SN: W. Sumliński ostatecznie uniewinniony ws. płatnej protekcji przy weryfikacji oficera WSI

Dziennikarz Wojciech Sumliński jest już ostatecznie uniewinniony w sprawie płatnej protekcji przy weryfikacji oficera Wojskowych Służb Informacyjnych. Sąd Najwyższy postanowił dziś, że złożona, a następnie wycofana przez prokuraturę kasacja w jego sprawie nie będzie rozpoznawana.

SN wróci natomiast do rozpatrywania kasacji od wyroku skazującego na cztery lata więzienia i ponad 54 tys. zł grzywny drugiego oskarżonego – b. oficera WSI Aleksandra L. Kasacje na jego korzyść wniosła zarówno obrona jak i mazowiecki wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej ds. przestępczości i korupcji. Ponieważ jednak prokuratura chce wycofać się także z tej kasacji, zgodnie z przepisami, musi uzyskać na to zgodę Aleksandra L. SN wyznaczył jej 14 dni.

Broniąca Wojciecha Sumlińskiego mec. Konstancja Puławska podkreślała po ogłoszeniu postanowienia SN, że „cieszy się, iż sprawa wreszcie się kończy”.

„Cieszę się, że prokuratura cofnęła tę kasację i nareszcie po tylu latach procesu zachowuje się jak oskarżyciel publiczny w stosunku do skazanego L., a nie jak jego obrońca” – powiedziała mecenas.

Konstancja Puławska dodała, że jeżeli SN uchyli sprawę b. oficera WSI do ponownego rozpoznania „to jej klient będzie uczestniczył w rozprawach, ale już w charakterze świadka”. „Dla niego dzisiaj ta sprawa się definitywnie, pozytywnie kończy. To dla nas duża ulga, sprawiedliwości stało się zadość” – mówiła.

W grudniu 2009 r. Wojciech Sumliński i Aleksander L. zostali oskarżeni przez warszawską prokuraturę apelacyjną o powoływanie się od grudnia 2006 r. do stycznia 2007 r. na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej WSI i podjęcie się – w zamian za 200 tys. zł – załatwienia pozytywnej weryfikacji oficera WSI płk. Leszka T. Ten oficer tajnych służb wojska jeszcze z PRL ostatecznie został negatywnie zweryfikowany. Oskarżonym groziło do ośmiu lat więzienia.

Sześć lat później, w grudniu 2015 r., Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli uniewinnił Wojciecha Sumlińskiego oraz skazał na cztery lata więzienia i ponad 54 tys. zł grzywny Aleksandra L. Wyrok ten został we wrześniu 2016 r. utrzymany przez warszawski sąd okręgowy.

Kasacje w tej sprawie początkowo złożyła zarówno obrona L. jak i prokuratura (na niekorzyść Sumlińskiego i na korzyść b. oficera WSI – PAP). Ta ostatnia, pod koniec kwietnia br., wystąpiła jednak do SN z pismem cofającym kasacje.

„Uznano, że zarzut kasacji dotyczący braku dokonania należytej kontroli instancyjnej wyroku jest zarzutem dotyczącym materiału dowodowego, zaś na etapie postępowania kasacyjnego przed SN niedopuszczalna jest ponowna kontrola poprawności oceny poszczególnych dowodów i weryfikacja zasadności ustaleń faktycznych” – poinformowała wówczas rzeczniczka prasowa PK prok. Ewa Bialik.

W komunikacie prokuratury dodano, że treść kasacji w dużej mierze świadczyła o tym, że jej autor domagał się „w istocie ponowienia kontroli prawidłowości ustalonych przez sąd rejonowy faktów”, przeciwstawiając wywodom sądu rejonowego inną wersję zdarzenia. Ponadto – jak dodała Bialik – zarzut kasacji był pozbawiony „wskazania konkretnych uchybień i skutków, co uniemożliwia prawidłowe rozpoznanie tak sformowanego pisma procesowego”.

L. od początku przyznawał się do zarzucanego mu czynu i sam wnosił o wymierzenie mu takiej kary, jaką otrzymał. Za okoliczności łagodzące w grudniu 2015 r. sąd rejonowy uznał, że L. stał się ofiarą prowokacji Leszka T. (zmarł w 2012 r.), któremu w rzeczywistości na tej weryfikacji nawet nie zależało. Sąd ustalił też, że L. dramatycznie potrzebował pieniędzy, by pomóc ciężko chorej żonie.

Śledztwo zainicjował Leszek T., który nagrywał rozmowy z płk. L. i Sumlińskim. W listopadzie 2007 r., po przegranych przez PiS wyborach, zawiadomił o sprawie ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, który poinformował o niej ABW. Sprawa nabrała rozgłosu w mediach w 2008 r., gdy sąd – po uwzględnieniu zażalenia prokuratury – zdecydował o aresztowaniu W. Sumlińskiego. Dzień później dziennikarz próbował popełnić samobójstwo w warszawskim kościele. Po tym zdarzeniu odstąpiono od jego aresztowania. Przez pewien czas aresztowany był natomiast L.

Dziennikarz od początku nie przyznawał się do winy. Mówił, że była to prowokacja T. wymierzona m.in. w Komisję Weryfikacyjną kierowaną przez Antoniego Macierewicza. W mediach zwracał uwagę na prowadzone przez siebie dziennikarskie śledztwa i sugerował, że „mógł się tym narazić wielu osobom”. Media ponownie nawiązywały do tej sprawy w 2012 r., kiedy zmarł Leszek T., mający zeznawać w procesie. Prokuratura podała, że przyczyną śmierci była niewydolność krążenia. Śledztwo w sprawie jego śmierci umorzono.

W 2014 r. przez prawie 4 godziny prezydent Komorowski zeznawał jako świadek w tym procesie – rozprawa odbyła się w Pałacu Prezydenckim.

„Sugeruje się moje dziwne kontakty z WSI” – oświadczył wtedy Komorowski.

Przekonywał, że wszystkie jego kontakty z WSI „zawsze miały charakter formalny, wynikający z przełożeństwa nad nimi w roli wiceszefa czy też szefa MON”. „Niektórzy chwytają się brzytwy, a nawet brzydko się chwytają” – oświadczył.

PAP/RIRM

drukuj