fot. PAP/Adam Warżawa

Sąd Najwyższy nie przyjął do rozpoznania kasacji L. Wałęsy

Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia do rozpoznania skargi kasacyjnej wniesionej przez pełnomocnika Lecha Wałęsy ws. wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 2019 r. nakazującego b. prezydentowi przeproszenie b. pracownika Stoczni Gdańskiej Henryka Jagielskiego za nazwanie go agentem Służby Bezpieczeństwa.

Jak poinformowała we wtorek PAP koordynator ds. kontaktów z mediami Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Joanna Organiak, postanowienie o odmowie przyjęcia do rozpoznania skargi kasacyjnej pełnomocnika Lecha Wałęsy SN wydał 18 czerwca.

„13 lipca odpis tego postanowienia Sądu Najwyższego przekazaliśmy stronom procesu” – dodała.

O sprawie jako pierwszy, powołując się na Krzysztofa Wyszkowskiego, poinformował portal wPolityce.pl. Zacytował on m.in. wpis na Twitterze b. działacza WZZ Wybrzeże: „Ikona Tuska na kolanach! Sąd nakazał Wałęsie zapłatę odszkodowania stoczniowcowi, na którego donosił SB. Bolek zapierał się, że nie wykona tego wyroku, ale teraz będzie płacił 500 zł za każdy dzień zwłoki. Ironia losu polega na tym, że kapuś tyle brał za każdy swój podły donos!”

7 maja ub. roku Sąd Apelacyjny orzekł prawomocnym wyrokiem, że Lech Wałęsa ma przeprosić byłego pracownika Stoczni Gdańskiej Henryka Jagielskiego za nazwanie go agentem SB.

Obaj pracowali razem w Stoczni Gdańskiej w latach 70. ub. wieku. Henryk Jagielski zarzuca Wałęsie, że ten w przeszłości donosił na niego jako TW „Bolek”.

W lutym 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku, rozpatrując pozew o ochronę dóbr osobistych b. pracownika Stoczni Gdańskiej, orzekł, że b. prezydent RP ma przeprosić Henryka Jagielskiego „za bezpodstawne oskarżenie” na Twitterze, na portalach gazeta.pl i dziennik.pl oraz listownie. Lech Wałęsa został też zobowiązany do zapłacenia 15 tys. zł zadośćuczynienia powodowi. B. prezydent złożył apelację od tego wyroku.

Sąd Apelacyjny uznał, że Lech Wałęsa ma przeprosić Henryka Jagielskiego za nazwanie go tajnym współpracownikiem SB oraz za twierdzenie, że w latach 50. XX wieku Jagielski zawarł „tajne, antykomunistyczne przymierze z dwoma kolegami, w którym miała obowiązywać zasada, iż w przypadku zdrady jednego z członków przymierza członek zdradzony był uprawniony do wykonania na nim wyroku śmierci”. Takie stwierdzenia z ust Lecha Wałęsy w stosunku do Henryka Jagielskiego padły 20 stycznia 2017 r. podczas konferencji naukowej organizowanej przez Instytut Pamięci Narodowej.

Sąd Apelacyjny zakazał jednocześnie Lechowi Wałęsie dalszego rozpowszechniania takich twierdzeń.

Sąd Apelacyjny uwzględnił jedynie część apelacji Lech Wałęsy dotyczącą jego słów, że Henryk Jagielski pobił kolegę w stoczni w latach 70. Sąd uznał, że w tym przypadku miało miejsce takie zdarzenie i b. prezydent mógł wyrazić taką opinię.

Henryk Jagielski pozwał Lecha Wałęsę do sądu za nazwanie go tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Domagał się przeprosin i 20 tys. zł zadośćuczynienia. W toku procesu przed sądem I instancji powód zarzucił także pozwanemu mówienie nieprawdy o jego przynależności do „jakiegoś dziwnego stowarzyszenia o zbrodniczym charakterze” oraz że „pobił kolegę w stoczni w latach 70”.

Rejestrację Henryka Jagielskiego potwierdził podczas procesu przed sądem niższej instancji dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz. Przyznał wówczas, że pracując wraz z Piotrem Gontarczykiem nad książką „SB a Lech Wałęsa” (wydaną w 2008 r. przez IPN) odkrył, że SB zarejestrowała Henryka Jagielskiego w latach 60. jako tajnego współpracownika o pseudonimie „Rak”.

Historyk przyznał przed sądem, że przypadek Henryka Jagielskiego to sprawa „dość złożona”.

„Po rozmowach z Henrykiem Jagielskim, jak i kwerendzie akt uznałem, że ta historia jest incydentalna. Doszedłem do wniosku, że być może doszło do spotkania powoda z funkcjonariuszem SB, który mógł uznać tę rozmowę jako werbunkową i na tej podstawie dokonać rejestracji. Powód mówił mi na przykład, że w tym okresie próbował wraz z kolegami uciec z kraju do Szwecji, ale ten pomysł został przez służby udaremniony” – dodał.

W ocenie Sławomira Cenckiewicza, sama rejestracja kogoś jako tajnego współpracownika nie wystarcza, żeby uznać taką osobę za agenta.

PAP

drukuj