fot. gov.pl

[TYLKO U NAS] M. Romanowski o tzw. ustawie antyprzemocowej: Osoba łamiąca zakaz zbliżania się do ofiary i  mieszkania, popełnia wykroczenie

Przewidzieliśmy odpowiedzialność wykroczeniową. Osoba łamiąca zakaz zbliżania się do ofiary i mieszkania popełnia wykroczenie, oznacza to, że grozi mu kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny – powiedział wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski we wtorkowym programie „Polski punkt widzenia” w TV Trwam.

W poniedziałek 30 listopada weszła w życie tzw. ustawa antyprzemocowa. Główne założenie ustawy zakłada, że sprawca przemocy po wydaniu odpowiedniego nakazu będzie musiał opuścić na 2 tygodnie mieszkanie z zakazem zbliżania się do niego.

– Rzeczywiście skuteczna pomoc, to pomoc szybka i natychmiastowa, szczególnie w przypadku tego typu przestępczości. Dotychczas było tak, że w momencie przemocy domowej, jeśli nie kwalifikowała się ona do zatrzymania w areszcie, sprawca pozostawał pod jednym dachem z ofiarą, która była narażona na dalszą agresję. Często zdarzało się też tak, że osoba pokrzywdzona musiała uciekać z domu – wyjaśnił gość programu „Polski punkt widzenia”.

Ze statystyk wynika, że częściej ofiarami przemocy domowej są kobiety. Marcin Romanowski podkreślił, że przed wprowadzeniem tzw. ustawy antyprzemocowej niejednokrotnie zdarzało się, że kobiety musiały uciekać razem z dziećmi z domu, by chronić siebie i dzieci przed napastnikiem.

Wiceminister zwrócił uwagę, że lewicowi i liberalni politycy, którzy w swoich postulatach powoływali się na ochronę praw kobiet, nie zatroszczyli się o ustawę chroniącą je przed przemocą.

– Ministerstwo Sprawiedliwości z polecenia ministra Zbigniewa Ziobry przygotowało te rozwiązania. Rząd Zjednoczonej Prawicy je zaproponował, a Sejm je przyjął. Rozwiązania te były bardzo potrzebne. Dotychczas istniała możliwość odizolowania sprawcy w oparciu o postanowienie sądu. Z naszych statystyk wynika, że takie postępowanie trwało średnio około 140 dni – poinformował polityk.

Wiceszef resortu sprawiedliwości wyjaśnił, iż „w praktyce oznaczało to, że sąd po 140 dniach podejmował decyzję, czy sprawca musi opuścić mieszkanie”. Teraz, dzięki wprowadzonym zmianom, decyzje te będą podejmowane szybciej.

– Przewidzieliśmy rozwiązanie w postaci postępowania uproszczonego w postępowaniu cywilnym (…). Ofiara będzie zwolniona z kosztów sądowych. Bardzo często niedopełnienie tego obowiązku powodowało przedłużanie się postępowania. W konsekwencji rozwiązania te zostały sprowadzone do tego, by sąd miał wyznaczony realny termin na rozstrzygnięcie sprawy – powiedział wiceminister sprawiedliwości.

Zgodnie z tzw. ustawą antyprzemocową sąd będzie miał 30 dni na podjęcie decyzji. Istotnym zapisem ustawy jest to, że w momencie interwencji policyjnej funkcjonariusze będą mogli wydać natychmiastowy nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę. Napastnik otrzyma także zakaz zbliżania się do miejsca zamieszkania przez okres 2 tygodni.

– Agresor otrzyma informację od policji, gdzie może się ewentualnie udać. Policja może także poinformować sprawcę przemocy o miejscach leczenia uzależnień, ponieważ często napastnicy uzależnieni są od alkoholu, narkotyków i innych używek – tłumaczył polityk.

Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło rozwiązania prawne dbające o to, by zakaz zbliżania się do miejsca zamieszkania i ofiar był przestrzegany przez oprawcę.

– Przewidzieliśmy odpowiedzialność wykroczeniową. Osoba łamiąca zakaz zbliżania się do ofiary i mieszkania popełnia wykroczenie, co oznacza, że grozi mu kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. Policja została zobowiązana do kontrolowania, czy agresor nie zbliża się do miejsca zamieszkania. Z doświadczeń innych krajów wiemy, że tego typu nakazy są co do zasady przestrzegane – poinformował gość programu „Polski punkt widzenia”.

W związku z wprowadzeniem ustawy chroniącej ofiary przemocy domowej pojawiły się głosy o niebezpieczeństwie wprowadzania w błąd funkcjonariuszy policji, co może skutkować wydaleniem z mieszkania niewinnej osoby. Marcin Romanowski potwierdził, że „istnieje takie niebezpieczeństwo”. Resort dołożył jednak wszelkich starań, by takie sytuacje nie miały miejsca.

– Przeprowadziliśmy bardzo obszerne, dobrze przygotowane i przyjęte szkolenia. Przeszkoliliśmy 30 tys. funkcjonariuszy policji i Żandarmerii Wojskowej. Te szkolenia były bardzo potrzebne, bo dotyczyły  mechanizmu stosowania tego nowego instrumentu – wyjaśnił wiceszef resortu.

Polityk poinformował, że „przed wydaniem nakazu policja będzie stosować pewne kryteria, uwzględniane wcześniej przy procedurze zatrzymania”.

radiomaryja.pl

drukuj