fot. PAP/Leszek Szymański

R. Sierpiński: W przeciągu 3-4 lat w Polsce może powstać fabryka do przetwarzania osocza

W przeciągu 3-4 lat w Polsce może powstać fabryka do przetwarzania osocza. Inicjatywę wspiera rząd premiera Mateusza Morawieckiego.  Przygotowany został już plan działania – poinformował Radosław Sierpiński, p.o. prezesa Agencji Badań Medycznych.

Obecne władze są zdeterminowane by uruchomić fabrykę do przetwarzania osocza i zabezpieczenia zdrowotnego polskich pacjentów. Tworzony jest zespół ekspertów, który pod auspicjami Agencji Badań Medycznych opracuje projekt, także pod kątem biznesowym.

– To nie tylko inwestycja, ale też coś, co powinno przynosić wymierne zyski. (…) Wsparcie inicjatywy przez premiera pokazuje, że jest to sprawa istotna, priorytetowa. Daje nam to właściwy mandat do działania. Dysponujemy odpowiednimi analizami, mamy zaplanowane wszystkie kroki, które musimy podjąć – podkreślił Radosław Sierpiński, p.o. prezesa Agencji Badań Medycznych.

Fabryka to projekt, który od 25 lat nie doczekał się realizacji, dlatego że jest skomplikowanym zadaniem – powiedział Radosław Sierpiński.

To dobry czas na ten projekt. Zwracamy uwagę na to, jak ważna jest biotechnologia, a pandemia pokazała nam, że tego typu inwestycje w strategiczną infrastrukturę są dla Polski konieczne. Realnym terminem są trzy, cztery lata, gdyż musimy działać na kilku polach – wskazał pełnomocnik premiera ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych.

Po nowym roku rozpoczną się niezbędne działania legislacyjne. Podjęte też będą kroki w obszarze międzynarodowym w kierunku pozyskania licencji, której otrzymanie nastąpi w przeciągu pół roku. Wówczas może ruszyć budowa faktycznej infrastruktury.

– Fabryka osocza to skomplikowane przedsięwzięcie technologiczne. Regionalne centra krwiodawstwa pobierają krew. Następnie krew wędruje do frakcjonatora. Część z niej wcześniej jest podawana pacjentom, którzy wymagają jej nagłego przetoczenia. Natomiast część krwi jest transportowana do fabryki osocza. Tam odbywa się frakcjonowanie, czyli podzielenie na poszczególne składniki, z których wytwarzane są poszczególne leki. (…) Pewne grupy pacjentów, choćby z niedoborami odporności, wymagają przewlekłego podawania tych leków. W momencie, kiedy osocze podzielimy na leki, to one są pakowane i wracają do pacjentów. Leki byłyby transportowane do szpitali i tam w ramach leczenia przekazywane pacjentom. Chcielibyśmy robić to na polskiej ziemi, a nie liczyć na dobrą wolę partnerów międzynarodowych – wyjaśnił.

Obecnie osocze od krwiodawców wywożone jest na frakcjonowanie za granicę i powraca w postaci preparatów. Nasz kraj traci na tym około 100 mln zł rocznie. Budowa takiej fabryki jest także uzasadniona bezpieczeństwem pacjentów, którzy mogą mieć problem z otrzymaniem leków m.in. przez zamknięcie granic w czasie pandemii.

RIRM

drukuj