[TYLKO U NAS] J. K. Ardanowski: Musimy szukać działań, które uratują polskie rolnictwo

Musimy szukać różnych działań, które uratują polskie rolnictwo. Trzeba cenić, trzeba wspierać wszystkie działania, które mają pomóc – zwracał uwagę Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Wsi i Rolnictwa przy prezydencie RP, były minister rolnictwa, oceniając w piątkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja ostatnie działania rządu w kwestii pomocy rolnikom.

Minister rolnictwa Henryk Kowalczyk zapowiada, że wkrótce ulegnie zmianie kwestia przejścia na emeryturę w przypadku rolników. W myśl obowiązującego prawa, rolnik, aby móc otrzymywać świadczenie emerytalne, musi przekazać swoje gospodarstwo komuś innemu.

– To musi się zmienić, to będzie wreszcie jakiś element sprawiedliwości dziejowej. Przypomnę, że obowiązek zaprzestania produkcji rolniczej funkcjonuje już parędziesiąt lat, kiedy w ogóle rolnicy nabyli prawo do emerytury jako ostatnia – przez długie lata szykanowana – grupa społeczna – zwrócił uwagę gość „Aktualności dnia”.

Zaznaczył, że przedstawiciele innych grup zawodowych, przechodząc na emeryturę, nie muszą wyzbywać się swojego warsztatu pracy. Wyraził nadzieję, że ten krzywdzący zapis powinien przestać funkcjonować w okolicach połowy tego roku.

Sejm w czwartek uchwalił nowelę ustawy o podatku VAT, w myśl której jego stawki zostaną obniżone do zera na żywność, gaz oraz nawozy, do 5 proc. na ciepło oraz do 8 proc. na paliwa. Nowela stanowi element tzw. tarczy antyinflacyjnej 2.0. Ma ona wejść w życie wraz z początkiem lutego bieżącego roku.

– Musimy też wziąć pod uwagę bardzo złożoną sytuację, w jakiej znajdują się rolnicy, bo wszystkie te działania rządu mają pomóc konsumentom, obniżając ceny za żywność, za energię, w tym paliwo, gaz. To jest potrzebne. Tylko, że to dotyczy każdego konsumenta. Rolnicy są także konsumentami, bo przecież rodziny rolnicze również kupują żywność, kupują paliwo, płacą za energię elektryczną, gaz itd. Tylko, że to jest niewystarczające w przypadku gospodarstw rolnych prowadzących produkcję rolniczą, ponieważ rolnicy kupują dużą ilość środków do produkcji, których ceny również bardzo mocno podniosła drożyzna – wskazał Jan Krzysztof Ardanowski.

Potrzeba m.in. dużej ilości paliwa wymaganej do obsługi ciągników i innych maszyn rolniczych oraz energii elektrycznej do napędzania rozmaitych urządzeń czy choćby oświetlenia obiektów gospodarczych, które ze względu na występujący w naszej części świata klimat wymagają także ogrzewania.

– Dlatego ten wzrost kosztów bardzo w rolnictwo uderzył. Dobrze, że są redukcje m.in. podatku VAT, ale one – tu chcę wyraźnie powiedzieć – nie rozwiązują wszystkich problemów w rolnictwie. W przypadku VAT-u na nawozy to jest działanie, które popieram, ale ono będzie korzystne przede wszystkim dla tzw. ryczałtowców, czyli takich rolników, którzy nie rozliczają się z Urzędem Skarbowym – mają doliczany tzw. podatek należny, kiedy sprzedają swoje produkty – tłumaczył były minister rolnictwa.

Zwrócił też uwagę, że zerowy VAT na nawozy nie spowoduje, by ich cena spadła do przedkryzysowego poziomu. Wysokie ceny, chociażby niezbędnej do utrzymania przyzwoitych plonów saletry amonowej, spowodować mogą, że wielu rolników przestanie ją stosować, co z kolei przełoży się na drastycznie mniejsze zbiory. To zaś grozi utratą samowystarczalności żywnościowej w Europie.

– Wspierając ministra rolnictwa w jego działaniach, które mają pomóc rolnictwu, oczekuję twardych negocjacji z Komisją Europejską w celu wyegzekwowania zgody na wsparcie dla zakupu nawozów przez rolników. Premier wystąpił o to do Komisji Europejskiej – oznajmił przewodniczący Rady ds. Wsi i Rolnictwa przy prezydencie RP.

KE jednak bardzo niechętnie – jak podkreślił Jan Krzysztof Ardanowski – wyraża zgody na tego typu interwencyjne pomoce dla poszczególnych sektorów gospodarki.

– To nie ma być kolejny zastrzyk gotówki dla wszystkich gospodarstw, również tych, które stosują bardzo mało nawozów lub w ogóle ich nie stosują. Tu trzeba wprowadzić zasadę do jakiejś wysokości na gospodarstwo czy na hektar, ale na podstawie faktur zakupu, bo inaczej byłoby to bardzo krzywdzące. Są uprawy niewymagające zbyt dużo nawozów, uprawy dość ekstensywne (żyto do takich należy, użytki zielone w niektórych sytuacjach), ale są również uprawy, które wymagają dużego nawożenia, jak rzepak, buraki, zboża w intensywnej uprawie – wyjaśnił były minister rolnictwa, dodając, że bez tego typu wsparcia sobie nie poradzimy.

Sejm uchwalił w czwartek także przepisy, które przywracają płatność uzupełniającą zlikwidowaną od 2014 roku. Ma ona zwiększyć dochody rolników i wyrównać dopłaty bezpośrednie dla polskich rolników do średniej unijnej, gdyż są one niższe niż na Zachodzie.

– Pomimo tego, że jest nowy komisarz, Komisja Europejska w dalszym ciągu traktuje po macoszemu kraje naszej części Europy i dopłaty są niższe niż w państwach Europy Zachodniej. Polska, wchodząc do Unii Europejskiej, otrzymała dramatycznie niskie dopłaty, znacznie niższe niż te, które były w krajach, z którymi mamy konkurować, jeżeli chodzi o efektywność rolnictwa. Dlatego przez lata mieliśmy tzw. uzupełniającą płatność obszarową, czyli dopłatę z budżetu państwa do płatności, żeby chociaż trochę je podnieść. To skończyło się w 2013 r. z końcem perspektywy finansowej 2007-2013. Wtedy już rządzący nie widzieli potrzeby, żeby z budżetu państwa wspierać dopłaty podstawowe w rolnictwie – mówił gość „Aktualności dnia”.

Polityk zwrócił uwagę, że przywrócona dopłata uzupełniająca nie jest jednak zbyt duża.

– To jest 400 mln zł rocznie. Co roku taka kwota będzie przeznaczana na tę płatność uzupełniającą. To pozwoli zwiększyć dopłaty z budżetu krajowego o ok. 40 zł na hektar. Nie są to może jakieś bardzo duże pieniądze – jestem realistą i wiem, jakie są koszty i potrzeby w gospodarstwach rolnych – ale jest to kierunek, który absolutnie akceptuję i wspieram. Musimy szukać różnych działań, które mają uratować polskie rolnictwo – tłumaczył przewodniczący Rady ds. Wsi i Rolnictwa przy prezydencie RP.

Zaznaczył jednak, że przede wszystkim powinno się szukać sposobów na to, by rolnicy mieli godziwą zapłatę za to, co produkują w swoich gospodarstwach.

– Żeby w marży końcowej, którą płacimy jako konsumenci, udział dochodu rolnika był większy. Ale wszystko przed nami. To jest również zadanie dla nowego ministra, dla rządu. Niezależnie od tego, trzeba cenić, trzeba wspierać wszystkie działania, które mają pomóc – mówił Jan Krzysztof Ardanowski.

Wskazał, że obecna zła sytuacja polskiego rolnictwa stanowi zaledwie przedsmak tego, co niesie Europejski Zielony Ład.

– Może się okazać, że to będzie gwóźdź do trumny rolnictwa europejskiego. Oby do tego nie doszło. Polskie rolnictwo jest szczególnie ważnym działem gospodarki. Strategicznym działem gospodarki zapewniającym bezpieczeństwo żywnościowe, a jednocześnie utrzymanie dla milionów rodzin, utrzymanie krajobrazu, terenu, przyrody, tego wszystkiego, co rolnicy wobec społeczeństwa realizują, spełniają. Trzeba o to rolnictwo walczyć – powiedział gość „Aktualności dnia”.

W myśl Europejskiego Zielonego Ładu, do 2030 r. aż 25 proc. gruntów rolnych ma być uprawiane ekologicznie. Były minister rolnictw podkreślił, że jest to bardzo złożona kwestia.

– Bardzo wielu ludzi uważa, że żywność ekologiczna jest żywnością lepszą, zdrowszą, bezpieczniejszą, poprawiającą zdrowie. Ja również podzielam to zdanie, ale trzeba patrzeć bardzo realnie – zwrócił uwagę Jan Krzysztof Ardanowski.

Wskazał, że w Polsce w tej chwili jest 3 lub 4 proc. rolnictwa ekologicznego i nie ma żadnych wyraźnych oznak, by zainteresowanie nim wzrastało, ponieważ uprawa ekologiczna oznacza mniejsze plony i więcej pracy, w tym pracy ręcznej. Nie wzrasta też zainteresowanie żywnością ekologiczną ze strony konsumentów.

– Rozwijając rolnictwo ekologiczne – bo to jest kierunek rozsądny – trzeba wiedzieć, żeby tyle tego czynić, ile konsumenci będą chcieli, jakie będzie zapotrzebowanie rynku. W przeciwnym wypadku to jest jakaś utopia ekonomiczna. Nie można sobie wyobrazić, że opłacalność produkcji ekologicznej będziemy zapewniali tylko i wyłącznie przy pomocy bardzo wysokich dopłat – mówił były minister rolnictwa.

Dodatkowo cena żywności ekologicznej, by rolnik był w stanie godnie żyć z jej produkcji, powinna być znacznie wyższa niż taka, która zadowalałaby konsumentów. Dlatego też gość „Aktualności dnia” nazwał pomysł Komisji Europejskiej absurdem.

Całość rozmowy jest dostępna [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj