie nie stanął, ani nie był z nimi solidarny” – przytoczył słowa księdza biskupa gość TV Trwam.

Sebastian Karczewski odniósł się również do kwestii bezpodstawnych zarzutów wobec księży biskupów o to, że nie reagowali odpowiednio po zgłoszeniu, że na terenie ich diecezji doszło do przestępstwa z udziałem duchownego.

– Nawet w sprawach, które były odpowiednio załatwione przez księży biskupów, również pada podejrzenie co do słuszności ich działania. Podam konkretny przykład takiego zarzutu. W 1993 roku zgłoszono do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez duchownego i po zbadaniu sprawy wydano decyzję, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. Jednak dzisiaj tworzy się komunikat zarzucający księdzu biskupowi, że nic nie zrobił w tej sprawie – wyjaśnił publicysta.

radiomaryja.pl

drukuj