Polska nie podpisze do końca roku umowy na zakup okrętów podwodnych
Wbrew deklaracjom rządu Polska nie podpisze do końca roku umowy na zakup okrętów podwodnych. O sprawie informuje „Rzeczpospolita”. Jeszcze w listopadzie ub.r. podczas Święta Marynarki Wojennej wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak–Kamysz zapewniał, że rząd zrobi wszystko, aby umowa na dostawy nowoczesnych okrętów podwodnych została podpisana.
Władysław Kosiniak–Kamysz podkreślał, że program „Orka” to sprawa honoru.
Teraz – jak podała gazeta – jest oczywiste, że do końca tego roku umowy nie będzie. Co więcej, pod znakiem zapytania stoi nawet wstępny wybór wykonawcy.
Były wiceminister obrony, poseł PiS Marcin Ociepa ocenił, że wbrew temu, co mówi rząd Donalda Tuska, zbrojenia Polski spowolniły. Jednym z powodów – jak zaznaczył – jest nacisk ze strony Niemiec i Francji, by sprzęt kupowany był w Europie.
– Nie mamy fabryki K2 w Poznaniu, czyli polsko-koreańskiego czołgu. Nie mamy HIMARS-ów, mimo zgody kongresu amerykańskiego, czyli artylerii. I nie mamy wreszcie tych zakupów, o których jest ostatnio głośno. Mamy wstrzymanie kontraktu na Black Hawki, czyli śmigłowce, a także program „Orka”, czyli okręty podwodne. Jednym słowem, werbalnie, retorycznie jest kontynuacja, ale w praktyce wygląda to na absolutny hamulec w dwóch celach. Po pierwsze, moim zdaniem, Donald Tusk bardzo mocno chce kosztem Kosiniaka-Kamysza oszczędzać pieniążki w budżecie, bo już ma dziurę. Natomiast drugi powód jest taki, że bardzo mocno przemysł niemiecki i francuski naciska na zakupy w Europie, u siebie – wskazał polityk.
W sprawie tej na początku czerwca interweniowała już załoga jednego z okrętów podwodnych wycofanych w ostatnich latach ze służby – ORP Sokół. Marynarze w wystosowanym liście otwartym do premiera Donalda Tuska i szefa MON Władysława Kosiniaka–Kamysza podkreślili, że zmieniające się otoczenie bezpieczeństwa powoduje, że dalsze opóźnianie wyboru nowych okrętów to zagrożenie dla interesów Polski na Morzu Bałtyckim.
RIRM



