Program „Deweloper Plus”. Rząd D. Tuska próbuje trzeci raz wprowadzić ten sam szkodliwy program mieszkaniowy, ale pod nową nazwą
Rząd kontynuuje prace nad nowym programem mieszkaniowym. Towarzyszą temu obawy ekonomistów, bowiem program – choć ma ułatwić zakup mieszkania – w rzeczywistości wywinduje ceny mieszkań, sprawiając, że jego głównymi beneficjentami będą deweloperzy, a nie Polacy.
Przed wyborami w 2023 roku Donald Tusk złożył Polakom obietnicę mieszkaniową.
– Będziemy proponowali kredyt zero procent dla ludzi, którzy będą kupowali swoje pierwsze mieszkanie – mówił Donald Tusk w lutym 2023 roku.
Obietnica nie została zrealizowana, bo rządzące partie nie doszły do porozumienia. Do dziś żadna reforma mieszkaniowa nie weszła w życie.
„Ratując” sytuację, minister rozwoju z PSL, Krzysztof Paszyk, przygotowuje nowe rozwiązania.
– Naszą ideą przy tworzeniu tego programu była szeroka oferta – powiedział minister Krzysztof Paszyk.
W ramach projektu „Klucz do mieszkania” co roku 2,5 mld zł ma trafić na budowę i remonty mieszkań komunalnych i społecznych.
Co ciekawe, podobny program chciał wprowadzić – pod nazwą „Bezpieczny Kredyt 2 procent” rząd Prawa i Sprawiedliwości. Po czasie prezes PiS, Jarosław Kaczyński, sam przyznał, że program był błędem, bowiem rozwijał popyt, a nie podaż, tym samym zwiększając ceny mieszkań.
„Żeby zwiększyć budownictwo i obniżyć ceny, trzeba zwiększyć podaż, a nie popyt. Zwiększanie popytu zawsze prowadzi do większych zysków deweloperów, a nam nie chodzi o to” – zaznaczył Jarosław Kaczyński.
Inwestycje w budowę mieszkań są potrzebne – zauważył poseł PiS, Piotr Uściński.
– Jeżeli teraz spadnie nam ilość mieszkań, to będzie najgorsze, bo mała liczba mieszkań będzie powodowała, że ceny mieszkań będą rosły – zaakcentował poseł Piotr Uściński.
Drugim komponentem zmian będzie program „Pierwsze klucze” wprowadzający dopłaty do zakupu pierwszego mieszkania lub domu na rynku wtórnym.
– Mówię o wsparciu finansowym przy spłacie rat kredytów, które są w Polsce wyjątkowo drogie. Żadna złotówka z tego programu nie popłynie do deweloperów – przekonywał minister rozwoju i technologii.
Rządowa dopłata ma doprowadzić do obniżenia oprocentowania kredytów do 2-3 procent. Minister próbuje nieudolnie przekonywać, że program będzie zawierał bezpieczniki – między innymi kupowane mieszkanie będzie musiało być wybudowane przynajmniej 5 lat wcześniej, a właściciel musi posiadać je przynajmniej 3 lata.
Poseł KO, Mariusz Witczak, zapewnił, że to pomysł popierany przez całą koalicję rządzącą.
– To są zmiany, które są wspólnie wypracowywane. Cały czas mówimy o dopłatach do kredytów – oznajmił poseł Mariusz Witczak.
Zaprzeczył temu rzecznik Lewicy, Łukasz Michnik. Jego partia czeka na szczegóły.
– Lewica jest generalnie przeciwko wszelkim programom dopłat do kredytów, bo zwiększają one ceny mieszkań – stymuluje się popyt, a nie podaż – zaakcentował Łukasz Michnik.
Dopłaty do zakupu pierwszego mieszkania budzą wątpliwości. Limit wieku mieszkania będzie musiał wynosić nie mniej niż 5 lat, maksymalna cena za metr kwadratowy nie będzie mogła być wyższa niż 11 tys. złotych.
To sprawi, że w przypadku dużych miast będzie można sobie pozwolić na zakup mieszkania co najwyżej na obrzeżach – zauważył Adam Zabor, ekonomista.
– Ludzie – czy to jeszcze studiujący, czy kończący studia – zaczynający pracę często gdzieś w centrum miast może niekoniecznie są zainteresowani, żeby mieszkać aż tak daleko od centrum – wskazał Adam Zabor.
Dopłaty ożywią rynek mieszkaniowy i ograniczą liczbę mieszkań na rynku wtórnym. Właściciele tańszych mieszkań będą podnosić ich ceny.
– Problemem jest, aby przyjąć takie rozwiązania, które uniemożliwią wzrost ceny mieszkań właśnie w wyniku, że udzielamy tego typu wsparcia. My przerabialiśmy kilkukrotnie tego typu zjawiska – podsumował prof. Wojciech Piontek.
Niewykluczone, że paradoksalnie na dopłatach skorzystają deweloperzy. Osoby chcące zakupić mieszkanie na rynku wtórnym mogą nie mieć dużego wyboru.
TV Trwam News/radiomaryja.pl




