PAP/Rafał Guz

Rolnicy krytyczni wobec projektu „Piątki dla zwierząt”. „Nie wiem, gdzie iść prosić o pomoc. Nie chce mi się po prostu żyć, jak na to wszystko patrzę”

Na dzisiejszym posiedzeniu Sejmu posłowie zajmą się kilkoma projektami, wśród których znajduje się projekt autorstwa PiS, nazywany „Piątką dla zwierząt”. Krytycznie wobec tej propozycji wypowiadają się rolnicy, w których najmocniej uderzyłyby zaproponowane przez partię rządzącą zmiany.

Do poparcia projektu ustawy zachęcał w mediach społecznościowych prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Co ciekawe, rządzące ugrupowanie może liczyć w tej sprawie na poparcie części posłów Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy, a także organizacji prozwierzęcych – Fundacji Viva! oraz Stowarzyszenia Otwarte Klatki [więcej].

Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski wystosował z kolei list do polityków PiS. Przestrzegł w nim przed konsekwencjami politycznymi przyjęcia zmian w ustawie o ochronie zwierząt [więcej]

Mocnych słów w odniesieniu do projektu ustawy nie szczędzą również rolnicy. Przewidywana w ramach „Piątki dla zwierząt” likwidacja hodowli zwierząt futerkowych odbije się również na sytuacji innych gałęzi polskiego rolnictwa.

Rolnicy podkreślają, że obecnie branża i tak znajduje się w trudnej sytuacji w związku z tzw. pandemią.

– Nam już jest ciężko w tej chwili. Ja sam już nie wiem, ile ja mam naodkładać tych kredytów, gdzie iść prosić o pomoc. Mi się już nie chce po prostu żyć, jak na to wszystko patrzę! 40 lat mojego życia dla państwa i co? Ktoś mi mówi: won?! – mówi jeden z rolników.

Rolnicy nie zgadzają się również na to, aby na teren ich gospodarstw mogli wchodzić aktywiści ekologiczni, którzy nie mają ku temu odpowiednich kwalifikacji.

– Do swojego gospodarstwa rolnego nie zamierzam wpuścić żadnej osoby, która będzie mi mówiła, że mam robić tak czy inaczej. Takie prawo ma tylko powiatowy lekarz weterynarii, który skończył studia, który zdał egzaminy i który zdał kwalifikację do tego, aby takie decyzje podejmować bądź zalecić jakieś leczenie – przypomina Patrycja Stempniak.

Michał Nowacki zwraca uwagę, że z powodu pomysłów przedstawianych przez obecny rząd wielu młodych rolników zastanawia się nad sensem dalszego prowadzenia gospodarstw rolnych.

– Co do utrzymywania zwierząt futerkowych – można się z tym zgadzać bądź nie, ale prawda jest taka, że wyjęcie jednego elementu z całej układanki rolniczej nie wpłynie pozytywnie, a wręcz negatywnie. Rolnictwo to zbiór naczyń połączonych i sztuczne wyrzucanie pewnej gałęzi rolnictwa jest po prostu złe. Gdyby nie było popytu na futra, branża futrzarska by nie istniała – zauważa.

Takie działania, które chce zaproponować rządząca większość, powinny być poprzedzone rozmowami, a przede wszystkim z uwzględnieniem tego, co dzieje się na rynku – wskazuje Grzegorz Bardowski.

– Jeżeli chcecie coś zmienić, to namawiajcie ludzi, rozmawiajcie z nimi. Ale nie tak, że przychodzicie i narzucacie coś komuś, zamykacie gospodarstwa, przedsiębiorstwa. Dzisiaj ta branża, jutro inna. Żaden z nas nie będzie mógł w spokoju rozwijać swojego biznesu w Polsce – zaznacza.

Marek Studziński zwraca uwagę na złą sytuację w wielu sektorach rolnictwa.

– Rynek trzody załamuje się. To już jest katastrofa. (…) Rynek wołowiny, rynek drobiu – a to wszystko pociągnie na końcu rynek zbóż. Patrzę na to i się zastanawiam, czy jest jeszcze ta przyszłość w rolnictwie? Nie ma, naprawdę nie ma. Mój znajomy chciałby zrezygnować z trzody chlewnej, ale mówi, że nie zrezygnuje, bo wziął dofinansowanie na budowę chlewni i teraz pięć lat musi jeszcze to ciągnąć. To jest po prostu jakaś patologia – mówi.

Dziś rolnicy z całego kraju zjeżdżają się do Warszawy, aby pod siedzibą Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej protestować przeciwko proponowanym zmianom.

radiomaryja.pl

drukuj