Spór o transport konny do Morskiego Oka. Lekarz wet. M. Perzyna: Duży udział w ruchu jest związany z kwestią stricte biznesową, czyli z pokusą, żeby ten transport przejąć i czerpać z niego zyski
Konie w Morskim Oku są najbardziej przebadane w Polsce z tego powodu, że zakusy na trasę do Morskiego Oka trwają już od 10-15 lat. I o ile trudno jest odsiadać ziarno od plew w tym wypadku, bo będą tam wśród głosów sprzeciwiających się czy poddających wątpliwość zasadność tego transportu, będą też głosy osób uczciwie, prawdziwie przejętych troską o zwierzęta. Duży udział w ruchu jest związany z kwestią stricte biznesową, czyli z pokusą, żeby ten transport przejąć i czerpać z niego zyski, czy to przy użyciu takich, czy innych urządzeń innych niż konie – mówił Maciej Perzyna, lekarz weterynarii, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Tzw. obrońcy zwierząt i ekoaktywiści z asfaltów Warszawy tym razem blokowali trasę na Morskie Oko. Protestowali przeciwko wykorzystaniu koni do zaprzęgów na górskiej trasie [czytaj więcej]. Policja poprosiła o wsparcie lekarza weterynarii z innej części Polski w celu wyjaśnienia sprawy. Tak na trasę do Morskiego Oka trafił Maciej Perzyna, lekarz z Podkarpacia.
– Policja poszukiwała lekarza, który byłby odpowiednio odległy geograficznie i z jakimś rozeznaniem właśnie w koniach i może ze śmiałością do skonfrontowania się z krzykaczami z organizacji patoprozwierzęcych do zabezpieczenia, na wypadek gdyby ktoś z organizacji chciał mówić, że któryś koni jest niezdolny z przyczyn medycznych do pracy i żeby można było wówczas przeprowadzić badanie. Zgodziłem się – wyjaśnił lekarz weterynarii.
Gość Radia Maryja zwrócił uwagę, że protesty pseudoekologów mają drugie dno.
– Konie w Morskim Oku są najbardziej przebadane w Polsce z tego powodu, że zakusy na trasę do Morskiego Oka trwają już od 10-15 lat. I o ile trudno jest odsiadać ziarno od plew w tym wypadku, bo będą tam wśród głosów sprzeciwiających się czy poddających wątpliwość zasadność tego transportu, będą też głosy osób uczciwie, prawdziwie przejętych troską o zwierzęta. Duży udział w ruchu jest związany z kwestią stricte biznesową, czyli z pokusą, żeby ten transport przejąć i czerpać z niego zyski, czy to przy użyciu takich, czy innych urządzeń innych niż konie – zaznaczył Maciej Perzyna.
Zwrócił uwagę, że mówienie wprost o chęci worzenia turystów meleksami źle brzmi, więc szukają innych metod, aby osiągnąć cel biznesowy.
– Jest więc koncepcja, że troszczymy się o konie, te konie tam cierpią, trzeba je stamtąd zabrać, a w alternatywie dopiero zaczniemy wozić ludzi meleksem. Taki ruch narasta. W związku z powyższym teraz już od wielu lat odbywają się tam komisyjne badania. Jest komisja, w skład której wchodzi trzech lekarzy weterynarii. Jeden jako przedstawiciel powoływany czy wybierany przez Tatrzański Park Narodowy, jeden zatrudniany, wskazywany przez właśnie fiakierów i jeden będący przedstawicielem powoływanym czy zatrudnianym przez organizacje półzwierzęce. Taki zespół komisyjnie przeprowadza badania koni, które pracują na trasie do Morskiego Oka – wskazał lekarz weterynarii.
Maciej Perzyna wraz ze znajomym nagrali film pokazujący, jak wygląda wóz i cały zaprzęg konny używany przez fiakierów.
– Ciągnąć jedną ręką za ten dyszel, spokojnie jestem w stanie ruszyć ten wóz do przodu. On ma pewną inercję, potem można go zatrzymać, ruszyć go do tyłu. Porównałbym ten opór toczenia i to akurat na takim parkingu gruntowym, nie na asfalcie, tak jak ciągną to konie, tylko oczywiście pusty wóz, do ciężaru, jakbym podnosił coś rzędu 20-30 kilogramów. Czyli to taki wysiłek z mojej strony. Ten wóz, nie obawiam się tego powiedzieć, to jest dzieło sztuki w literaturze naukowej – podkreślił gość Radia Maryja.
– W anglosaskiej literaturze naukowej, jeżeli gdzieś się podaje wzorzec urządzenia badawczego, wzorzec urządzenia użytkowego, czy odnosi się, że coś powinno być najlepsze z możliwych dostępnych na rynku w jakichś regulacjach, bo oczywiście zmienia się dostępność, urządzenia ewoluują, to tam jest sformułowanie „state of art”, czyli że urządzenie jest na poziomie dzieła sztuki i ten fasiąg, jeżeli weźmiemy pod uwagę użytkowe pojazdy konne, to jest właśnie dzieło sztuki . Poziom „state of art” – lekki, pakowny, po prostu lepiej się tego nie da stworzyć – dodał.
Lekarz weterynarii zalecił wszystkim troszczącym się o konie, aby dotarli do publikacji pt: „Transport konny”.
– Ona jest z autorstwa dwóch panów (…). Tam jest siła konia czy wkład, jaki on musi włożyć w ciągnięcie jest wyrażony w kilogramach. I przeliczając masę konia właśnie na kilogramy, można później przeliczyć czy wstawić w określone dane tabelaryczne masę całego pojazdu, skorygować to, bo to też jest ujęte w książce z 1958 roku, o jakość nawierzchni, tam są cztery klasy gruntu, czyli asfalt jako ten najlepszy, później gruntowa lepsza, gorsza i zła i o nachylenie trasy. Jeżeli to wszystko uwzględnimy, to nadal okazuje się, że te konie ciągnąc tego rodzaju pojazd, na takiej trasie, wykonują około 30 proc. swoich możliwości, tego, co mogłyby robić, kiedy by pracowały przez cały dzień. Te normy ustawione były dla koni, które pracowały jako środek produkcji, przedsiębiorstwa w transportowych fabrykach. A one tutaj pracują dwie godziny – akcentował lekarz.
Całą rozmowę z Maciejem Perzyną można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl




