[TYLKO U NAS] Ks. L. Kryża TChr: Kościoły na Białorusi mówią jednym głosem – nawołują do dialogu. Jest też wspólna modlitwa, w której Kościół katolicki ma wiodącą rolę

Kościoły na Białorusi, włącznie z Kościołem prawosławnym, którego relacje z władzą są specyficzne, mówią jednym głosem – nawołują do dialogu, do rozmowy, do tego, żeby wszystko rozegrało się pokojowo. Jest też wspólna modlitwa wszystkich kościołów, w której Kościół katolicki ma wiodącą rolę – akcentował ks. Leszek Kryża TChr, dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie przy KEP, w sobotnim wydaniu „Polskiego punktu widzenia” na antenie TV Trwam.

Dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie przy Konferencji Episkopatu Polski opowiedział na antenie TV Trwam o sytuacji katolików na Białorusi. Zaznaczył, że członków wspólnoty katolickiej w tym kraju jest blisko 1,5 miliona, co stanowi około 10 proc. całego społeczeństwa białoruskiego.

– Kościół katolicki na Białorusi jest mniejszością w porównaniu z Kościołem prawosławnym, ale i tak jest drugą co do wielkości wspólnotą ludzi wierzących, więc jest to pewnego rodzaju siła. Ciągle jeszcze sporą część wspólnoty parafialnej, wspólnoty Kościoła katolickiego na Białorusi stanowią Polacy bądź ludzie polskiego pochodzenia. W tej chwili funkcjonuje już 466 parafii rzymskokatolickich na terenie Białorusi, a pamiętam, że na początku lat 90. było ich zaledwie 60, więc widać też progres Kościoła w tym kraju – wskazywał ks. Leszek Kryża TChr.

Gość TV Trwam wspomniał, że większość świątyń należących do Kościoła katolickiego na Białorusi została już odzyskana z rąk komunistów, ale wiele z nich uległo poważnym zniszczeniom i wymaga odbudowy.

– Pierwszą i główną pomocą, którą Kościół polski dał i ciągle daje Kościołowi na Białorusi, to polscy kapłani i siostry zakonne, których tam jest naprawdę dużo i którzy służą tamtejszemu Kościołowi. Oni pojechali wtedy, gdy rozpoczęło się dźwiganie tamtejszego Kościoła z ruin. To był największy dar Kościoła w Polsce. Za tym idzie całe zaplecze modlitewne, materialne i duchowe – to wszystko stanowi naprawdę ogromne wsparcie – podkreślał dyrektor Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie przy KEP.

Sytuacja na Białorusi od kilku tygodni jest napięta. W całym kraju trwają protesty, które doprowadziły do starć z milicją i licznych aresztowań, a kilka osób straciło życie. [czytaj więcej] 

– Kościół, moim zdaniem, stanął na wysokości zadania. Kościół nie może stanąć po żadnej stronie sporu, musi być absolutnie apolityczny, ale – zgodnie z instrukcją Gaudium et spes – ma prawo do oceny moralnej tego, co się dzieje. (…) Po pierwsze, Kościół to, co jest dobre, potrafi nazwać dobrem, a to, co jest złe, potrafi nazwać złem. Po drugie, Kościół jest blisko tych, którzy są krzywdzeni. To jest istotna rola w tej chwili – otwarcie świątyń, wsparcie materialne dla tych, którzy potrzebują wsparcia, ale też ogromne wsparcie duchowe, które Kościół daje tym ludziom – mówił duchowny.

– Bardzo budujące dla mnie jest to, że kościoły na Białorusi, włącznie z Kościołem prawosławnym, którego relacje z władzą są specyficzne, mówią jednym głosem – nawołują do dialogu, do rozmowy, do tego, żeby wszystko rozegrało się pokojowo. Jest też wspólna modlitwa wszystkich Kościołów, w której Kościół katolicki ma wiodącą rolę. (…) Kościół ciągle idzie drogą dialogu. Jestem pozytywnie zadziwiony ciągłym nawoływaniem do tego, żebyśmy rozmawiali, żebyśmy nie przelewali bratniej krwi i nie szukali możliwości zemsty. Myślę, że z tej drogi Kościół na pewno nigdy nie zejdzie – akcentował.

Ks. Leszek Kryża zaznaczył, że ostatnie wydarzenia na Białorusi powodują, że wierni potrzebują autorytetu. Jego zdaniem, takim autorytetem jest ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz – zwierzchnik Kościoła katolickiego na Białorusi, który nie został wpuszczony na terytorium tego kraju, mimo że posiada białoruskie obywatelstwo.

– To człowiek, który mocno w tym wszystkim „siedział”, tzn. był z tymi ludźmi, którzy byli prześladowani, modlił się w ich intencji, starał się im pomagać i bardzo wyraźnie artykułował to, co dobre i to, co złe. Jego nawoływanie dotyczyło refleksji ogólnonarodowej, ale też indywidualnej. Nawoływał do tego, żebyśmy najpierw zrobili rewizję ludzkiego serca, a dopiero potem zmieniali wszystko to, co jest na zewnątrz. Myślę, że właśnie dlatego nie został wpuszczony, że był autorytetem i oparciem; kimś, na kim można było rzeczywiście  w tej sytuacji polegać – stwierdził gość TV Trwam.

 

radiomaryja.pl

 

 

 

drukuj