fot. twitter.com/PremierRP | Krystian Maj/KPRM

Premier: Jeśli nie dojdzie do porozumienia ws. unijnego budżetu, Polska skorzysta z prawa sprzeciwu

Nie ma zgody na powiązanie praworządności z unijnym budżetem – podkreśla premier Mateusz Morawiecki. Szef polskiego rządu zapowiada, że jeśli nie dojdzie do porozumienia w tej sprawie to Polska skorzysta z prawa sprzeciwu. 

Wczoraj Parament Europejski zawarł porozumienie z Radą Europejską, reprezentowaną przez  niemiecką prezydencje w sprawie powiązania wypłaty unijnych funduszy z przestrzeganiem tzw. praworządności. Rozwiązanie jest bez wątpienia wymierzone w Polskę i Węgry.

– Rzeczywiście, jest to absolutnie skandaliczny szantaż i tutaj musimy być bardzo twardzi, bardzo jednoznaczni. To Unia musi poszukać kompromisu w tej sprawie, bo to UE ten mechanizm sobie wymyśliła – podkreśla poseł do Parlamentu Europejskiego, Beata Kempa.

Nowe porozumienie ws. tzw. praworządności muszą jeszcze zaakceptować ministrowie państw członkowskich w Radzie Unii Europejskich oraz Parlament Europejski. To jednak tylko formalność.

– Moim zdaniem droga do karania jest daleka, na pewno trzeba będzie się bronić przed takimi decyzjami, ale my jako kraj jesteśmy w stanie udowodnić, że jesteśmy pełną demokracją – przekonuje poseł do Parlamentu Europejskiego Bogdan Rzońca.

Premier Mateusz Morawiecki zapewnia, że Polska będzie stanowczo sprzeciwiać się szkodliwym rozwiązaniom.

– Dzisiaj na pewno skorzystamy z naszego prawa do sprzeciwu, jeśli nie dojdziemy do porozumienia, jeśli te sformułowania, które się tam znajdą, nie będą odpowiadały naszym oczekiwaniom – zaznacza szef rządu.  

Według opozycji, Polska nie wiele może już zrobić.

– Możliwość zamrożenia korzystania ze środków budżetowych przez rząd, który łamie, a nawet zagraża niezawisłości sądownictwa, staje się faktem – twierdzi europoseł PO Andrzej Halicki.

Politycy PO przekonują, że jeśli dojdzie do odebrania Polsce unijnych środków, to oni je odzyskają, gdy wrócą do władzy.

– Będziemy walczyć o to, żeby Polska nic nie straciła, żeby te pieniądze dotarły do nas innymi kanałami np. bezpośrednio do samorządów regionalnych – wskazuje europoseł PO Radosław Sikorski.

Na odebraniu środków nie straci jednak władza centralna, ale zwykli obywatele.

– Polscy rolnicy mieliby być ukarani, wykonawcy na drogach, za coś, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, bo sędziowie się skarżą – mówi europoseł Bogdan Rzońca.

Wiele wskazuje na to, że nie chodzi o praworządność, ale o próbę ograniczenia rozwoju gospodarczego Polski – wskazuje ekonomista Artur Beń.

– Jest to próba wymuszenia przez większych graczy UE i większą finansjerę pokory, takiego przymuszenia do pewnych określonych działań – ocenia Artur Beń.

Wprowadzenia nowego narzędzia do dyscyplinowania państw członkowskich dążą przede wszystkim środowiska skrajnie lewicowe. Ich celem jest przeprowadzenie rewolucji ideologicznej w Polsce.

– Uzależnienie wydatków budżetowych od wyobrażeń instytucji takich, jak KE lub innych państw członkowskich, czy innych instytucji co do tego, jak funkcjonuje państwo polskie, jak funkcjonują niezależne instytucie państwa polskiego, w tym instytucje sądownicze – na to zgody nie będzie. Na takie uzależnienie jednego od drugiego – podkreśla premier Mateusz Morawiecki.

Ostatecznym i najbardziej spektakularnym rozwiązaniem, które Polska może wykorzystać, aby zablokować szkodliwe zmiany, jest weto nowego unijnego budżetu. Blokada nowej „siedmiolatki” w obliczu kryzysu byłaby bardzo dotkliwa dla całej Unii Europejskiej.

TV Trwam News

drukuj