fot. pixabay.com

[TYLKO U NAS] Ks. dr P. Kot: Czynnikiem bardzo znaczącym i wspólnym dla wielu powołań jest pragnienie służby drugiemu człowiekowi

Jeżeli mamy wspólnoty w Kościele, w których jest żywa wiara, zaangażowanie w życie wiary, to wtedy tam pojawiają osoby, którym łatwiej jest pójść za głosem serca, za głosem powołania. Natomiast tam, gdzie Kościół przeżywa jakąś stagnację, regres, jest zastały – nie ma entuzjazmu, który przekładałby się na przyjęcie głosu powołania – mówił w poniedziałkowej audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja ks. dr Piotr Kot, rektor Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Legnickiej, przewodniczący Zarządu Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych w Polsce.

Od niedzieli trwa Tydzień Modlitw o Powołania. Wierni Kościoła katolickiego proszą Boga o nowe powołania kapłańskie, misyjne i zakonne, aby znalazły się osoby, które poprowadzą Lud Boży.

– Musimy sobie uświadamiać, że każde powołanie, każda osoba powołana jest darem Pana Boga, jest darem dla Kościoła. Jeżeli jest wspólnota, która uświadamia sobie potrzebę pasterza, a więc kogoś, kto będzie głosił Ewangelię, sprawował sakramenty, wskazywał drogę Chrystusa, to wtedy pierwszą reakcją jest prośba skierowana do Pana Boga o to, żeby posłał takie osoby, wskazał takie osoby we wspólnocie i odpowiednio umocnił je wewnętrznie, żeby były gotowe podjąć głos powołania – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

Wskazał, dlaczego modlitwa o powołania jest konieczna, mimo że Bóg doskonale zna potrzeby swojej wspólnoty.

– On przecież wie, czego my potrzebujemy, ale chce, żebyśmy sami to wypowiedzieli, bo Pan Bóg chce, żebyśmy też mieli świadomość tego daru – podkreślił rektor Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Legnickiej.

Ks. dr Piotr Kot zwrócił uwagę, że należy sobie uświadomić, iż posiadanie przez wiernych pasterza nie jest wcale czymś oczywistym.

– Gdy czytamy w Starym Testamencie historie powoływania tych, którzy stali na czele Ludu Wybranego, Ludu Bożego, to widzimy, że to się wiązało z poszukiwaniem takich osób. Najlepszym obrazem dla tego jest historia króla Dawida, którego prorok Samuel poszukiwał w Betlejem pośrodku synów Jessego, a więc człowiek czy wspólnota musi podjąć pewien wysiłek, odnaleźć osoby powołane, żeby wskazać im, że głos, który w sobie słyszą, że światło, które w sobie noszą, jest światłem Bożym. Mamy w Starym Testamencie historię powołania proroka Samuela – potrzebny był kapłan Heli, żeby mu powiedzieć, że głos, który słyszy, jest głosem Pana Boga – mówił duchowny.

Przewodniczący Zarządu Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych w Polsce zaznaczył też, że trudno nam niekiedy zaakceptować pewne cechy osoby powołanej.

– Mamy obrazy idylliczne, wyidealizowane w odniesieniu do pasterzy, do prezbiterów, do diakonów, do osób zakonnych, a to są przecież ludzie, którzy wywodzą się z naszych rodzin, z naszych wspólnot parafialnych i zaczynamy stawiać im często wymagania, których nikt w świecie nie jest w stanie zrealizować – wskazał gość „Aktualności dnia”.

Z tego powodu potrzeba realizmu w kwestii wymagań stawianych kapłanom.

Rektor Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Legnickiej podkreślił, że większość kandydatów, którzy zgłaszają się do seminariów duchownych to osoby, które związane były wcześniej ze służbą liturgiczną. Wielu z nich jest też zaangażowanych w różne katolickie ruchy młodzieżowe, takie jak Ruch Światło-Życie, Neokatechumenat czy wolontariaty misyjne.

– Różne są ruchy, w których ci młodzi ludzie przeżywają jakąś przygodę wiary. Jest bardzo widoczne, że do seminarium najczęściej trafiają młode osoby, które mają rozbudzoną sferę wiary. Oczywiście bardzo ważnym środowiskiem rozpoznawania powołania jest rodzina i wspólnota parafialna. Słowo „wspólnota” jest dla mnie bardzo istotne, bo – jak sądzę – jeżeli mamy wspólnoty w Kościele – czy to parafialne, czy inne wspólnoty formacyjne, w których jest żywa wiara, zaangażowanie w życie wiary, to wtedy tam też się pojawiają osoby, którym łatwiej jest pójść za głosem serca, za głosem powołania. Natomiast tam, gdzie Kościół przeżywa jakąś stagnację, regres, jest zastały – nie ma entuzjazmu, który przekładałby się na przyjęcie głosu powołania – tłumaczył duchowny.

Sami powołani są to osoby, które – jak zauważył ks. dr Piotr Kot – szukają ewangelicznego radykalizmu.

– Dlatego czynnikiem bardzo znaczącym i wspólnym dla wielu powołań jest pragnienie służby drugiemu człowiekowi. Bardzo często kandydaci, którzy się zgłaszają, są pociągnięci jakimś przykładem: księdza, czy to księdza proboszcza, czy księdza wikariusza albo są pociągnięci przykładem postaci kogoś świętego w historii Kościoła i chcieliby, widząc zaangażowanie tych osób, ale też odbiór tych postaci przez wspólnoty parafialne czy inne, przez świat, zaangażować się w dzieło służby drugiemu człowiekowi – wyjaśnił rektor Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Legnickiej.

Choć obecna niechęć wielu środowisk do Kościoła zdecydowanie wpływa na małą liczbę powołań, to jednak – jak podkreślił rozmówca Radia Maryja – dzięki temu do seminariów duchownych trafiają osoby naprawdę zdecydowane, z realnym poczuciem misji.

Całość rozmowy jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj
Tagi: ,

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl