fot. PAP/EPA

Czarne chmury nad byłym unijnym komisarzem D. Reyndersem, w przeszłości zaangażowanym w walkę z rządem Zjednoczonej Prawicy

Czarne chmury nad byłym unijnym komisarzem, który w ostatnich latach chętnie angażował się w walkę z byłym już polskim rządem. Belgijski polityk Didier Reynders był przesłuchiwany, a policja prowadziła przeszukania w należących do niego nieruchomościach.

Didier Reynders to były unijny komisarz ds. sprawiedliwości. Jak mówi politolog, stosujący podwójne standardy.

– Teraz twierdzi, że przywracana jest praworządność – zwraca uwagę dr Gaweł Strządała.

Didier Reynders stał się częścią kampanii wymierzonej w obóz PiS-u. Bruksela grała na dojście do władzy premiera Tuska. Dziś nad byłym komisarzem zbierają się czarne chmury. Medialne doniesienia wskazują, że policja weszła do dwóch jego nieruchomości. Reynders miał być przesłuchiwany do późnych godzin nocnych. Jest podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy. Ustalenia mediów wskazują, że prokuratura wszczęła dochodzenie wobec polityka jeszcze w 2023 roku; czekała jednak do czasu wygaśnięcia immunitetu.

Były minister ds. europejskich, , nie przesądza o winie byłego komisarza.

– Natomiast jeżeli ktoś mieni się strażnikiem praworządności, a następnie następuje przeszukanie jego domu w związku z podejrzeniem prania brudnych pieniędzy, to dysonans jest tu oczywisty – wskazuje Szymon Szynkowski vel Sęk.

Komisja Europejska, w której skład wszedł Didier Reynders, co roku publikowała raport o praworządności w państwach członkowskich. Inicjatywa została podjęta w 2020 roku.

– Została stworzona i zrealizowana przez pana komisarza Reyndersa – mówi minister sprawiedliwości, Adam Bondar.

Raport był narzędziem walki z poprzednim polskim rządem, podobnie jak unijna procedura art. 7, podtrzymywana w ostatnich latach przez unijnego komisarza. Minister Adam Bodnar w listopadzie widział się z Reyndersem. Jest zaskoczony medialnymi doniesieniami. Uważa jednak, że praworządnością w Polsce nie zajmował się tylko jeden unijny komisarz, ale cała Komisja.

– Ale to z komisarzem Reyndersem pan rozmawiał? – pytał Adama Bodnara dziennikarz TV Trwam.

– On był przedstawicielem Komisji Europejskiej – odpowiedział minister.

Wiceminister Arkadiusz Myrcha przekonuje, że podejrzenia wobec byłego komisarza wcale nie wskazują na błędną politykę Brukseli w sprawie Polski i stawianych nam zarzutów.

– Setki innych osób mówiły, Trybunały się wypowiadały, więc trzeba odgraniczyć to, co się zadziało w Polsce od tego, co prywatnie zarzuca się panu byłemu komisarzowi – przekonuje Arkadiusz Myrcha.

Ale Platforma świadomie sięgała po unijnych polityków; by uwiarygadniać swoje zarzuty stawiane politykom PiS-u. Gdy w listopadzie Didier Reynders był w Polsce, pozwolił sobie na ocenę tego, kto jest Prokuratorem Krajowym i spotkał się z Dariuszem Kornelukiem.

– On został wyznaczony w sposób transparentny; w sposób, którego nie podważył żaden bezstronny sąd – mówił wówczas Didier Reynders.

Prokuratura została przejęta przez obecną władzę przy zlekceważeniu zapisów ustawowych. Stanowisko belgijskiego polityka to legitymowanie bezprawia. Stoi w sprzeczności z orzeczeniami Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego.

Nie pierwszy raz na unijni politycy lądują czołówkach mediów. W przeszłości Parlamentem Europejskim wstrząsnęła afera Katargate. Jedną z jej twarzy stała się grecka europoseł Ewa Kaili.

Politolog dr Gaweł Strządała nie wyklucza, że również Reynders mógł działać pod czyjeś dyktando.

– Takie informacje zawsze mogą być szantażem wobec komisarza i mogą spowodować działanie różnych lobby, które mają wpływ na jego decyzję –  ocenia dr Gaweł Strządała.  

W 2021 roku francuski dziennik „Liberation” w serii artykułów oskarżył o handel wpływami i inne nieuczciwe praktyki sędziów TSUE, urzędników Komisji Europejskiej i polityków Europejskiej Partii Ludowej.

TV Trwam News

drukuj