
fot. Autorstwa Nieznany - Ilustrowany Kuryer Codzienny. 1939, nr 131 (13 V) s. 18Hanna i Tadeusz Jędruszczak, Ostatnie lata II Rzeczypospolitej (1935-1939), Warszawa 1970, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4983602
Prof. G. Kucharczyk: Mówienie, że minister Beck powinien wiosną 1939 roku dogadywać się z Hitlerem to jest zupełny ahistoryzm, czyli nieliczenie się z realiami historycznymi, które miały wtedy miejsce
Mówienie o tym, że minister Józef Beck czy w ogóle rząd polski powinien wiosną 1939 roku dogadywać się z Hitlerem, przyjąć jego ofertę – w domyśle ofertę złożoną w dobrej wierze, tak twierdzą ci tak zwani realiści – to jest zupełny ahistoryzm, czyli nieliczenie się z realiami historycznymi, które miały miejsce wtedy, w 1939 roku. Dość sobie wyobrazić taką sytuację, że rząd polski zgadza się na wybudowanie tzw. eksterytorialnej autostrady przez Polskie Pomorze łączącą Prusy Wschodnie z Rzeszą Niemiecką, czego domagał się Hitler wiosną 1939 roku – eksterytorialna, czyli wyłączona spod suwerenności polskiej, ale każdy doskonale wie, że aby wybudować autostradę, trzeba dowieźć materiały, dowieźć ludzi, to jest wielki plac budowy. I nagle by się okazało, że te sieci dojazdowe też miałyby być eksterytorialne, czyli de facto cała Polska byłaby już eksterytorialna, czyli pod zarządem niemieckim – mówił we wtorkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk, pracownik Instytutu Historii Polskiej.
87 lat temu minister spraw zagranicznych Józef Beck wygłosił w Sejmie przemówienie w reakcji na wypowiedzenie przez Adolfa Hitlera niemiecko-polskiego paktu o nieagresji. Swoje wystąpienie ówczesny szef polskiej dyplomacji zakończył słowami: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor”.
Nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę ‼
⚠ 8⃣7⃣ lat temu minister spraw zagranicznych Józef Beck wygłosił w Sejmie przemówienie będące reakcją na wypowiedzenie przez Adolfa Hitlera niemiecko-polskiego paktu o nieagresji.
➡ Wystąpienie Beck zakończył słowami:
💬 „My w… pic.twitter.com/sHBLPr70ku
— Instytut Pamięci Narodowej (@ipngovpl) May 5, 2026
Odnosząc się do tego przemówienia ministra Becka warto również zwrócić uwagę na słowa, które padły wcześniej w tym samym wystąpieniu – podkreślił prof. Grzegorz Kucharczyk.
– Otóż minister jasno zadeklarował w imieniu państwa polskiego, że Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da. Tam padło to zdanie i to jest zdanie kluczowe, ponieważ z perspektywy tylu lat być może wielu ludziom, także w Polsce, trudno jest zrozumieć, że wtedy, dla pokolenia II Rzeczypospolitej, obecność Polski nad Bałtykiem, łączność z tym polskim wybrzeżem, ale jednak jakże istotnym, z Gdynią, którą wybudowaliśmy od podstaw, ta łączność była miernikiem naszej niepodległości, takiej niepodległości na serio, czyli związanej z rozwojem, z przyszłością. Sam Roman Dmowski, który przecież był z innego obozu politycznego niż reprezentujący sanację minister Beck, twierdził, że on najchętniej po śmierci chciałby być pochowany na Rozewiu, bo to bliżej morza, bo to było to okno Polski na świat, ale też właśnie miernik naszej rzeczywistej niepodległości – zauważył historyk.
Część opinii publicznej krytycznie odnosi się do takiej postawy Józefa Becka, sugerując np., że jest on odpowiedzialny za późniejszy przelew krwi w Polsce, do którego doszło w konsekwencji wybuchu II wojny światowej. Pojawiają się również opinie, że polski rząd powinien wiosną 1939 roku zgodzić się na niemieckie żądania, takie jak np. włączenie Gdańska do Rzeszy czy przeprowadzenie przez Pomorze eksterytorialnej linii kolejowej i autostrady.
– Mówienie o tym, że minister Beck czy w ogóle rząd polski powinien wiosną 1939 roku dogadywać się z Hitlerem, przyjąć jego ofertę – w domyśle ofertę złożoną w dobrej wierze, tak twierdzą ci tak zwani realiści – to jest zupełny ahistoryzm, czyli nieliczenie się z realiami historycznymi, które miały miejsce wtedy, w 1939 roku. Dość sobie wyobrazić taką sytuację, że rząd polski zgadza się na wybudowanie tzw. eksterytorialnej autostrady przez Polskie Pomorze łączącą Prusy Wschodnie z Rzeszą Niemiecką, czego domagał się Hitler wiosną 1939 roku – eksterytorialna, czyli wyłączona spod suwerenności polskiej, ale każdy doskonale wie, że aby wybudować autostradę, trzeba dowieźć materiały, dowieźć ludzi, to jest wielki plac budowy. I nagle by się okazało, że te sieci dojazdowe też miałyby być eksterytorialne, czyli de facto cała Polska byłaby już eksterytorialna, czyli pod zarządem niemieckim – wskazał gość „Aktualności dnia”.
Przyglądając się historii naszych zachodnich sąsiadów, można spostrzec, że Niemcy to matecznik różnych rewolucji – zwrócił uwagę pracownik Instytutu Historii Polskiej.
– Błogosławiony ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, mówił o reformacji protestanckiej, która zrodziła się w Niemczech na początku XVI wieku, używał określenia „straszliwa rewolucja religijna”. Wielokrotnie w różnych publicznych wystąpieniach używał on takiego określenia, bo rzeczywiście to miało swoje rewolucyjne konsekwencje, ale potem także niemiecka filozofia idealistyczna – też rewolucyjny potencjał, marksizm, który rodzi się przecież w krajach niemieckich, narodowy socjalizm niemiecki, liberalizm niemiecki, który też przecież miał potencjał rewolucyjny, aż do 1968 roku, pokolenia neomarksistowskiego wychowanego na szkole frankfurckiej, które przeszło ten marsz przez instytucje medialne, kulturowe, naukowe i polityczne zachodniego świata. I z tymi konsekwencjami my musimy żyć do dzisiaj. Jedną z tych konsekwencji jest np. obecnie w Niemczech, w trzeciej dekadzie XXI wieku, taka krzycząca niewiedza, gdy chodzi o historię najnowszą – zaznaczył prof. Grzegorz Kucharczyk.
5 maja przypada również kolejna rocznica wyzwolenia przez wojska amerykańskie niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen.
5 maja 1945 r. wojska amerykańskie wyzwoliły niemiecki obóz koncentracyjny Mauthausen-Gusen, przez który w czasie wojny przeszło 335000 więźniów i w którym (według bardzo zróżnicowanych szacunków) Niemcy zamordowali od 71000 do 122000 osób, z czego nawet ok. 28000 było… pic.twitter.com/RfssWmAZ3I
— Instytut Pamięci Narodowej (@ipngovpl) May 5, 2026
Każda taka rocznica to okazja do przypominania naszym rodakom, ale także światu – szczególnie Niemcom – o zbrodniach popełnianych przez nazistowskie Niemcy w latach 30-tych i 40-tych XX wieku – wyjaśnił historyk.
– Musimy przypominać całą historię, od początku do końca tego archipelagu ludobójstwa i terroru, które państwo niemieckie od 1933 roku tworzyło, aż do końca istnienia reżimu narodowo-socjalistycznego, popieranego do samego końca przez lwią część społeczeństwa niemieckiego. Jeżeli będziemy pamiętać, jak ta historia się zaczęła, że rzeczywiście te obozy koncentracyjne, część z nich to są obozy zagłady, powstawały na terenie Niemiec jeszcze przed wybuchem II wojny światowej: Dachau, Ravensbrück, Sachsenhausen, Oranienburg czy właśnie Gusen, to mamy też odpowiedź na tę zakłamaną propagandę, która mówi chociażby o tzw. polskiej współodpowiedzialności za ludobójstwo, które Niemcy w czasie II wojny światowej popełniali, o właśnie rzekomo polskich nazistach budujących obozy koncentracyjne, jak to kiedyś powiedziała urzędująca minister edukacji narodowej w Polsce – podkreślił gość Radia Maryja.
Całą rozmowę z prof. Grzegorzem Kucharczykiem w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [TUTAJ].
radiomaryja.pl


