fot. sxc.hu

Prognozy gospodarcze dla państw UE

KE przedstawiła wiosenne prognozy gospodarcze dla 28 państwa UE. Choć dla Polski prognozowane są wzrosty, to nie są one na tyle duże, aby poprawić sytuację dochodową Polaków; nie poprawi się też sytuacja na rynku pracy – ocenił ekonomista, poseł Zbigniew Kuźmiuk.

Zgodnie z szacunkami KE wzrost polskiego PKB w 2014 r. wyniesie 3,2 proc., a w 2015 r. 3,4 proc. Z takim wzrostem Polska znajduje się na trzeciej pozycji w UE, po Łotwie i Litwie.

– W oczywisty sposób ten 3 procentowy wzrost PKB nie rozwiązuje najpoważniejszych polskich problemów. W dalszym ciągu będziemy mieli dwumilionowe bezrobocie, w dalszym ciągu będziemy mieli symboliczny zaledwie wzrost wynagrodzeń. W ten sposób także nie będzie wzrostu konsumpcji. Nie ma wyraźnego wzrostu inwestycji, więc niestety nie są to jakieś przełomowe informacje. Oczywiście cieszymy się, że ten wzrost gospodarczy jest i że jesteśmy w czołówce krajów europejskich. Tyle tylko, żeby je gonić, to Polska powinna rozwijać się 2 razy szybciej, niż np. nasi sąsiedzi na zachodzie. Tymczasem niemiecka gospodarka będzie rozwijała się w podobnym tempie, jak polska, dlatego dystans do tych najzamożniejszych krajów będzie się pogłębiał – zauważa Zbigniew Kuźmiuk.

KE prognozuje również w 2014 r. nadwyżkę polskiego sektora finansów publicznych. W efekcie zmian w systemie emerytalnym wyniesie ona 5,7 proc. PKB. Natomiast w 2015 r. Polska odnotuje deficyt w wys. 2,9 proc. PKB.

Ekonomista Zbigniew Kuźmiuk nie spodziewa się jednak, że Polska wyjdzie wtedy z procedury nadmiernego deficytu, która jest stosowana po przekroczeniu go o 3 proc.

– Rządzący pokazują, że być może będzie to 1/10 mniej niż 3 proc. Mówiąc szczerze nie sądzę, żeby w 2015 roku udało się rządowi Donalda Tuska zmniejszyć deficyt do poniżej 2 proc., a więc w dalszym ciągu ta procedura nadmiernego deficytu będzie niestety wobec polski stosowana i ona może być groźna dla wykorzystania środków europejskich. Przypominam: w umowie o wykorzystywaniu środków europejskich zapisana jest tzw. warunkowość makroekonomiczna. Znaczy to, że w każdym momencie KE będzie mogła zablokować dopływ środków z budżetu UE do Polski w związku z tym, że deficyt sektora finansów publicznych przekracza 3 proc. – tłumaczy ekonomista.

RIRM 

drukuj