fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] M. Gróbarczyk: Po rządach PO-PSL stocznie wyglądały jak złomowiska

Mam do siebie dużo uwag, że zmiany w branży stoczniowej przeprowadzane są nie tak szybko, jak bym sobie tego życzył, ale to, co zastaliśmy po zamkniętych w 2008 r. przez rząd PO-PSL stoczniach, to były w zasadzie złomowiska. Te stocznie dopiero dziś nabierają życia – powiedział w programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk. Szef resortu zaznaczył, że jednym z priorytetów rządu PiS jest odbudowa w Polsce branży stoczniowej.

Jako Prawo i Sprawiedliwość z premedytacją od początku mówiliśmy, że podstawą w rozwoju gospodarki w kraju powinna być gospodarka morska, która musi mieć swój resort – powiedział Marek Gróbarczyk.

Nie można zarządzać tą branżą bez jednoznacznej obecności jej przedstawicielstwa. Na pierwszym miejscu zawsze podnosiliśmy kwestię przemysłu stoczniowego i okrętowego. Bez tego przemysłu nie ma gospodarki morskiej, nie ma faktycznie rozwoju gospodarki w kraju, bo stocznia jest tylko wielką montownią, która wykorzystuje podzespoły i całą sieć kooperantów z całego kraju, począwszy od ciężkiego przemysłu stalowego, jakim są huty, aż do elementów elektroniki, informatyki czy przemysłu precyzyjnego – wskazał minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

To wszystko tworzy jeden zwarty organizm, który musi być wzmocniony przez politykę państwa, bo tak jest w innych krajach – dodał.

Dziś trudno sobie wyobrazić świetnie funkcjonującą gospodarkę stoczniową, przemysł okrętowy w Niemczech bez wsparcia rządu. Chyba nikt sobie nie wyobraża, że mogłoby się to odbywać inaczej. Albo np. we Francji, która kolejny raz znacjonalizowała swoje stocznie. Nam natomiast przez lata wmawiano, że ten kapitał nie ma narodowości, że to tylko niewidzialna ręka rynku i konkurencja ma najistotniejszą rolę w tworzeniu branży, a przede wszystkim ta branża musi się sama uratować. I ratowała się do momentu, kiedy dekretem unijnym – zrealizowanym później ręką Donalda Tuska – nie wycięto branży z polskiego przemysłu – podkreślił gość „Rozmów niedokończonych”.

Od 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość powołało Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, które ma na celu mozolną odbudowę tej branży. Jest to ogromna sprawa, która musi być kontynuowana i realizowana – powiedział szef resortu i wskazał na działania, jakie musi podjąć ministerstwo.

Niezwykle istotne jest wprowadzenie bardzo szybkich działań w zakresie odbudowy przemysłu stoczniowego, uruchomienia żeglugi śródlądowej, przygotowania odpowiednich finansowań i zabezpieczeń pod kątem rozwoju polskiej żeglugi, w tym promów. Do tego dochodzi rybołówstwo, które powinno mieć bezwzględnie wsparcie państwa, bo ta branża bez wsparcia unijnego praktycznie nie może istnieć. Należy też wspierać szkolnictwo morskie. To wszystko ma tworzyć komplementarne rozwiązanie w ramach przyszłości funkcjonowania branży – zwróci uwagę Marek Gróbarczyk.

Sam mam do siebie dużo uwag, że zmiany w branży stoczniowej przeprowadzane są nie tak szybko, jak bym sobie tego życzył, ale to, co zastaliśmy po zamkniętych w 2008 r. przez rząd PO-PSL stoczniach, to były w zasadzie złomowiska. Te stocznie dopiero dziś nabierają życia – dodał minister gospodarki morskiej.

To się wiąże również ze skonsolidowaną stratą, którą te stocznie mają na swoim grzbiecie i których nie można w łatwy sposób usunąć, bo natychmiast zostaniemy zadenuncjowani przez opozycję do Unii Europejskiej, że tutaj odbywa się niedozwolona pomoc publiczna. W ten sposób natychmiast zostałyby podjęte kolejne działania. Dlatego rozwiązania, które podejmujemy muszą być w 100 proc. bezpieczne dla samych stoczni. Cały ten proces ma okres czasowy, który jest dla nas ogromnym wyzwaniem, aby go skrócić, by stocznie mogły jak najszybciej zacząć funkcjonować w oparciu o zdrowe aktywa i zdrowe finansowanie, jakie posiadają – zaznaczył gość TV Trwam.

RIRM

drukuj