fot. PAP

Rolnicy kontynuują protest w Białymstoku

Podlascy rolnicy kontynuują protest przed Urzędem Wojewódzkim w Białymstoku. Bez porozumienia zakończyło się spotkanie z wiceministrem środowiska, głównym konserwatorem przyrody Piotrem Otawskim.

Gospodarze protestują przeciwko zbyt niskim odszkodowaniom za szkody dzików w uprawach. Domagają się rozmów z ministrem rolnictwa Markiem Sawickim. Jeśli szef resortu nie przyjedzie do Białegostoku to być może rolnicy pojadą do Warszawy.

Wiceminister powiedział, że jeśli skala polowań na dziki nie będzie wystarczająca w ciągu dwóch miesięcy odbędzie się tzw. odstrzał zastępczy. Dodał, że im szybciej myśliwi zredukują dziki i dostaną za to pieniądze, tym szybciej wypłacą odszkodowania rolnikom.

Krzysztof Tołwiński, samorządowiec i organizator protestu, powiedział, że sama ranga urzędnika desygnowanego na spotkanie przez resort pokazuje podejście do spraw rolników.

– To jest właśnie takie zaognianie konfliktu, próba przeciągania sprawy, grania na emocjach zdesperowanych ludzi. Na dzień dzisiejszy niszczone są uprawy ze względu na szkody łowieckie, w dniu dzisiejszym np. 30 proc. powierzchni 100 ha, czyli 30 ha. Jest to strata co najmniej blisko 100 tys. dla rolnika. W związku z tym tracimy przychody, płynność finansową. Gospodarstwa są doprowadzane do bankructwa przez nadmierną populację dzików. Rząd nie robi depopulacji. Zagraża nam ASF w chlewniach i oborach. Tu nie zapłacą tylko rolnicy, ale także Skarb Państwa – wszyscy płacimy jako podatnicy. W związku z tym, taka arogancja rządu nie jest w ogóle zrozumiała dla ludzi – powiedział Krzysztof Tołwiński.

W komisjach szacujących szkody łowieckie, oprócz myśliwych, zasiądą także przedstawiciele izb rolniczych, gmin oraz samorządu województwa.

Odszkodowania będą – jak dotychczas – wypłacać koła łowieckie. Protestujący chcą, by to nie koła łowieckie a Skarb Państwa wypłacał odszkodowania.

RIRM

drukuj