J. Białkowski: Jeśli chodzi o sytuację w rolnictwie, praktycznie w każdym obszarze mamy do czynienia z regresem. Bezpieczeństwo żywnościowe jest zachwiane

Praktycznie w każdym obszarze mamy do czynienia z regresem, cofamy się, jeżeli chodzi o sytuację w rolnictwie. Cała polityka Unii Europejskiej w tej chwili to już jest wypaczenie tego, co było zawarte w traktatach rzymskich, a potem w traktacie początkującym funkcjonowanie Unii Europejskiej, bo tam stawiano na bezpieczeństwo żywnościowe. To był taki podstawowy argument, podstawowy czynnik wspólnej polityki rolnej. Natomiast w tej chwili bezpieczeństwo żywnościowe odeszło na daleki plan. Zajmujemy się ochroną środowiska. Otwieramy się na wszystkie rynki – Mercosur, bezcłowy handel z Ukrainą. Podpisujemy umowy również z innymi krajami, krajami z różnych części świata. To bezpieczeństwo żywnościowe jest zachwiane – mówił w niedzielnym programie „Wieś – to też Polska” Jan Białkowski, członek prezydenckiej Rady Rolnictwa i Obszarów Wiejskich. W programie gościł również Edward Kosmal, wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych.

Zaproszeni goście podjęli się oceny polskiej polityki rolnej. Jan Białkowski wskazał, że polskie rolnictwo się cofa w każdym obszarze, co wynika m.in. z polityki rolnej Unii Europejskiej, która odeszła od swoich pierwotnych założeń traktatowych.

– Praktycznie w każdym obszarze mamy do czynienia z regresem, cofamy się, jeżeli chodzi o sytuację w rolnictwie. Cała polityka Unii Europejskiej w tej chwili to już jest wypaczenie tego, co było zawarte w traktatach rzymskich, a potem w traktacie początkującym funkcjonowanie Unii Europejskiej, bo tam stawiano na bezpieczeństwo żywnościowe. To był taki podstawowy argument, podstawowy czynnik wspólnej polityki rolnej. Natomiast w tej chwili bezpieczeństwo żywnościowe odeszło na daleki plan. Zajmujemy się ochroną środowiska. Otwieramy się na wszystkie rynki – Mercosur, bezcłowy handel z Ukrainą. Podpisujemy umowy również z innymi krajami, krajami z różnych części świata. To bezpieczeństwo żywnościowe jest zachwiane. Na ostatnim posiedzeniu analizowaliśmy systemy wsparcia rolnictwa w różnych częściach świata. Tutaj też wyglądamy na tym tle bardzo negatywnie, ponieważ u nas wspiera się właśnie ekoschematy, rzeczy niezwiązane z produkcją rolną. Natomiast w większości państw świata wspiera się właśnie sprawy związane z bezpieczeństwem, z produkcją rolną oraz z bezpieczeństwem dochodów rolników. Zabezpiecza się dochody rolników. U nas praktycznie te dochody są w tej chwili niestabilne – zwrócił uwagę członek prezydenckiej Rady Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.   

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej polskie rolnictwo rozwinęło się, jednak obecnie ogromnym zagrożeniem dla naszych gospodarzy jest podpisanie przez UE umowy handlowej z krajami Mercosur i eksport żywności z Ameryki Południowej do Europy – podkreślił Jan Białkowski.

– Po wejściu do Unii Europejskiej też mieliśmy obawy, czy sobie damy radę. Okazało się, że daliśmy sobie wspaniale radę. Praktycznie nastąpił niesamowity rozwój rolnictwa u nas w kraju. Wzrósł eksport, za ubiegły rok to było chyba 58 miliardów eksportu, wartość eksportu. Gros tego eksportu jest lokowane na rynkach UE. 75-76 proc. eksportu żywności idzie na rynek europejski, głównie niemiecki (26 proc. z tego). I teraz otwarcie rynku europejskiego na produkty z Mercosur najbardziej uderzą prawdopodobnie w nasze rolnictwo, bo tutaj jest zagrożona produkcja drobiu, produkcja jabłek, owoców, zostaniemy z tego rynku wypchnięci po prostu. I to jest ogromne zagrożenie – zaznaczył.

Dodał, że obecny rząd nie staje w obronie polskich rolników.

– My jesteśmy w tej chwili naprawdę w bardzo trudnej sytuacji i bez wsparcia rządu, bez jednoznacznej sytuacji, kiedy nasz rząd będzie bronił interesów rodzinnych producentów, nie damy sobie rady w tej konkurencji. A niestety obecna władza (…), tak jak mówi nasz obecny minister rolnictwa (…), praktycznie on nie ma możliwości, żebyśmy my cokolwiek sami tutaj zrobili, sami decydowali. A jednak za poprzedniej władzy były takie sytuacje, jak w przypadku importu zboża z Ukrainy, kiedy – co prawda po naszych protestach – ale poszły potężne środki. Prawie 15 miliardów złotych wpłynęło na rynek, rolnicy zostali dofinansowani. Tak samo było w przypadkach różnych klęsk żywiołowych – zauważył członek prezydenckiej Rady Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.

Edward Kosmal wskazał z kolei na szybko rosnące koszty prowadzenia działalności rolnej, wynikające z rosnących kosztów energii, co jest skutkiem m.in. unijnej polityki klimatycznej, wdrażania Zielonego Ładu i systemu ETS.

–  Żeby konkurować na świecie, trzeba mieć tanią energię, bo energia świadczy o kosztach. Tak samo jest u nas, w gospodarstwach. Wiemy, co się stało z nawozami. Wiemy, że w okresie pandemii faktycznie na skutek wzrostu cen energii, gazu, mocznik kosztował prawie 5 tysięcy złotych. I kto to wytrzyma? Nie ma polityki energetycznej i nie ma ochrony polskiego rynku. (…) Jako producent ziemniaków skrobiowych, w naszym rodzinnym gospodarstwie produkowaliśmy około 150 hektarów. (…) Bardzo wysoka wydajność, prawie 40 ton z hektara. To jest prawie 6 tysięcy ton. I ta cena z dnia na dzień spadła o 40 procent. Po wejściu do Unii Europejskiej za cukier płacono za tonę 46 euro. Po 26 latach proponuje nam się już, jak czytam, przez koncerny niemieckie 25 euro. Kto to wytrzyma? Nie wytrzyma tego nikt – tłumaczył.

Wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych podkreślił, że na terenie UE dąży się do tego, żeby żywność produkowały wielkie korporacje, zaś osobom prowadzącym gospodarstwa rolne utrudnia się działalność za pomocą przeszkód biurokratycznych.

– Jeżeli wszystko jest obwarowane przepisami, to my nic jako rolnicy nie możemy zrobić. Rolnik nie może wejść na rynek, aby sprzedać jedno jajko, bo musi mieć zarejestrowaną kurę. Nie może uchować świni, żeby zabić. (…) Nie może dać tego mięsa nawet rodzinie. Takie mamy obwarowania. Powiem tak: największym wirusem, który grasował w Polsce, jest lekarz weterynarii. U nas lekarz wojewódzki zamknął praktycznie wszystkie ubojnie, wszystkie małe przetwórnie, sklepy, na skutek właśnie sklepów wielkopowierzchniowych. My produkowaliśmy i warzywa, i ziemniaki, woziliśmy do tak zwanych małych sklepów osiedlowych – było tych sklepów dużo – na hurtownie. Tego teraz nie ma – mówił Edward Kosmal.

radiomaryja.pl

drukuj