fot. PAP/Wojtek Jargiło

Rządzący w ogniu pytań dot. bezpieczeństwa Polski. Politycy PiS-u krytykują opóźnioną reakcję służb i brak koordynacji w związku z aktem dywersji

Politycy Prawa i Sprawiedliwości pytali w Sejmie przedstawicieli rządu o skuteczność i koordynację działań służb podległych premierowi w związku z atakami dywersyjnymi na infrastrukturę kolejową.

Poseł Urszula Rusecka zarzuciła władzom nieudolną i sprzeczną komunikację, opieszałą reakcję, a skandalem nazwała fakt, że sprawcy zdążyli uciec z kraju.

– Co innego mówi premier, co innego mówi wicepremier, co innego mówi rzecznik, a rzecznik mówił wczoraj, że zadziałało to, co miało zadziałać. Co to jest za odpowiedź? Jesteście zupełnie nieodpowiedzialnym rządem, rządem nieprofesjonalnym, który doprowadził do tego, że ta reakcja była opóźniona. Ileś pasażerskich pociągów tą trasą przejechało. A czy prawdą jest, że na tej strategicznej linii kolejowej odbywały się wcześniej ćwiczenia z reagowania kryzysowego? Po takim zgłoszeniu obywatelskim powinna być reakcja natychmiastowa. Powinniście mieć to wszystko przećwiczone, a nie narażać mieszkańców i Polaków – wskazywała pos. Urszula Rusecka.

Na zarzuty opozycji odpowiadał m.in. minister Tomasz Siemoniak. W ocenie polityka procedury zadziałały właściwie, a pytania opozycji określił „atakiem na służby”.

– Nie rozumiem tego, że nie chce pani zwrócić uwagi na to, że działania służb od samego początku – specjalistów, pirotechników, ekspertów – wymagały kilku godzin, żeby ustalić podstawowe fakty. Pierwszym informującym opinię publiczną była policja. Następnie nastąpiły dalsze komunikaty. Mówiłem o konferencji prasowej czterech ministrów. Proszę być w takich sprawach poważnym – stwierdził Tomasz Siemoniak.

Politycy PiS-u w ramach interwencji poselskiej udali się w środę na miejsce, gdzie doszło do aktów dywersji. Jak relacjonowali w mediach społecznościowych, zastali tam m.in. samochody na białoruskich tablicach, zerwaną policyjną taśmę i brak naszych służb na miejscu. Posłowie PiS-u mówili też o obecnych tam osobach podających się za ,,włoskich dziennikarzy” i wypytujących ich o to, co sądzą o Władimirze Putinie.

W ocenie posłów opozycji to, co zastali w miejscowości Mika, to dowód na niekompetencję rządu w kluczowej dla naszego bezpieczeństwa sprawie.

RIRM

drukuj