fot. Monika Bilska

Rośnie presja, by odbierać Polsce unijne środki

Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której krytykuje Komisję Europejską za – jego zdaniem – opieszałe działania wobec Polski i Węgier. Rośnie presja, by odbierać Polsce unijne środki, co potwierdza także list jednego z unijnych komisarzy.

 Debat dotyczących praworządności w Polsce było już wiele w Parlamencie Europejskim. Wielokrotnie apelowano o odebranie unijnych środków „niepokornym” państwom, jednak pierwszy raz PE w rezolucji grozi Komisji Europejskiej. Europosłowie chcą wymusić na niej zamrożenie środków dla państw, które rzekomo łamią praworządność. Praworządność, która nie ma żadnej konkretnej definicji.

 – Tutaj nie chodzi o praworządność. Chodzi o to, żeby zmusić Polskę do ugięcia się, położyć ją na łopatki i na kolana. Chcą, żebyśmy mordowali nienarodzone dzieci i zniszczyli rodzinę – podkreślił prof. Zbigniew Krysiak z Instytutu Myśli Schumana.

Za rezolucją, która może doprowadzić do odebrania Polsce środków unijnych zagłosowali politycy polskiej opozycji: Platformy Obywatelskiej i Lewicy.

– Musimy reagować, musimy działać, kiedy jest to konieczne i niezbędne – powiedział Andrzej Halicki z PO, poseł do Parlamentu Europejskiego.

W rezolucji zagrożono Komisji Europejskiej, że jeśli nie użyje mechanizmu praworządności, to musi liczyć się z konsekwencjami – nawet z wnioskiem o wotum nieufności w Parlamencie Europejskim.

 – Może Komisja nie ma już motywacji. Uważa, że się nie da. Pytam, bo mijają dwa lata działania Komisji, a KE nie podejmuje konkretnych działań, gdy polski rząd łamie prawa osób LGBT+, odbiera kobietom prawo do aborcji i atakuje konwencję antyprzemocową – mówiła europoseł Sylwia Spurek.

Rezolucja jest dowodem na to, że problemy z demokracją i praworządnością dotyczą nie Polski, a Unii Europejskiej. „Jest to akt jawnie antydemokratyczny i niepraworządny” – podkreślił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– Nasza odpowiedź może być tylko jedna: to odpowiedź zdecydowanego sprzeciwu i braku zgody na tego rodzaju ingerowanie w sfery zastrzeżone polską konstytucją do kompetencji wyłącznie organów polskiego państwa oraz braku zgody do narzucania pod groźbą szantażu ekonomicznego swojej woli i agendy ideologicznej – zwrócił uwagę Zbigniew Ziobro.

Mechanizm, którego użycia domaga się Parlament Europejski, nie ma żadnych konkretnych procedur. Analizy prawne wskazują, że jest niezgodny z traktatami. Nie ma też jasnej definicji praworządności.

 – Trwa w tej chwili proces pozbawiania wpływu Polaków na własne państwo. To proces, który jest niezwykle groźny, ale który równocześnie jest bardzo mało upowszechniony w świadomości społecznej – podkreślił Patryk Jaki, poseł do Parlamentu Europejskiego.

Prób ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski jest więcej. Komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders domaga się od polskiego rządu wycofania wniosku do Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego wyższości prawa krajowego nad orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

 – Pan Reynders, który tak wiele mówi o sądach, powinien szanować to, że polski rząd chce się odwołać do decyzji sądu konstytucyjnego – akcentował minister sprawiedliwości.

Unijny urzędnik przekonuje, że wniosek podważa zasady prawa unijnego, lojalnej współpracy i praworządności oraz kwestionuje autorytet trybunału w Luksemburgu. Premier Mateusz Morawiecki zaznaczył, że miał prawo złożyć taki wniosek.

 – Propozycje, które płyną z Komisji Europejskiej nie mają dzisiaj odniesienia do stanu faktycznego, który zaistniał po skierowaniu pytania do TK. Nie zamierzam wycofywać tego pytania – oznajmił szef polskiego rządu.

Polski Trybunał Konstytucyjny w przeszłości potwierdzał już wyższość polskiej konstytucji nad prawem europejskim.

TV Trwam News

drukuj