fot. PAP/EPA

Rada Rosja – NATO

W Brukseli spotkali się ambasadorowie NATO i Rosji. Narada odbywa się cztery dni po szczycie Sojuszu Północnoatlantyckiego w Warszawie, na którym zapadła decyzja o wzmocnieniu wschodniej flanki Paktu Północnoatlantyckiego.

To drugie spotkanie ambasadorów NATO i Rosji od czasu, kiedy Sojusz ograniczył kontakty z Moskwą po aneksji Krymu ponad dwa lata temu. Po raz pierwszy do wspólnej narady po długiej przerwie doszło w kwietniu – mówi politolog prof. Piotr Mickiewicz i wskazuje, że pewnym standardem było zawsze to, że po szczytach Sojuszu, odbywało się spotkanie na linii NATO-Rosja. Politolog dodaje, że o spotkanie poprosili sami Rosjanie.

– To wskazuje, że polityka pokazania siły przez NATO przyniosła pewne rozwiązanie i nastąpiło pewne otrzeźwienie wśród polityków rosyjskich. To potrząsanie szabelką nie prowadzi do czego innego tylko do zaostrzenia konfliktu, a to prosta droga, by sytuacja wymknęła się pod kontroli. To jest próba wyjścia z twarzą dla obu stron po decyzjach, które zostały zaaprobowane w Warszawie – wskazuje prof. Mickiewicz.

Sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg zwołał Radę NATO-Rosja, gdyż – jak powiedział – „Rosja jest naszym najbliższym sąsiadem i jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Nie możemy i nie powinniśmy izolować Rosji”. Jens Stoltenberg zapewniał, że wspólna narada nie oznacza powrotu do normalnej współpracy Sojuszu z Rosją.

Politolog dr Grzegorz Gil przypomina, że Sojusz określił na szczycie nową doktrynę i praktykę odstraszania Rosji.

– Spełnia się polityczna wizja Jensa Stoltenberga, że nawiązujemy do odstraszania bo jesteśmy sojuszem obronnym, ale chcemy z Rosją, jako naszym adwersarzem, prowadzić konstruktywny dialog polityczny – mówi dr Grzegorz Gil.

Dla Rosji ważne jest także zawarcie na warszawskim szczycie porozumienia NATO – Unia Europejska, które likwiduje dwoistość kontaktów państw Unii będących członkami paktu z Moskwą. NATO przejęło na siebie zagrożenia na poziomie militarnym zaś z tzw. miękkimi zagrożeniami Unia musi radzić sobie sama.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj