
Prof. M. Ryba: Gruzja nie chce wojny na swoim terytorium, bo jako państwo niepodległe mogłaby tego nie przetrwać
Gruzja obserwuje to, co się dzieje na Ukrainie – straty, zniszczenia – i kalkuluje, że jest małym narodem na Kaukazie, który nie chce wojny na swoim terytorium, bo jako państwo niepodległe mogłaby tego nie przetrwać – mówił prof. Mieczysław Ryba, politolog i historyk, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Od 28 listopada br. w całej Gruzji dochodzi do antyrządowych wystąpień.
Demonstrujący sprzeciwiają się polityce rządzącego ugrupowania Gruzińskie Marzenie, które tego dnia ogłosiło zawieszenie rozmów o wstąpieniu kraju do Unii Europejskiej do 2028 roku.
– Mamy do czynienia z bardzo dużymi protestami, które dotyczą przede wszystkim wielkich miast, ponieważ prowincja wydaje się bardziej związana z Gruzińskim Marzeniem. Pamiętajmy, że Gruzja doświadczyła kilkanaście lat temu wojny – niebezpiecznej i krwawej – z interwencją rosyjską. Gruzja obserwuje to, co się dzieje na Ukrainie – straty, zniszczenia – i kalkuluje, że jest małym narodem na Kaukazie, który nie chce wojny na swoim terytorium, bo jako państwo niepodległe mogłaby tego nie przetrwać – tłumaczył prof. Mieczysław Ryba.
Wykładowca akademicki zwrócił uwagę, że w każdym z krajów położonych w okolicach Rosji toczy się zacięta walka – wojna zastępcza, nie militarna, ale polityczna – między Rosją a Zachodem.
– Na razie wydaje się, że Rosja jest górą. Ale pojawiają się protesty społeczne ludzi, którzy widzą Gruzję w perspektywie wpływów zachodnich. Oczywiście brutalność sił policyjnych w tej chwili jest bardzo duża, bo obecne protesty są o wiele większe niż te, kiedy ogłoszono wyniki wyborów, uznawane przez wiele partii za sfałszowane. Natomiast kierunek rezygnacji z integracji z Zachodem wywołał o wiele większe zburzenie – podkreślił historyk.
Premier Gruzji, wywodzący się z partii Gruzińskie Marzenie, oskarża uczestników protestu, że chcą doprowadzić do gruzińskiego „Majdanu”.
– Sama retoryka przedstawicieli partii Gruzińskie Marzenie, mówiąca o tym, że to jest próba powtórzenia tego, co na Ukrainie, czyli – mówiąc krótko – jakiejś ingerencji zewnętrznej świata Zachodu po to, żeby wywołać wewnętrzną rewolucję wbrew wynikom wyborów, jest typową retoryką charakterystyczną dla „ruskiego miru” – ocenił prof. Mieczysław Ryba.
Gość Radia Maryja przypomniał, że taką retoryką posługiwał się Aleksandr Łukaszenka, który w sposób brutalny gasił protesty społeczne na Białorusi po sfałszowanych wyborach.
– Czy w Gruzji jest możliwe takie brutalne wygaszenie protestów? Trudno mi powiedzieć, bo tu są możliwe dwa scenariusze, a nawet trzy. Pierwszy, że wszystko będzie tak wisieć w pewnym klinczu społecznym i politycznym. Drugi, że rzeczywiście będzie „Majdan” na wzór ukraiński, gdzie będziemy mieć do czynienia z jakimś przewrotem politycznym. I trzeci scenariusz -białoruski, czyli brutalne specyfikowanie ewentualnych protestów, stworzenie silnej paradyktatorskiej struktury zarządzania państwem na wzór moskiewski – zaznaczył wykładowca akademicki.
Historyk dodał, że Gruzja to kraj zdecydowanie mniejszy niż Ukraina, mający o wiele mniejsze możliwości obrony przed ewentualną interwencją rosyjską, i o wiele bardziej oczekujący na to, że Zachód ich wspomoże, nie tylko słowami, ale w realnej sile, również militarnie – podsumował prof. Mieczysław Ryba.
Całą rozmowę z prof. Mieczysławem Rybą w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl


