fot. twitter.com/EpiskopatNews

Prywatne archiwum niemieckiego zbrodniarza: zabił 3 rodziny w Polsce i spokojnie dożył starości

24 marca 1944 roku we wsi Markowa Józef i Wiktoria Ulmowie oraz ich sześcioro dzieci zostali rozstrzelani wraz z dwoma rodzinami żydowskimi, którym udzielili schronienia. Eilert Dieken, porucznik żandarmerii niemieckiej, który wydał rozkaz mordu, dożył sędziwych lat w rodzinnych stronach otoczony szacunkiem rodziny i sąsiadów. Prywatne archiwum zbrodniarza pozyskał Instytut Pileckiego w Berlinie.

Eilert Dieken, który dowodził akcją w Markowej i osobiście wydał rozkaz rozstrzelania Józefa i Wiktorii Ulmów, ich sześciorga dzieci oraz ośmiorga ukrywanych Żydów, nigdy nie stanął przed wymiarem sprawiedliwości.

Po wojnie wrócił w rodzinne strony, zamieszkał w Esens nad Morzem Północnym w Dolnej Saksonii i kontynuował służbę w policji zachodnioniemieckiej. Zmarł w 1960 roku.

Wiemy o tym dzięki pozyskanemu przez Instytut Pileckiego w Berlinie prywatnemu archiwum zbrodniarza. Są w nim urzędowe dokumenty, zdjęcia, notatki i odznaczenia.

Na jednej z fotografii, jeszcze sprzed II wojny światowej Eilert Dieken pogodnie patrzy w obiektyw wraz z żoną. Między nimi siedzą dwie małe dziewczynki – córki. Na innym zdjęciu szeroko uśmiechnięty, pozuje na plaży, na tle morza. Kolejne zdjęcia – w gronie rodzinnym, na urlopach, w domu, na polowaniu – pozwalają odtworzyć sielankowe życie prywatne i zawodowe człowieka, który unicestwił rodzinę Ulmów, od czasów wilhelmińskich, przez III Rzeszę aż po okres powojenny.

Archiwum zawiera też m.in. dokumenty z postępowań denazyfikacyjnych Eilerta Diekena z lat 1946 i 1949. Już pierwsze z nich, prowadzone przez komisję aliancką, zakończyło się stwierdzeniem „braku przeciwwskazań do służby w policji”. A świadectwo zatrudnienia z 1950 roku potwierdza przyznany mu w 1933 roku dożywotni status urzędnika państwowego.

Wśród poświadczeń awansów i przydziałów służbowych znajdują się dokumenty z czasu okupacji niemieckiej w Polsce, kiedy Eilert Dieken służył w powiecie nowosądeckim Generalnego Gubernatorstwa, m.in. jako komendant posterunku żandarmerii w Łańcucie. Ostatni z awansów, na stopień porucznika, miał miejsce we wrześniu 1944 roku, już po zbrodni w Markowej.

Co ciekawe, Eilert Dieken nie należał ani do NSDAP, ani do SS. Formalnie nie był więc „nazistą” tylko „zwyczajnym Niemcem” – sformułowanie z tytułu głośnej książki amerykańskiego historyka Daniela Goldhagena.

Jak podkreślają badacze z Instytutu Pileckiego biografia zbrodniarza, który dożywał starości w gronie najbliższych, szanowany przez współobywateli i otoczony pamiątkami z życia zawodowego i prywatnego, radykalnie kontrastuje z losem jego ofiar. W przypadku rodziny Ulmów – podobnie jak w wielu innych historiach, które dokumentuje i upamiętnia IP – mamy do czynienia z całkowitym rozpadem życia rodzinnego i rozproszeniem jego materialnych śladów. Mordując Polaków, którzy nieśli pomoc Żydom, Niemcy palili gospodarstwa, grabili dobytek, zakazywali grzebać ciała ofiar. Po wielu z nich nie zostało nic prócz pamięci – ani jedna pamiątka i ani jedno zdjęcie, tak że dziś nie znamy nawet ich twarzy.

„Jednym z ważniejszych historycznych problemów w relacjach polsko-niemieckich jest praktyczny brak rozliczenia zbrodni popełnionych przez niemieckich okupantów w Polsce po wojnie. Zbrodnie popełnione na cywilnej ludności na wsiach, w małych miejscowościach pozostały w pamięci mieszkańców i były badane przez polską prokuraturę. Po przekazaniu materiałów śledczych do Niemiec Zachodnich, śledztwa te prawie zawsze kończyły się ich umorzeniem” – mówi Hanna Radziejowska, szefowa filii Instytutu Pileckiego w Berlinie. To dzięki pracy jej zespołu prywatne archiwum Eilerta Diekena trafiło do Warszawy.

„Polskie świadectwa rzadko spotykały się z zaufaniem niemieckiej prokuratury, śledztwa prowadzone były niechętnie. Za każdą zbrodnią stali jednak konkretni ludzie, bardzo często tzw. zwykli Niemcy. Ten brak powojennej sprawiedliwości wobec polskich ofiar i ich potomków w psychologii określamy mianem podwójnej wiktymizacji. Dziś wyzwaniem dla polsko-niemieckich stosunków są wiec także badania i przywracanie pamięci nie tylko o ofiarach, ale też o sprawcach. Instytut Pileckiego w Berlinie prowadzi na szeroką skalę kwerendę w archiwach i masową digitalizację źródeł. Staramy się też pozyskiwać prywatne zbiory i kolekcje rodzinne, które odsłaniają historie karier przedwojennych i powojennych byłych zbrodniarzy” – dodaje.

PAP

drukuj