fot. twitter.com/A_Zapalowski

[TYLKO U NAS] Dr hab. A. Zapałowski: Władze zachodniej Ukrainy – zaczynając od Mościsk – podejmują próbę likwidacji szkolnictwa w języku polskim

Mając tylko cztery-pięć szkół polskich na Ukrainie, władze zachodniej Ukrainy podejmują pomalutku – zaczynając od Mościsk – próbę likwidacji szkolnictwa w języku polskim. Jeżeli by to przeszło bez echa, następnie uderzyliby w szkoły we Lwowie. Sprawa szkoły w Mościskach jest niezwykle ważna dla utrzymania symbolicznych resztek polskiej oświaty na Ukrainie – powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja historyk dr hab. Andrzej Zapałowski.

12 maja rada miasta Mościska na Ukrainie podjęła uchwałę w sprawie zmian dotyczących działającej w tym mieście polskiej szkoły. W uchwale zapisano m.in., że szkoła ma zmienić nazwę na Komunalny Zakład Ogólnej Średniej Oświaty „Liceum nr 3” w mieście Mościska Mościskiej Miejskiej Rady Obwodu Lwowskiego oraz zatwierdzić nowy statut szkoły, bazując na ukraińskich ustawach: oświatowej oraz o szkolnictwie średnim.

Dr hab. Andrzej Zapałowski zwrócił uwagę, że w Mościskach ponad 30 proc. mieszkańców stanowią Polacy.

– W 2002 roku rząd polski wybudował tam, poprzez kupno przedwojennych koszar, szkołę dla Polaków od pierwszej klasy do dziesiątej, czyli do szkoły średniej. To była umowa międzynarodowa, gwarantowana przez rządy obu krajów, że budynek zostanie przekazany na miejscową organizację polską, która będzie właścicielem, a będzie z niej bezpłatnie korzystać samorząd, ponieważ jest to szkoła publiczna – przypomniał rozmówca Radia Maryja.

Pod koniec kwietnia pojawiły się zarzuty pod adresem placówki oraz jej dyrekcji, które miały niewiele wspólnego ze stanem faktycznym.

– Pod koniec kwietnia w nacjonalistycznej prasie we Lwowie zaatakowano dyrekcję tej szkoły, tę szkołę, że ona powinna krzewić ukraińskość, a nie utrzymywać polskość w społeczności tam mieszkającej. Sformułowano wiele absurdalnych zarzutów, które oczywiście mijały się z prawdą. Na kanwie tego ataku na początku maja rada miejska w Mościskach, wespół z merem, który tak naprawdę bardzo często był gościem w Przemyślu na różnych uroczystościach, podjęli uchwałę, że zmieniają statut, że już Polak-obywatel ukraiński nie musi być dyrektorem szkoły i że szkoła będzie szkołą ogólnokształcącą – wskazał historyk.

– Zgodnie z tymi wszystkimi ustawami o językach, zwłaszcza w oświacie na Ukrainie, które wprowadzono kilka lat temu i nadal są kontrowersyjne, nauka w językach narodowych ma się odbywać w klasach I-V, a później język mniejszości narodowych ma być głównie językiem obcym. Tutaj jest jeszcze taka kwestia, że poprzez zmianę statutu tej szkoły dzieci nie miałyby możliwości uczenia się w języku polskim. Wiele środowisk zaczęło protestować. Z tego, co wiem, konsul polski we Lwowie rozmawiał z merem, rozmawiał z radnymi – dodał.

Dr hab. Andrzej Zapałowski podkreślił, że na Ukrainie żyje ok. 200 tysięcy Polaków, którzy mają do dyspozycji zaledwie kilka szkół, w których mogą uczyć się w języku polskim.

– Taka sama społeczność – a nawet może mniejsza – Węgrów na Zakarpaciu ma ok. 100 szkół dla mniejszości narodowej. Polska nie ma ani jednej szkoły np. w rejonie żytomierskim, gdzie mieszka ok. 100 tysięcy Polaków. Mając tylko cztery-pięć szkół polskich na Ukrainie, władze zachodniej Ukrainy podejmują pomalutku – zaczynają od Mościsk – próbę likwidacji szkolnictwa w języku polskim. Jeżeli by to przeszło bez echa, następnie uderzyliby w szkoły we Lwowie. Sprawa szkoły w Mościskach jest niezwykle ważna dla utrzymania symbolicznych resztek polskiej oświaty na Ukrainie – akcentował wykładowca akademicki.

Kwestię obrony zagrożonej ukrainizacją szkoły w Mościskach rozmówca Radia Maryja usiłował podjąć podczas sesji Rady Miejskiej Przemyśla. Złożył projekt rezolucji, w którym pojawił się apel do rady miasta w Mościskach (które jest miastem partnerskim Przemyśla).

– Część radnych, w tym – co mnie zaszokowało – radni PiS-u, radni SLD wstrzymali się od głosu, co nie pozwoliło wprowadzić tego punktu do porządku obrad. Tłumaczyli się, że 15 minut przerwy, którą dostali na zapoznanie się z tekstem na 1/3 strony to jest dla nich za mało. Podkreślałem, że czas gra rolę. Jeżeli za miesiąc czy półtora przyjmiemy taką rezolucję, to ona już nie będzie miała takiego dużego znaczenia – zaznaczył historyk.

radiomaryja.pl

drukuj